Pokazywanie postów oznaczonych etykietą recenzja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą recenzja. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 9 lipca 2013

Przypadkiem znaleziona perełka

Od nieco ponad roku staram się dobierać kosmetyki do typu włosów, jaki posiadam. Są one wysokoporowate z ogromną tendencją do puszenia. Odpowiednio traktowane potrafią się odwdzięczyć pięknym skrętem - nie są to loki, ale całkiem konkretne fale. Przy długości do pasa robią wrażenie. Wciąż zbieram się do fryzjera, ale muszę popytać o jakiegoś zaufanego w moim mieście, bo szkoda mi nagle stracić połowę długości przez widzimisię fryzjerki. Przyjdzie czas ;)

Wracając do tematu.

Szampony, których używam dzielę na delikatne (Babydream), z łagodniejszym detergentem (Alverde Jabłko i Papaja) i te proste, silne i oczyszczające, stosowane raz na tydzień (Balea Malinowa). Tak to działa, kiedy jestem we Wro. W domu sprawy mają się inaczej.
Moja Mama - posiadaczka któtkich, cienkich i delikatnych włosów poprosiła mnie o kupno szamponu. Babydream bowiem oczyszczał nieźle, łagodził skórę głowy, ale też uniemożliwiał ułożenie takich włosów (a układane muszą być codziennie na okrągłej szczotce).

Powędrowałam do Rossmanna. Zapraszam na recenzję tego, co przyniosłam ;)

Schwarzkopf, Gliss Kur Total Repair, Szampon do włosów suchych i zniszczonych

>link do KWC<

Techniczne:
1. Opakowanie - typowe dla kosmetyków GlissKur. Zapięcie ma mocne, dobrze leży w dłoni, a w razie potrzeby można postawić na zakrętce. Mieści 400ml, natomiast nie widać ubytku, dopiero pod światło.


2. Zapach i konsystencja - szampon pachnie ładnie, acz chemicznie. Utrzymuje się na włosach. Zdarzało się, że słyszałam komplementy na temat zapachu moich włosów :D Szampon ma perłową barwę, nie ucieka przez palce, dobrze się pieni.


3. Wydajność - dobra - jednej osobie codziennie myjącej włosy, przy mojej pomocy od czasu do czasu wystarczył na 1,5 miesiąca.

Moja opinia:
Zanim sięgnęłam po ten szampon przeczytałam masę recenzji drogeryjnych szamponów.
Na początku umyłam nim głowę i w sumie było jak zwykle - po użyciu odżywki włosy były miękkie i dobrze się rozczesywały. Następnego dnia (myję włosy wieczorem) obudziłam się z pięknymi falami. Efekt przypisałam użytemu olejkowi.
Kiedy jednak myłam włosy po raz kolejny olejku już nie użyłam, a rano znów gościł na mej głowie zdefiniowany skręt. Tu zaświeciła się żarówka.
Szampon świetnie oczyszcza włosy (zasługa SLeS). Ale to nie wszystko. Na dobrą sprawę nie potrzebna jest później odżywka.  Włosy rozczesują się świetnie, nie puszą się, ładnie układają, a dodatkowo przy wysychaniu widać pielęgnujący wpływ szamponu. Okej, nie naprawia włosa od środka (umówmy się - w takie bajki nie wierzymy), a przy częstym stosowaniu może powodować podrażnienie wrażliwej skóry głowy (SLeS). Mimo to szampon ten jest moim kosmetycznym odkryciem - świetnie sprawdzi się na wyjazdach, kiedy miejsce w kosmetyczce jest skrajnie ograniczone, tak samo jak czas, który możemy poświęcić na pielęgnację włosów.

Skład:

Cena: ok 16zł/400ml Rossmann (teraz cena promocyjna - 9,50zł)

Znacie ten szampon?
Czego używacie do mycia głowy kiedy nie ma czasu albo jesteście po prostu zmęczone i ostatnie na co macie ochotę to nakładanie i zmywanie odżywek?

środa, 2 stycznia 2013

MegaKrzem - czy warto?

Witajcie Kochane w 2013 roku :)
Na początku chcę życzyć Wam wszystkiego co najlepsze na ten rok, aby okazał się rokiem odważnych decyzji i spełniania marzeń :)

Jakiś czas temu wygrałam w rozdaniu suplement MegaKrzem, który wiele z Was miało już okazję testować. Pozwólcie, że dorzucę kilka słów od siebie po miesiącu testowania.


Producent:

Technicznie:
W opakowaniu znajdziemy 60 tabletek czyli dwumiesięczną kurację. Tabletki są zielone i powlekane. Należy zażywać 1 tabletkę dziennie. Koszt takiego opakowania to około 10-12zł.

Moja opinia:
Ostatnie miesiące były atakiem na przyrost włosów i pojawienie się babyhair. MegaKrzem towarzyszył mi dzielnie. 
Działanie na włosy - słabo! Kiedy odstawiłam pokrzywę i zażywałam tylko ten suplement włosy wypadały prawie w tak dużej ilości jak przed wspomaganiem. Przyznam szczerze, że było to dla mnie spore rozczarowanie, gdyż spodziewałam się lepszych rezultatów. Nie przybyło nowych włosków.  
Działanie na paznokcie - już miałam wystawić produktowi negatywną opinię, że nie spełnia obietnic producenta. Ale wtedy spojrzałam na swoje paznokcie, które udało mi się zapuścić na niewyobrażalną dla mnie dawniej długość. Paznokcie na dodatek stały się tak twarde, że nie byłam w stanie ich skrócić cążkami i jedyną opcją było piłowanie. Pozytywne zaskoczenie :) Paznokcie wciąż się rozdwajają, jednak skala i tego zjawiska się zmniejszyła.

Skład:

Podsumowując:
Na włosy? Zdecydowanie nie pomoże. Natomiast jeśli zależy Wam na zdrowych i twardych paznokciach - mogę polecić :)


Fakt otrzymania produktu za darmo nie ma wpływu na moją opinię.

Wiem, że miały być postanowienia na nowy rok, ale cierpię ostatnio na niemoc twórczą, przepraszam. Postaram się mimo to pisać nieco częściej :) Trzymajcie się ciepło!

czwartek, 8 listopada 2012

Zdążyć z recenzją - truskawka od Essence

Wybaczcie, że jest mnie tutaj mniej ostatnio - jestem w trakcie czasu ciężko-naukowego. Wolne chwile pożera mi nauka i sen :) Miejmy nadzieję, że za dwa tygodnie będzie z grubsza po wszystkim i nadejdzie luźniejszy czas.

Nie o tym.
Są produkty, które znikają u mnie systematycznie, w tempie szybszym niż jakiekolwiek inne. Dlatego też czasem bywa tak, że zwlekam z recenzją, aż wyrobię sobie zdanie o produkcie a tu bum! denko. Żeby nie było takiej niespodzianki, napiszę Wam dzisiaj o zmywaczu, na który po raz pierwszy natrafiłam w dm. Akurat byłam w potrzebie, a on był tani...

 

Essence, Nail polish remover - nail hardening (czyli wzmacniający. z truskawką i passiflorą)










1. Opakowanie - całkiem zgrabna butelczyna z zakrętką mieszcząca 150ml. Otwór duży, mi to jednak raczej ułatwia życie.
2. Zapach - w butelce tradycyjny zapach zmywacza (bezacetonowego), natomiast po zmyciu lakieru na paznokciach pozostaje dość intensywny aromat chemicznej truskawki. Mi się tam podoba :)
3. Wydajność - poziom, który widać na zdjęciu 3 został osiągnięty po dwóch miesiącach zmywania lakieru - średnio raz-dwa razy w tygodniu (zostało nieco ponad 1/4 opakowania)


Moja opinia:
Całkiem przyzwoity zmywacz - nie wysusza płytki paznokcia, dzielnie radzi sobie z każdym kolorem lakieru (a zaznaczyć należy, że zawsze używam lakieru bazowego, dwóch warstw koloru i Seche Vite, a ostatnio nawet trochę brokatu), do zmycia lakieru z obu dłoni zużywam 3 waciki kosmetyczne.
Sporym plusem jest cena - 0,85 euro (bodajże), zapach i brak wysuszenia, minusem zaś dostępność (albo nie przyglądałam się zbyt mocno).
Jeśli chodzi o zmywacze bezacetonowe to mój numer jeden.
Skład i stan zużycia

Gdy go skończę przejdę do acetonowej Isany - zobaczymy jak ona się sprawdzi w akcji :)

Wracam do nauki - trzymajcie kciuki i do napisania niedługo :)
___________________________________________________________________________________

PS Dodam jeszcze tylko z dziedziny włosowej, że postanowiłam w końcu pozbyć się rudości po farbowaniu bezbarwną henną - jestem aktualnie po tonowaniu koloru, różnica jest, acz odrosty (które doprowadzają mnie do szału) wciąż widać. Kolejny krok już niedługo :)

PS 1 I newsy z picia pokrzywy - zaczyna mnie wysypywać... Ale piję dzielnie - nerki są mi wdzięczne.

piątek, 26 października 2012

Krem z oddziałów kolorówki

Jest weekend! :)
Mówię to z ogromną ulgą. Przeżyłam ten tydzień i jestem z siebie dumna :D
W normalnych warunkach pewnie poszłabym się nagrodzić do Rossmanna (ach te małe wynagrodzenia :)) ale trwa sezon na zużywanie, więc w moich progach zawitał wrzos.
Dumnie rozlokował się na "toaletce" i wygląda pięknie.
Popijam herbatę z mlekiem, jem khicheri i piszę dla Was recenzję - miłego czytania :)

Barwa, Siarkowa Moc, Antybakteryjny krem matujący


>link do KWC<








Producent:


Techniczne:
1. Opakowanie - kartonik sugeruje sporą pojemność, a tym czasem nie dość, że sztucznie wypełniony wypustkami kartonika to jeszcze sam słoiczek optycznie powiększa opakowanie. Mieści 50ml, ma białą zakrętkę i jest wściekle pomarańczowe.
W moich szeregach kosmetycznych mieszka w małym słoiczku, który zabieram ze sobą wszędzie.


2. Konsystencja i zapach - pachnie cytrusowo, dosyć chemicznie, ale można przywyknąć, początkowo kojarzył mi się z zapachem środków do czyszczenia. Konsystencja jest dosyć zbita, ale łatwo się rozprowadza na twarzy.
 

3. Wydajność - używam go prawie codziennie od maja i mam jeszcze połowę - wydajna bestia.


Dlaczego kupiłam akurat ten produkt?
Wszystkie podkłady mnie zapychają. Zresztą cerę mam na tyle ładną, że nie muszę jej kryć pod podkładem. Wystarczy mi puder.
Ale mam cerę mieszaną. I ten puder sam to jednak nie wystarczy.
Używałam kremu matującego z Iwostin, jednak skóra bardzo się po nim czerwieniła i ostatecznie mnie wysypało. Po wielu przychylnych recenzjach sięgnęłam w końcu po Siarkową Moc.

Moja opinia:
Uwielbiam. Sam matuje na kilka godzin, przypudrowany trzyma mat ok 6-7 godzin (a należę do osób macających się po twarzy :D). Stanowi świetny przyczep dla pudru.
Poza tym jak kiedyś miałam problem z wypryskami (przed okresem szczególnie pojawiał się wysyp) tak teraz raz na dwa tygodnie znajdzie się pryszcz. Jeden, co szybko wyskakuje, szybko znika. Bez żadnych problemów - zmieniałam toniki, produkty do mycia twarzy, więc wiem, że to zasługa właśnie tego kremu :) Obietnice producenta uważam za spełnione, a to się ostatnio coraz rzadziej zdarza.
W duecie z pudrem z powodzeniem zastępuje mi podkład - stanowi mój pierwszy punkt przy nakładaniu każdego makijażu. Pozostanę mu wierna na długo.
Skład:

Cena: ok. 16zł/50ml/Rossmann

Krążą różne opinie na temat tego kremu. Jeśli się u Was nie sprawdził - napiszcie czego nie robił :) Jeśli sprawdził, podzielcie moje pienie pochwalne :D

Herbata jeszcze nie wystygła, idę dopić.
Odpocznijcie i balujcie - w końcu jest weekend!

sobota, 25 sierpnia 2012

Drużyna na piątkę? Pędzle podróżne od EcoTools

Gdy wyjeżdżałam do Babci miałam już spakowane pędzle - Hakuro i essence.
Wyjęłam jednak wszystkie i zamiast tego włożyłam do torby EcoTools`y do makijażu oka.

Czy jest to dobry zestaw dla osoby rozpoczynającej swoją przygodę z makijażem?
Zapraszam do przeczytania recenzji :)
Wybaczcie brudne pędzle porównawcze. I rozmazanie niektórych zdjęć, ale światło mam już średnie.

Zestaw 5 pędzli do makijażu oczu nr 1227, EcoTools

>link do KWC<


Opakowanie:
Pędzelki otrzymujemy w plastikowym etui (jak wszystkie inne pędzle), ale do tego są jeszcze zapakowane w lnianą kosmetyczkę z lusterkiem zapinaną na rzep. W sumie - niegłupie. Chociaż z lusterka nigdy nie korzystałam to mam pewność, że pędzle nie walają się po kosmetyczce.

Wykonanie:
Tradycyjnie - aluminiowa skuwka, włosie talkon ciemnobrązowe, bambusowa rączka - lekkie, miękkie i przyjemne. I krótkie.
Ano właśnie. Czytałam, że są malutkie. Widziałam nawet na filmikach. Ale one naprawdę są maluśkie :) Zresztą zaraz zobaczycie na zdjęciach.

Pędzel po pędzlu:
Pędzle są podpisane. Jak się sprawdzają?
1. Blend Brush - do blendowania za duży. Do nakładania cienia na całą powiekę już bardziej. Jednak mam wrażenie, że słabo łapie cień bazowy - trzeba się namachać, aby było coś widać (porównanie do Hakuro). Włosie ścięte bardzo podobnie jak w normalnej wielkości pędzlu do cieni tej firmy.

jak widać jest jeszcze większy niż ten do cieni. a ten drugi i tak nie należy do małych.
i tu widać różnicę w długości.
2. Crease Brush - do podkreślenia załamania idealny. Dwa ruchy, odrobina roztarcia i po sprawie. I wielkość też dobra. Cień łapie lepiej - inaczej przycięty.

szerokość podobna jak przy pędzlu do cieni.

 3. Highlight Brush - do cienia rozświetlającego jak znalazł. Do załamania powieki, wewnętrznego i zewnętrznego kącika jak znalazł. Bardzo uniwersalny pędzel - używałam go chyba najczęściej. Kształtem przypomina mi Hakuro H74 (na zdjęciach).

włosie nieco krótsze niż w przypadku Hakuro.
i rączka zdecydowanie...
 4. Shade Brush - języczkowy pędzelek do cieni o bardzo sprężystym włosiu. Jednak przy moich całkiem sporych oczach jest zwyczajnie za mały. Jednak kolor łapie w porządku. Na zdjęciach przyrównany do standardowego pędzla do cieni.

tu widać jaki jest mały.

5. Smudge Brush - nie maluję dolnej powieki ze względu na łzawiące oczy. A z rozcieraniem kredki radzi sobie średnio. Nadaje się do rozświetlenia wewnętrznego kącika. I ewentualnie do koloru ponad linię rzęs. Na zdjęciach w porównaniu z kulką od essence.

może i mniejszy, ale na pewno bardziej zbity.

Opinia:
Zamawiałam te pędzle z Ameryki. Czytałam masę pozytywnych recenzji ludzi, którzy bez nich żyć nie mogą.
Jeśli o mnie chodzi... ja mogę. Powiem więcej - za cenę 40-50zł, bo tyle kosztują wolałabym kupić sobie dwa - trzy pędzelki z Hakuro.
Nie są złe, ale mam wrażenie, że słabo skompletowane - za mały pędzel do cieni, za duży do cienia bazowego. Pędzel skośnie ścięty można zastąpić pędzlem do rozświetlenia, a ten do rozcierania... dobrze, że jest, ale wiele by się nie zmieniło, gdyby go zabrakło.
Podsumowując - dobre są do podróży, gdyż nie zajmują wiele miejsca. Jednak jeśli chodzi o wygodę robienia makijażu wypadają przeciętnie. 

Naprawdę miałam nadzieję, że zastąpią mi wszystkie inne pędzle. Trochę się zawiodłam. Po zakosztowaniu "czegoś więcej" wiem, że EcoTools jedzie zasadniczo na marce i ekologicznym włosiu.
Chociaż pędzel do różu i pudru lubię bardzo - tych nie oddałabym za nic w świecie ;)


Jak Wasze wrażenia? Jakich pędzli używacie?
Wolicie zainwestować w gotowy zestaw czy kompletować swój krok po kroku?
Czekam na Wasze opinie :)

piątek, 24 sierpnia 2012

Gdy zapał nieco ostygnie - o olejku Brzoza i Pomarańcza

Stoi u mnie na półce od grudnia bądź stycznia. Dostałam go od blogerki, która rozpoczęła swą przygodę z blogowaniem i niespodziewanie szybko ją zakończyła.
Jest używany mniej lub bardziej regularnie.
Zabrałam go na wyjazd.
Czas napisać na jego temat już kilka słów.
Dodam tylko, że recenzja jest pisana możliwie najmniej subiektywnie - cały szał na to, że mam ten olejek już opadł ;)
Polecam przyjrzeć się tabelce z analizą składu na końcu recenzji - warto! ;)

Alterra, Olejek do skóry, antycellulitowy `Brzoza i pomarańcza`



>link do KWC<







Producent:

Techniczne:
1. Opakowanie - szklana buteleczka o pojemności 100ml z plastikową zakrętką zapakowane w kartonik. Czy szkło to taki dobry pomysł na olejek? Tłustymi rękami trzeba operować, żeby nam się przypadkiem nie wyśliznął. Mimo to nie zdarzyło mi się go upuścić. Otwór choć spory to średnio wygodny.


2. Zapach i konsystencja - pachnie pięknie! świeża pomarańcza działa orzeźwiająco. Konsystencja jest mniej gęsta niż olej Kujawski.


3. Wydajność - punkt dyskusyjny. Zależy do czego go używamy. Do ciała skończy się po dwóch miesiącach wieczornego masażu, do włosów starczy na dłużej.


Opinia:
Gdy olejowałam włosy po raz pierwszy użyłam właśnie tego olejku. Irytował mnie niewygodny dozownik. Włosy były miękkie i nieco wygładzone. Nie stały się bardziej puszyste, ani mięsiste. Z uporem maniaka wmawiałam sobie, że działa cuda :D

Potem przerzuciłam się na Vatikę, a jako, że sama bardzo puszyła mi włosy dodawałam do niej kilka kropel Alterry - wtedy ich działanie na włosy było najlepsze - cud, jakiego po oleju na jasnych włosach można oczekiwać.

Próbowałam ujarzmiać nim końcówki - radził sobie przeciętnie.

Zabrałam go ostatnio na wyjazd, żeby skończyć wreszcie i zaczęłam używać do ciała. Jak efekty? Po dwóch tygodniach wieczornego masażu widzę, że mój cellulit miał ochotę odejść ode mnie - skóra nieco się wygładziła. Myślę, że gdybym zużyła na te partie ciała całą buteleczkę problem odszedłby w niepamięć.

Podsumowując:
Olejek działa w swoim podstawowym zastosowaniu bardzo dobrze - ładnie się wchłania, nie tłuści ubrań, pięknie pachnie. Do włosów działa nieco słabiej, nie daje efektu "wow", a jedynie delikatnie je nawilża. Myślę jednak, że warto go kupić chociaż na spróbowanie - pomoże, gdy balsam się skończy, a włosy odmówią posłuszeństwa.

Cena i dostępność - 17,99zł/100ml/Rossmann (jak dla mnie jest to olejek widmo - ile razy tam jestem NIGDY go nie ma!)

Skład:

Analiza składu:
- Maasa ekstraktów i naturalnych olejków: (same cuda!)
Olej sojowy jako baza, olej jojoba, olej z pestek moreli, oliwa z oliwek, olej z pestek winogron, olej awokado, ekstrakt z liści brzozy, olej makadamia, wyciag z ruszczyka kolczastego, olejek pomarańczowy i ze skórki pomarańczowej, olejek z mandarynki, ekstrakt z kiwi, olej z owoców rokitnika, olejek ze skórki cytrynowej, olejek z limonki, olej słonecznikowy, wyciąg z rozmarynu 
- wysoko zabłąkał się związek zapachowy (Limonene), reszta błąka się przy końcu
- w międzyczasie mignął mi też Tocopherol czyli witamina E
- skład jak widać bardzo przyjazny i bardzo naturalny!
 





















Używałyście tej lub innej wersji zapachowej? Jak spisały się u Was?
Który polecacie? :)

A niebawem odpowiedź na tagi i recenzja zestawu podróżnego pędzelków EcoTools :)

środa, 22 sierpnia 2012

Dwa w jednym czyli czy warto brać płyn micelarny na wyjazdy

Powoli ogarniam otoczenie. Do tego stopnia, że w nowej gazetce Rossmanna widziałam, że aktualnie płyn micelarny od Eveline jest w obniżonej cenie.


Pomyślałam, że czas najwyższy coś o nim napisać.


Eveline, Fresh & Soft, Oczyszczający płyn micelarny do skóry wrażliwej 3 w 1

>link do KWC<






Producent (i jego świta od marketingu)

Techniczne:
1. Opakowanie - smukła 200ml buteleczka z mocnym zamknięciem.
2. Konsystencja i zapach - płyn jak woda, tyle, że różowa. Natomiast zapach mnie zaniepokoił. Przy pierwszym otwarciu zapachniało alkoholem. Zrzuciłam to jednak na karb obecnych w składzie związków i ekstraktów. Po czasie do zapachu można się przyzwyczaić i po pierwszym wrażeniu nie ma śladu.
3. Wydajność - zużycie pół butelki zajęło mi trzy tygodnie wieczornego zmywania makijażu.


Opinia:
Kupiłam przed wyjazdem nad morze. Nie mogłam sobie obecnie pozwolić na Biodermę, więc wybrałam się do Rossmanna w poszukiwaniu jakiegoś tańszego zamiennika. I nie celowałam w Bourjois - chciałam czegoś innego.

Płyn micelarny w moim przekonaniu ma zmywać makijaż - twarzy i OCZU. Wiem, na własną odpowiedzialność. Ale po to jest płyn micelarny. Dwa w jednym.

Ze zmywaniem makijażu oczu radzi sobie przeciętnie - na pewno gorzej niż Bielenda, nieco gorzej od Marion, lepiej niż Ziaja. Gorzej niż Bioderma. Delikatny makijaż zmywa bez problemów, jednak eyeliner i kredkę z p2 (vel khol) tylko rozmaże.
Ponadto, gdy dostanie się do oka to drżyjcie niebiosa. Wody, chusteczek, czegokolwiek, żeby to stamtąd wydostać. Piecze okrutnie i wypala oczy.
Natomiast stosowany do twarzy przyjemnie ją odświeża - natomiast pozostawia lepki film na skórze. Nie wysusza skóry, nie zapycha, nie podrażnia (stosowany na skórę poddaną długotrwałemu działaniu słońca)

Zużyję jako tonik.

Podsumowując:
Micel na wyjazdy? Tak! Ale nie ten. Bioderma nadal numerem jeden.

Cena regularna: 10,99zł / 200ml
Skład:
warto zauważyć, że Eveline nie testuje na zwierzętach
Analiza składu:
Dużo substancji nawilżających (kwas hialuronowy na drugim miejscu!), ekstrakty z alg i świetlika, garść antyoksydantów i odrobina konserwantów. Większość składników bezpieczna lub nawet bardzo bezpieczna.


Co ciekawe, ile osób tyle opinii - tego produkty chyba nie da się zaklasyfikować jednoznacznie :)
Miałyście? Jak wrażenia?

piątek, 3 sierpnia 2012

Trudna znajomość czyli od miłości do nienawiści

Bywa tak, że coś jednocześnie bardzo Wam się podoba i bardzo tego nie lubicie?
U mnie zdarzyło się to po raz pierwszy.
Za sprawą tego pana.

trzy warstwy Apropos Apricot i dwie warstwy małego GR*

Tego jasnego.
Zamieszkał ze mną po spotkaniu wrocławskich blogerek. Ucieszyłam się z niego bardzo - dawno już szukałam brzoskwini idealnej.
Muszę przyznać, że mam pewną słabość do pomarańczowych lakierów. Prawie tak samo zaawansowaną jak do lakierów nude.

Przejdźmy jednak do recenzji.


Catrice, Ultimate Nail Lacquer - Apropos Apricot


Technicznie:
1. Opakowanie - 10ml, przypomina edycje limitowane Essence (identyczna z buteleczką edycji Vampire`s Love). Pędzelek jest dosyć szeroki i wygodny.

2. Konsystencja - i tu mogłabym napisać referat. Jest fatalna. I nie chodzi o to, że za gęsta czy za rzadka.
Nie udało mi się jeszcze pokryć płytki paznokcia bez smug. Serio. Nie udało. Poza tym przy dwóch warstwach wciąż są prześwity. I schnie (przy SV!) dwa razy dłużej niż normalny lakier.


3. Trwałość i wydajność - lakier wytrzymuje bez SV około dwóch dni. Wydajność kiepska przez konieczność malowania 3 warstw i częsty przypadek naruszenia lakieru przed zaschnięciem.

trwałość napisów podobna do trwałości lakieru :)

Podsumowując - co mogę o nim powiedzieć?
Kolor ma piękny - jest idealnie brzoskwiniowy! Jasny, ślicznie wygląda na paznokciach, przy opalonych dłoniach tym bardziej.
Ale niestety na kolorze jego zalety się kończą - smugi, słaba trwałość i długi czas schnięcia to moje najpoważniejsze zarzuty. Ciężko polubić ten lakier... Jednak gdy kolor tak bardzo się podoba...
Zdaję sobie sprawę, ze może akurat ten kolor tak ma. Niemniej jednak skutecznie ostudził on mój zapał do zapoznania się z innymi lakierami Catrice.

Miałyście ten kolor?
Jakie jest Wasze zdanie o lakierach Catrice? Bo gdybym miała wnioskować na podstawie tego odcienia to omijałabym je szerokim łukiem - najtańsze Golden Rose dają lepszy efekt.

* dla ciekawskich ciemniejszy odcień to właśnie Golden Rose seria Classics Charming numer 23.

piątek, 20 lipca 2012

Pierwsze skojarzenie bywa mylące - czyli o ulubionym kremie

Jeśli powiecie komuś, kto o kosmetykach wie tyle, że są i zna większość drogeryjnych marek głównie z opakowań, że używacie kremu z mocznikiem z pewnością się skrzywi.
Bo mocznik kojarzy się z moczem.
Przykra prawda.

Pewnie dlatego producent tego kremu namiętnie używa stwierdzenia Urea - wszak brzmi lepiej, nieprawdaż?
O nim właśnie chcę dzisiaj napisać.


 

Rossmann, Isana, Handcreme Intensiv (Krem do rąk z 5% urea)

>link do KWC<





Producent:

Techniczne:
1. Opakowanie - biała, nieprzezroczysta tubka z czerwoną zakrętką; 100ml. Pojemność odpowiednia, dozowanie łatwe.


2. Zapach i konsystencja - jak dla mnie pachnie bardzo słodko, czasem może mdlić. Mi ten zapach odpowiada całkowicie. (nie, nie pachnie uryną, w żadnym razie). Krem jest zbity i gęsty, przez co n skórze pozostawia białawą warstwę (winowajcy w składzie - Cetyl Alcohol, Butyrospermum Parkii Butter, Cera Alba - mają na celu pozostawić warstwę okluzyją zapobiegającą wysychaniu), równo rozprowadzony wchłania się dobrze.


3. Wydajność - moim zdaniem świetna.

Moja opinia:
Nie używam kremów do rąk - nie mam do tego głowy, zawsze zapominam, zresztą jak już posmaruję dłonie to potem nic nie mogę zrobić, bo się lepią.
Ale używam go do stóp - nigdy wcześniej nie miałam ich tak miękkich! Serio! Używam codziennie na noc - efekty są zniewalające.
I do końcówek włosów - nie wiem czy powinnam, chociaż w składzie nie widzę substancji, których nie powinnam w tym celu stosować.
Zdarza mi się też pamiętać i użyć go jednak do rąk :)

Polecam z czystym sumieniem. Tym bardziej, że skład ma niczego sobie - olej sojowy jako tania baza, zaraz za nią gliceryna, ale dalej takie cuda jak mocznik (silny humektant!) czy masło shea i kilka innych porządnych nawilżaczy i zmiękczaczy. Sporo wprawdzie związków zapachowych, ale można mu to wybaczyć. (nie bierzcie tego w słoiczku - skład ma gorszy z tego co pamiętam :))

Skład:

Cena - ok 5,50zł (przecena: 3,99zł)/ tylko w Rossmannie

Używałyście? Jak wrażenia? :)
___________________________________________________________________________________

Na koniec gratis. Przymierzam się powoli do recenzji Seche Vite. Moje paznokcie wiodą ostatnio ciężki żywot - wczoraj przeżyły malowanie pokoju w remontowanym mieszkaniu wśród pyłu.
I tak wyglądają moje pomalowane paznokcie po 4 dniach noszenia (w tym właśnie malowanie pokoju :D)
Wczoraj miały błysk, ale pył przywrócił mu kremowe - półsatynowe wykończenie)
(Eveline 8w1+dwie warstwy Wibo nr 3+Seche Vite)

Zobacz też

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...