Zdałam sobie ostatnio sprawę, że dawno dawno temu (rok z hakiem ;)) publikowałam
post o różach, które posiadam. Było to na tyle dawno, że nie mam już żadnego z obecnych tam róży. Żelek poleciał w świat, prasowany popełnił samobójstwo, a róż w musie po prostu zużyłam.
Przyszedł więc czas na uaktualnienie :)
Tak wygląda moja mała gromadka.
 |
| mogą się nawet ustawić parami :) |
Bell, 2Skin Pocket, 01
Róże, które były powszechnie dostępne w Biedronce przy okazji pierwszej gazetki urodowej. Skusiłam się na delikatny róż.
Zawiera w sobie maleńkie drobinki, które ładnie rozświetlają policzek (działa u mnie jak połączenie różu z lekkim rozświetlaczem). Kolor jest bardzo jasny, więc trzeba się trochę namachać, aby kolor był widoczny. Trwałość to (niestety tylko) około 3 godzin.
Vipera, Róż do policzków 01
Trafił do mnie na spotkaniu wrocławskich blogerek w ubiegłym roku. Nie mam pojęcia co to za seria i czy w ogóle jest gdzieś dostępny.
Kolor w opakowaniu może zniechęcać, jednak na policzkach daje satynowe wykończenie i zdrowy, zimowy rumieniec. Pigmentacja jest słaba, więc nie ma obaw - krzywdy nim sobie nie zrobimy. Trwałość podobnie jak w przypadku kolegi wyżej.
MeMeMe, Poppy Tint
Jego recenzja gościła już kiedyś u mnie na blogu. Liczyłam na to, że na bladej po zimie cerze będzie bardziej widoczny. Żeby było coś widać trzeba nałożyć 2-3 warstwy. Łatwo o zrobienie plam na polikach, ponieważ ciężko go rozetrzeć. Jakby robił na złość - znika z miejsc, gdzie go potrzeba, a plamy robi tam, gdzie być nie powinien. Mimo to używam go na wyjazdach - oszczędzam miejsce w kosmetyczce, bo nie muszę zabierać ze sobą pędzla.
Annabelle Minerals, Róż mineralny Rose
Wspominałam, że zdecydowałam się na ten róż przy zamawianiu próbek podkładów mineralnych. Zdecydowałam się na nieco przybrudzony róż.
CUDEŃKO! Świetnie napigmentowany - wystarczy odrobina, aby odkreślić policzki, trzyma się CAŁY dzień (12, nawet 16 godzin!). Dodatkowo kolor jest bardzo twarzowy - jest matowy i wygląda bardzo naturalnie. Jedynym jego minusem jest aplikacja - ciężko zabrać go ze sobą w podróż.
Catrice, Róż Apricot Smoothie
Kiedy pojawiła się informacja o jego wycofaniu długo biłam się z myślami czy po niego sięgnąć. Kupiłam i nie żałuję.
Jaśniejsza część jest matowa, ciemniejsza zawiera drobinki (znów 2w1 ;)) Rumieniec uzyskany z jego pomocą jest bardzo wiosenny i ciepły. Minusem jest znów trwałość - po raz kolejny 3-4 godziny to max.
Essence, LE Vintage District, It`s Popul-art
 |
| nówka sztuka. |
 |
| intensywnie eksploatowany :) |
Moja wygrana w rozdaniu blogowym :) Prawdziwy majstersztyk - złoto pokrywające kwiatową płaskorzeźbę - aż żal było dotykać :)
Złoto widoczne na pierwszym zdjęciu spożytkowałam w roli cienia do powiek, czasem też jako delikatne rozświetlenie policzków (jednak źle się czuję w złotym...).
Róż jest
matowy,
dobrze napigmentowany. Zaskakuje trwałością -
trzyma się prawie cały dzień. Choć na pierwszy rzut oka przypomina róż od Catrice (patrz wyżej) to w rzeczywistości jest bardziej czerwony. Śliczny!
Obok Rose to mój ulubiony róż na ten moment (jeśli gdzieś go znajdziecie - warto się na niego skusić ;))
Porównanie Apricot Smoothie i It`s popular-art - jakby jeden producent :D
 |
| Czyż nie wyglądają bliźniaczo podobnie? :) |
I na koniec kolory na skórze:
 |
| w cieniu pokoju. |
 |
| w świetle balkonu, a raczej słońca na balkonie ;) |
Który najbardziej przypadł Wam do gustu? Jakie są Wasze ulubione róże? :)
PS Wybaczcie, że ostatnio piszę do Was mało - wolę pisać rzadko, ale wpisy wartościowe niż codziennie, ale byle jak. Czas nie jest moim przyjacielem, tym bardziej uczelnia. Ponadto w mojej łazience nadchodzi kosmetyczna "zmiana warty", czekam żeby móc Wam pokazać denko i następców. Zakupy kosmetyczne wyhamowały ostatnio praktycznie do zera, więc w tym segmencie nic ciekawego. Za to będę miała dla Was zdjęcia z wyjazdu, który mam nadzieję wypali w weekend majowy ;)
Dziękuję, że jesteście!