Pokazywanie postów oznaczonych etykietą lakiery. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą lakiery. Pokaż wszystkie posty

środa, 9 października 2013

Jesienno-zimowy sezon lakierowy

Witajcie!
Październik w końcu postanowił nas rozpieścić pogodą, tak, że aż żal cały dzień spędzać w budynku, na zajęciach.


Jeśli dawniej myślałam, że lakiery wybieram niezależnie od pory roku to byłam w błędzie - jaskrawe kolory schowałam już do drugiej szufladki, robiąc miejsce kolorom przygotowanym na ten sezon. Być może zdarzy mi się sięgnąć po mocniejszy kolor, ale najczęściej używać będę na pewno tych :)

1. NUDZIAKI - idealne na cały rok. Tym razem stanowią najliczniejszą grupę, bo trochę mi ich przybyło w ostatnim czasie. Są uniwersalne i nie rzucają się w oczy, przez co nosiłam je też w wakacje do pracy.

Beżowe (od lewej):
Essence - Nude glam - 01 hazelnut cream pie (mój idealny nudziak, niestety wycofany :( )
Vollare - Aisha 25
Rimmel - 60 seconds - 200 Princess pink
Vollare - Colorado (kolor się starł)

Różowe:
Wibo - Gel like - Peaches and cream
Rimmel - Salon Pro - 227 New Romantic
Rimmel - Salon Pro - 247 Isn`t she precious?


2. ISKIERKI - to lakiery, których używam zwykle tylko w tym sezonie. Chociaż nie ukrywam, że róż ze złotymi drobinkami skradł moje serce już wcześniej, szczególnie w połączeniu z Oleskowym lakierem.

Lovely - Moulin Rouge - 01
Essence - Vampire`s love - Into the dark
Essence - Vampire`s love - True love
Lovely - Gloss like gel - 101


3. NASYCONE KOLOREM - wykończenie kremowe i kolor, który przykuwa uwagę. Na pewno soczysta fiolet w odcieniu ciepłym i chłodniejszym, szafirowy (mój ulubiony!) i klasyczna czerwień. Mięta? Może też :)

Vollare - Aisha 392
Wibo - Express growth 177
Joko - Corriander green
Rimmel - Salon Pro - 500 Peppermint
Rimmel - Salon Pro - 703 Rock`n`roll

Miałam jeszcze zdjęcie pięknego lakieru od Hean (widoczny na zdjęciu ogólnym), ale mój aparat gdzieś je podział. W związku z tym dostanie mu się osobny wpis :)

Jakie kolory wybieracie na tą jesień? Może jest jakiś, po który sięgacie szczególnie często?

piątek, 21 czerwca 2013

Cukiereczki na paznokciach - kolory na lato

Dosłownie chwila przerwy od nauki. Prawdopodobnie do 27 czerwca nie pojawi się żaden post, bo walczę - egzaminy jeszcze przede mną, a materiału jest baardzo dużo. Trzymajcie mocno kciuki, w lipcu będę publikować regularnie, bo wracam do domu na praktyki :)

Swoją drogą... Jak w październiku wróciłam do Wro to byłam przerażona ilością kosmetyków, które przywiozłam i byłam pewna, że przez rok ich ilość się zmniejszy... Cóż... jakby to powiedzieć, nie udało się i teraz pewnie będę potrzebować ciężarówki żeby się zabrać :D

Ale wracając do tematu.
Znalazłam lakier na to lato. Ominęła mnie cała fascynacja piaskowymi lakierami, kawiorem, zamszem, piórkami, brokatem... Skoncentrowałam się na kolorze. Pierwszym była mięta (idealny kolor z blogerskiej kolekcji), a drugim okazała się lawenda.

Ten kolor podobał mi się tak bardzo, że rozważałam nawet zakup lakieru od Essie. Ale na szczęście dla mojego portfela trafiłam na pewną niepozorną kulkę.


Pamiętacie może cukierki pudrowe?
źródło zdjęcia : http://funita.blogspot.com/2012/09/migawki-z-borow-muchomory-szaliki-i.html
Tak, ja też. Szczególnie te na gumce, które miały przypominać zegarek ;)

Więc żeby nie było nudno, że znowu sam fiolet, dodałam do niego róż. I wyszły takie oto cukiereczki.

Ku mojej uciesze kulka od Lemax mieści aż 18ml, kryje przy 2 warstwach, rozprowadza się dobrze, choć trzeba uważać na skórki, bo jest raczej rzadki, pędzelek nie jest cienki, raczej z tych węższych, ale jednak szerokich. Długa zakrętka sprawia, że malując czuję się jakbym malowała obraz :D
Mimo to komfort malowania jeszcze wyższy niż w przypadku towarzysza (New Romantic, a jakże!).
Trwałość to około 4-5 dni. Choć u mnie ostatnio wszystko trzyma się krócej, bo szybko się nudzą.
Dodam, że kosztował zawrotną sumę 3,90zł :D

Żeby nie było, że kulkę sobie wymyśliłam, on się tak po prostu nazywa :)
Jak Wam się widzą takie cukiereczki? 
Jak dla mnie kolor na lato jest idealny i wiem, że na paznokciach będzie częstym gościem.


Tymczasem - trzymajcie kciuki i do napisania, bo jest o czym pisać :)

wtorek, 11 czerwca 2013

Kilka kropek na krzyż - pierwsze podejście do sondy

Jak wspominałam w poprzednim poście - dorobiłam się w końcu sondy do paznokci. Nie byłabym sobą, gdybym jej nie przetestowała od razu przy zmianie lakieru :)
A ponieważ dodatkowo przy uzupełnianiu wzornika przypomniałam sobie o lakierze, którego bardzo dawno już nie używałam powstało z tego połączenie, które świetnie nosi się i wygląda na paznokciach. Zresztą - oceńcie sami :)

Lakiery to:
Golden Rose serii Paris o numerze 225 (rodzaj jakby "mięty" z maleńkimi drobinkami)
oraz Joko serii Find your colour o numerze J142 - Coriander green

O ile drugi ma fantastyczny pędzelek, dobrą konsystencję i świetne krycie, o tyle pierwszy nieco wygrywa z nim trwałością.

Mani na paznokciach ma trzy dni (imprez, sprzątania, mycia z użyciem detergentów silniejszych niż płyn do naczyń ;)) - na ciemniejszym lakierze widać już nieco starte końcówki.

lakiery na wzorniku - 2 warstwy

i kilka kropek.

Pozwolę sobie łaskawie pominąć milczeniem fakt kiedy kropki powinno się robić (nie, Meraja, nie na suchym lakierze...). Jak na pierwszy raz - jestem zadowolona. Coś czuję, że często będę tej sondy używać... ;)
Może być?

sobota, 8 czerwca 2013

Samo przyszło - nowości w kosmetyczce

Na początku wybaczcie mi taką niezapowiedzianą nieobecność - złożyło się na to kilka czynników, w tym bardzo nieregularny tryb życia jaki prowadzę ostatnio, pogoda, kilka zawirowań w życiu prywatnym i konieczność nauki... Jak będzie dalej - okaże się niedługo.

Tymczasem dzisiaj przychodzę do Was z kilkoma nowościami - produktami, które zakupiłam pod koniec maja i na początku czerwca. Do zdjęcia nie załapał się tusz Max Factor Masterpiece Max, ponieważ przyszedł na adres domowy, a nie wrocławski.

Jedziemy.
Na początek - zamówienie z Annabelle Minerals. Napiszę o minerałach kilka słów w niedługiej przyszłości. Zamówiłam pełnowymiarowe (4g) opakowanie podkładu Natural Fair, do tego próbki korektora Light i Medium. Jako gratis dostałam miniaturkę różu Rose - mojego ulubionego różowego różu (masło maślane, róż cztery razy w jednym zdaniu :D).



Dalej - wstąpiłam do mojego "chińczyka" przy okazji zakupów spożywczych. I pech chciał, że była dostawa lakierów. Ponieważ od bardzo dawna szukałam dwóch kolorów, wiele się nie zastanawiając, gdy znalazłam je na półce - wrzuciłam do koszyka. Chodziło o pastelową brzoskwinkę (Aisha) i lawendę (Lemax).


Wcześniej - w Rossmannie skusiłam się na dwa kolory lakierów od Lovely - ten z drobinkami miałam na oku już długo, ten drugi, bo... pasuje do wstążki przy sukni ślubnej mojej bratowej (grunt to dobra argumentacja!).


Na koniec - w końcu zdecydowałam się na zamówienie wzorników do paznokci. Żeby nie czuły się samotnie do koszyka dorzuciłam sondę, patyczki, słoiczki i pilnik. Jeśli zastanawiacie się, jak ja, czy to się w ogóle opłaca - tak. Jeden wzornik dostępny na wyspie z produktami do paznokci, np. w Magnolii kosztuje 8zł. Za trzy zapłaciłam 7,50 + koszty przesyłki >link do sprzedawcy<.


za pomoc w uzupełnianiu wzorników dziękuję Agacie ;*
Niniejszym deklaruję odwyk kosmetyczny. A lakierowy przede wszystkim. Do czasu aż znów nie wymarzę sobie jakiegoś koloru ;)

Wracam do nauki. Egzamin z anatomii coraz bliżej. 
Miłej Sobotty! 

Wszystkie książki zaprezentowane obok służą do przygotowania do jednego egzaminu... 

wtorek, 28 maja 2013

Romantyk, który nie zginie. Rimmel Salon PRO

Nie udało mi się odeprzeć pokusy 40% zniżki w Rossmannie. Po bardzo udanym romansie i zachwytem nad klasyczną czerwienią z nowej serii Rimmel przespałam się dwie noce i wróciłam po drugi lakier. Także klasyczny, bo w klasykę warto inwestować.
Poza tym zadziałała też siła sugestii Innookiej :)





227 New Romantic jest piękny. Jest tak ładny, że nie mogę oczu od niego oderwać. Sprawia, że dłonie wyglądają na zadbane i eleganckie, pasuje na każdą okazję (z miłą chęcią pomalowałabym nim paznokcie na swój ślub, na razie miałam go tylko na egzaminie).


Pędzelek jest szeroki. Konsystencja jest niestety nieco rzadsza niż w Rock`n`roll, przez co łatwiej zalać skórki. Na zdjęciu mam 3 warstwy lakieru. Dwie wyschną same po ok. 30 minutach, przy trzech bez wysuszacza ani rusz.


Wróżę nam długą i romantyczną historię z happy-endem, biorąc pod uwagę fakt, że czerwień w stanie nieruszonym zmyłam po 3 dniach (w tym mycie naczyń i łazienki...).
Będzie często gościł na moich paznokciach.

wybaczcie jakość zdjęcia, ale aparat nie chciał współpracować przy takiej pogodzie jaką mamy za oknem...
Dodatkowo, rzuciło mi się dzisiaj w oczy przy porannym makijażu, że wygląda praktycznie tak samo jak cień z Inglota DS 488, z tym, że w lakierze mniej widoczne są drobinki - "wychodzą" dopiero przy sztucznym świetle.


W cenie regularnej (19zł) ta seria lakierów jest dla mojego studenckiego budżetu za droga. W cenie obniżonej (11,40zł) naprawdę warto wypróbować.


Podoba Wam się ta seria lakierów?

piątek, 24 maja 2013

Rock`n`roll to klasyka? Rimmel Salon PRO

Wczoraj był post o zakupach a już dzisiaj (zanim akcja w Rossmannie się skończy) muszę Wam pokazać lakier na paznokciach.

Nie wiem wprawdzie jeszcze jak z trwałością (malowałam dzisiaj, po zrobieniu obiadu i myciu naczyń wciąż trzyma się nieźle), ale cała reszta na plus.

Kolor to klasyczna czerwień - dobra na każdą okazję, bo elegancka, wyrazista, ale nie wulgarna. Dokładnie takiego koloru szukałam. Jak dla mnie jest idealny.
Szeroki pędzelek i konsystencja sprawiają, że malowanie paznokci zajmuje dosłownie chwilkę.


Przy zmywaniu nie sprawia problemów (musiałam go przemalować, bo bezmyślnie pomalowałam wczoraj paznokcie przed spaniem bez Poshe), choć jak to czerwień, zdarza jej się zabarwić palce.


Cena regularna to ok. 18-19zł, teraz można go nabyć za 11zł.
I jak ja nigdy nie kupuję lakierów droższych niż 10zł tak ten zakup uważam za udany - Rimmel się postarał.

Klasyk, który każda kobieta powinna mieć w domu ;)

Myślicie, że warto inwestować w klasyczne kolory lakierów do paznokci?

środa, 22 maja 2013

Dziękuję, u mnie maj - zużycia marzec-kwiecień-maj


Witajcie!
Moje żółte pudełko z pustymi opakowaniami już się nie domyka, czas najwyższy przedstawić swoje zużycia. Takie posty nie tylko dostarczają Wam informacji i krótkich opinii, ale też są cenną wskazówką dla mnie - co zużywa się w jakim tempie :)

Ogół:

I szczegół:
Włosowe (?) zużycia prezentują się najbardziej okazale.
Sok z aloesu służył mi jako mgiełka nawilżająca, wzmocnienie odporności, do maseczek z glinki, do spryskiwania pędzli do minerałów... czekam na niższą cenę i na pewno kupię kolejną butlę.
Isana z babassu (wycofana) - pod koniec używania zaczęła mnie drażnić, bo wiedziałam, że odżywka z Balea działa lepiej. Drugie farbowanie henną opisywałam tutaj, zaś o szamponie pisałam tu (do jednego i drugiego chętnie wrócę.) Wypiłam kolejne 30 kubków herbatki z pokrzywy (włosy coraz mocniejsze!). W podróży zużyłam też próbkę szamponu z Organicum (świetne rozwiązanie na wyjazdy :))

Kategoria twarz-ciało prezentuje się nieco słabiej. Tonik z Lirene (wycofany) był świetny i aż szkoda, że już nie można go dostać. Płyn micelarny recenzowałam tutaj. Żel Balea wiśnia-migdał służył mi przez zimny kwiecień, natomiast w marcu towarzyszył mi jeszcze olejek. W końcu zużyłam wiadro balsamu do ciała od Isany, który na cieplejsze dni zdecydowanie się nie nadaje ze względu na ciężki i słodki zapach. Niestety skończył mi się też peeling solny, który na razie pozostaje moim ulubionym peelingiem. Opakowanie wykorzystam do przygotowania peelingu kawowego.

Kolorówka niestety skromniutko. Skończyłam róż z essence (niestety limitowana edycja) i Carmex (w szufladzie czeka następna tubka). Dwa lakiery praktycznie dobiły dna - French Manicure od Miss Sporty i Hazelnut Cream Pie od essence. Dodatkowo zaplątały się jakieś próbki podkładów w płynie.
Na zdjęcia szczegółowe nie załapało się opakowanie po wacikach - tradycyjnie Lilibe z Rossmanna.




Jak widać po kolorach było dość zielono - skończyło się sporo produktów, które mi pasowały. Przy następnych pustych opakowaniach wydaje mi się, że będzie ich jeszcze więcej, bo aktualnie mam dość dobrze dobraną pielęgnację.
Ciągle dążę do tego żeby zużycia przewyższały zakupy i o dziwo - trochę się nawet udaje ;)

Na koniec chcę się pochwalić - wprawdzie moda na paznokcie ombre już przeszła dawno, ja jednak dopiero dwa dni temu skusiłam się na nie po raz pierwszy. Efekt bardzo mi się podoba i z pewnością będę do niego wracać :)
[tylko na jednym paznokciu, bo nie byłam pewna czy efekt mi się spodoba i nie miałam dostatecznie dużo czasu na malowanie wszystkich :)]

Jak na pierwszy raz - może być?
Jak Wasze zużycia? :)

środa, 1 maja 2013

Elektryczna pomarańcza od Wibo

Nie pamiętam czy te lakiery można dostać jeszcze w Rossmannie... W każdym razie cechą charakterystyczną tej serii jest wysokie nasycenie kolorem, dobre krycie przy pierwszej warstwie, łatwość malowania i trwałość (z SV wytrzymywały ok 5 dni wakacji na plaży i obcowania z piaskiem; z Poshe trzymają się jeszcze dłużej).

Kolor (03), który noszę teraz na paznokciach jest śliczny - bardzo intensywny i głęboki pomarańcz - przykuwa uwagę :) Świetnie współpracuje nawet z niego zgęstniałym już Poshe.

Zdjęcia zostały zrobione dzisiaj, lakier na paznokciach ma 5 dni - dobrze się trzyma skubany. Jutro go zmyję i przemaluję na inny kolor z tej serii - mam pewność, że bez problemu wytrzymają wyjazd*.



Kapryśny jest dodatkowo - nie chciał się ładnie sfotografować. Taki kolor po prostu potrzebuje słońca! :) Najlepiej oddany jest w buteleczce na drugim zdjęciu.

*wyjazd = majówka. w tym roku w planach jest... Praga, będzie ciekawie ;)

Co gości u Was ostatnio na paznokciach? Pastele a może takie energetyczne kolorki? :)

środa, 10 kwietnia 2013

Trucizna w małych dawkach staje się lekarstwem - Eveline diamentowa

We Wrocławiu właśnie wyszło słońce! Czyli są szanse na wiosenne popołudnie :)

Zabrałam się za robienie zdjęć odżywki Eveline, pewna, że jej recenzji jeszcze nie było. Jakież jest moje zdziwienie, że takowa już na blogu jest (za dużo na głowie, za dużo).

Muszę jednak napisać ze dwa zdania na jej temat jako uzupełnienie tamtej recenzji.

Naszła mnie ochota na paznokcie nude. Ale nie mocno przykryte beżowym lakierem tylko takie lekkie, jasne i czyste. Sięgnęłam po lakier z Miss Sporty.
idź precz paskudo - lakier w konsystencji prawie stałej

Tradycyjnie - warstwa odżywki na początek. Potem dwie warstwy rzeczonego lakieru i topcoat. O zgrozo. Lakier z kciuka mogłam po pół godziny ściągnąć jednym ruchem - kombinacja nie zastygła po prostu. Ponieważ straciłam cierpliwość do tego lakieru, pomyślałam, że zamaluję sobie kciuki odżywką Eveline (przypomnijmy: diamentową), kilka warstw (4) i efekt będzie ten sam.

Kolorystycznie nie był, ale mniejsza z tym.

Myślałam, że moja płytka paznokcia przechodzi jakiś stan zapalny, od macierzy przez łożysko, rzutując na opuszki palców. Bolało kiedy dotykałam. Wytrzymałam do końca zajęć i pierwsze co zrobiłam po powrocie do domu to zmyłam lakier.

I nagle zrozumiałam o co chodziło wszystkim przeciwnikom tej odżywki.

Po prostu NIE MOŻNA jej stosować zgodnie z zaleceniami producenta. Cztery warstwy to dawka formaldehydu zabójcza nawet dla najsilniejszych paznokci.

Podsumowując - trucizna w małych dawkach staje się lekarstwem. Tego będę się trzymać, a odżywki ani myślę odstawić.
___________________________________________________________________________________

Wracając do paznokci nude - kupiłam ostatnio kolor, który jak mi się wydawało będzie idealny. Sztuczne światło w Rossmannie mnie zmyliło :( Ładny, ale to nie jest to.



* na paznokciu serdecznym gościnnie lakier z FM Group w kolorze Pure Natural - różnica jest delikatna - w kryciu :)

Szukam dalej.

Może Wy znacie jakiś nude, który nie wpada w róż tylko w brzoskwinię? :)

czwartek, 4 kwietnia 2013

Paleta na wiosnę

Wracam :)
Po pracy z lustrzanką i bardziej zaawansowaną cyfrówką, w moim domu na stałe zamieszkał kompakt. Zwykły, prosty kompakt. Jesteśmy znów na etapie docierania się, także darujcie mi - niedługo się nauczę :)

Ostatnim razem paletę lakierów na jesień przedstawiałam Wam przy fantastycznym słońcu. Tymczasem od tygodnia jest pochmurno, śnieg leży na chodnikach... Nieważne, przedstawiam Wam kolory na wiosnę :)

W ogóle:

zauważyłyście, że ułożyły się w serduszko? :D no dobra... była moja skromna ingerencja w uszku prawym.

W szczególe:

1. NUDE - zdecydowanie moja ulubiona kategoria - każdy z tych lakierów na paznokciach prezentuje się lekko i niezobowiązująco - nie rzuca się w oczy :) Kiedy nie umiem się zdecydować na jaki kolor pomalować paznokcie zawsze wybieram jeden z nich.
Od lewej: Peaches & cream (Wibo); Iced Latte (essence); Hazelnut cream pie (essence); lakier, który utracił naklejkę z numerem w pewnych okolicznościach (Vollare)

2. CO DLA KOGO MIĘTA - jedni (w tym ja) pistację nazywają miętą. Inni zielono-turkusowy, jeszcze inni piękny szmaragd. Jak zwał, tak zwał, wszystkie te kolory z pewnością będą częstymi gośćmi na moich paznokciach.
Od lewej: Coriander green (Joko); 225 (Golden Rose); Mint sorbet (Wibo)

3. WIOSENNA ŁĄKA - tu znalazł się fiołek pokazywany ostatnio, tu też trafiła pomarańczka, która zimą źle wyglądała na paznokciach. Do tego worka wrzuciłam też różową i malinową czerwień. Ostatnio mało nosiłam czerwieni na paznokciach - czas to zmienić!
Od lewej: 556 (Ados); no-number (Safari); 344 (Miss Sporty), 412 (Wibo)

4. GO GO COLOR RANGERS!* - może nie w wersji total, ale z pewnością w formie akcentów będę przemycać żywe kolory. Ta seria, jak już pewnie wiecie bardzo przypadła mi do gustu :)
Od lewej: 6, 5, 2, 1, 4, 3 (Wibo)

Zmieniacie kolory lakierów w zależności od pór roku? Czy może w Waszych zbiorach królują na tyle uniwersalne odcienie, że mogą być noszone cały rok? :)


*kto pamięta Power Rangers? :D


wtorek, 2 kwietnia 2013

Fiołki przynajmniej na paznokciach

Przerwa Świąteczna dobiega końca. Rozpakowałam się właśnie z powrotem w mieszkaniu studenckim, wymieniłam zimowy płaszcz na wiosenne kurtki... Teraz już musi być wiosna ;)

A skoro wiosna to wiosenne lakiery. Przegląd lakierów dedykowanych z mojego zbioru na pewno się pojawi. Tymczasem w zeszłym tygodniu na paznokciach gościły fiołki.


Kombinacja w składzie - odżywka diamentowa Eveline + 2 warstwy lakieru Miss Sporty + warstwa Poshe wytrzymała 5 dni świątecznych porządków :)

W roli głównej wystąpił lakier serii Clubbing Colors od Miss Sporty numer 344.
Gościnie fioletowy lakier od Wibo.


 Lakier kryje bardzo dobrze już przy jednej warstwie, wyposażony jest w szeroki pędzelek, którym jednak maluje się trochę ciężko, bo jest nierówno przycięty. Wymaga przykrycia topem, gdyż bardzo lubi znakować terytorium (czyt. zostawiać ślady na kartkach).


Jak Wam się widzi taki kwiatek? Mi marzy się jeszcze jakaś pastelowa lawenda - coś lekkiego i pudrowego :)

Na koniec małe obwieszczenie. 
W najbliższym czasie wystąpią problemy z publikacją notek. I nie chodzi tutaj o samą treść, ale o zdjęcia. Aparaty, z których dotychczas korzystałam nie należały do mnie, ale do bliskich mi osób. A ponieważ było trochę zawirowań, aktualnie oprócz aparatu w komórce nie posiadam własnego sprzętu.
Mam jednak wybrany konkretny model (własnego w końcu!) aparatu i mam nadzieję, że już niedługo problemów sprzętowych nie będzie :)
Tymczasem wybaczcie, nie wiem nawet czy na dysku są jakieś niepublikowane jeszcze zdjęcia (wolę je robić na bieżąco). Do napisania niedługo!


czwartek, 21 marca 2013

Mięta, która nie wygląda.

Idąc za ciosem - dziś prezentuję Wam drugi lakier z blogerskiej kolekcji.
Dokładnie takiej mięty szukałam w zeszłym roku, kiedy był na nią szał. Ostatecznie zdecydowałam się na nieco inny odcień z Golden Rose i bardzo sobie chwalę.

Jak tylko zobaczyłam go na zdjęciach promocyjnych, a potem na żywo musiałam go kupić.

Mowa tu o "Mint sorbet" stworzony przez Siouxie. 


8,5ml w standardowej buteleczce, z wygodnym pędzelkiem w cenie 5,99zł. Kolor ma w sobie delikatne złote i jasnoniebieskie drobinki, przez co nie jest płaski i świetnie wygląda na paznokciach.


Właśnie. Świetnie to pojęcie względne. Dlaczego?
O ile "peaches and cream" przy dwóch warstwach wyglądało przyzwoicie, o tyle "mint sorbet" prześwituje. Pokusiłabym się o jeszcze jedną warstwę, ale chciałam Wam pokazać jak to wygląda.

kolor najlepiej oddany jest na tym zdjęciu.
Dodatkowo - schnie wieki (o czym przekonała się wczoraj moja kuzynka) i bąbelkuje. Już dawno nie miałam lakieru, który bąbelkował, a objawia się to albo wypukleniami albo wręcz odwrotnie - czarnymi kropkami w miejsce pękniętych bąbelków.
 

Poza tym pędzelek odpadł mi od nakrętki. Noooo...

nie z takimi problemami sobie radziłam, ale Wibo, CO TO MA BYĆ?!

Przypomina mi się historia z brzoskwinią od Catrice. Kolor - urzeka, jest naprawdę piękny! Natomiast aplikacja i jakość - ma-sa-kra.
Z bólem serca (kolor... <3) - nie polecam.


Skusiłyście się na tą piękną miętę? Czytałam, że podobno bardziej intensywne kolory tej kolekcji sprawują się nieco lepiej... Nie mam ochoty próbować.

Zobacz też

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...