Zabrałam się za robienie zdjęć odżywki Eveline, pewna, że jej recenzji jeszcze nie było. Jakież jest moje zdziwienie, że takowa już na blogu jest (za dużo na głowie, za dużo).
Muszę jednak napisać ze dwa zdania na jej temat jako uzupełnienie tamtej recenzji.
Naszła mnie ochota na paznokcie nude. Ale nie mocno przykryte beżowym lakierem tylko takie lekkie, jasne i czyste. Sięgnęłam po lakier z Miss Sporty.
![]() |
| idź precz paskudo - lakier w konsystencji prawie stałej |
Tradycyjnie - warstwa odżywki na początek. Potem dwie warstwy rzeczonego lakieru i topcoat. O zgrozo. Lakier z kciuka mogłam po pół godziny ściągnąć jednym ruchem - kombinacja nie zastygła po prostu. Ponieważ straciłam cierpliwość do tego lakieru, pomyślałam, że zamaluję sobie kciuki odżywką Eveline (przypomnijmy: diamentową), kilka warstw (4) i efekt będzie ten sam.
Kolorystycznie nie był, ale mniejsza z tym.
Myślałam, że moja płytka paznokcia przechodzi jakiś stan zapalny, od macierzy przez łożysko, rzutując na opuszki palców. Bolało kiedy dotykałam. Wytrzymałam do końca zajęć i pierwsze co zrobiłam po powrocie do domu to zmyłam lakier.
I nagle zrozumiałam o co chodziło wszystkim przeciwnikom tej odżywki.
Po prostu NIE MOŻNA jej stosować zgodnie z zaleceniami producenta. Cztery warstwy to dawka formaldehydu zabójcza nawet dla najsilniejszych paznokci.
Podsumowując - trucizna w małych dawkach staje się lekarstwem. Tego będę się trzymać, a odżywki ani myślę odstawić.
___________________________________________________________________________________
Wracając do paznokci nude - kupiłam ostatnio kolor, który jak mi się wydawało będzie idealny. Sztuczne światło w Rossmannie mnie zmyliło :( Ładny, ale to nie jest to.
* na paznokciu serdecznym gościnnie lakier z FM Group w kolorze Pure Natural - różnica jest delikatna - w kryciu :)
Szukam dalej.
Może Wy znacie jakiś nude, który nie wpada w róż tylko w brzoskwinię? :)






