Dawno, dawno temu, bo w okresie Bożonarodzeniowym (...ale zapłon) chwaliłam Wam się, że dostałam masełko do ciała. Zapowiedź była, wszyscy już zapomnieli, więc przyszedł czas, żeby sobie przypomnieć :)
W ramach wstępu zauważę, że na opakowaniu dumnie widnieje logo "HIT Organique", a oprócz pełnego opakowania masełka można też kupić mniejsze ilości na wagę. Produkt ma bardzo wysokie noty na wizażu >klik<.
Organique, Balsam do ciała z masłem shea - Orange&Chilli
1. Opakowanie - metalowa puszeczka, zakręcana, mieszcząca 150ml kosmetyku. Jak widać bliskie starcie z podłogą wywołało trwały uraz na jej stanie. Nie ma obaw, że opakowanie się otworzy. Wzornictwo proste i typowe dla marki.
2. Zapach - "Orange&Chilli" - mówi dużo. Przy pierwszym starciu pomarańcza gra pierwsze skrzypce. Ale wystarczy chwila, a gdzieś z ukrycia wybija się nutka chilli - na ciele jest ona nawet bardziej wyczuwalna. Zapach pasuje na zimę - ma w sobie coś rozgrzewającego, ale będzie też dobry na lato - przez tą lekkość i owocowość pomarańczy.
3. Konsystencja - jest to najbardziej zbite masło z jakim miałam do czynienia. Prawie jakbyśmy wyjęli "Delmę" z zamrażarki :D Staje się przez to nieco trudne w użyciu - zwyczajnie brak mi cierpliwości do smarowania nim całego ciała, dlatego testuję je na mniejszych obszarach. Rozpuszcza się dopiero pod wpływem ciepła dłoni.
4. Wydajność - nie używam go do całego ciała. Przez swoją konsystencję masło jest wydajne. Nawet bardzo.
Dlaczego akurat to masło?
A to już nie do mnie to pytanie - dostałam w prezencie :)
Moja opinia:
Kiedy kompletowałam Blogboxa (wieki temu) jako próbkę wrzuciłam tam masełko z Organique. Byłam zachwycona zapachami i nawilżeniem. Marzyłam o tym, żeby kiedyś mieć swoje kilka gramów.
Masło przede wszystkim pięknie pachnie, zapach utrzymuje się bardzo długo (nie tylko na ciele, na ubraniach też!), wchłania się dosyć szybko, nie pozostawia nieprzyjemnego filmu na ciele. Nawilża bardzo dobrze, choć tu należy się dopisek*. Masło ma świetny skład, może nie idealny, ale naprawdę wyróżnia się na tle innych.
*Moim ulubionym miejscem docelowym są wiecznie przesuszone pięty i dłonie. Używam tego masełka praktycznie każdego wieczoru :) Stosowałam też na usta - głównie na noc - regenerowało je bardzo dobrze.
Jedynym minusem może być konsystencja - nie każdy ma czas na zabawę z wydobywaniem tak gęstego masła z opakowania i czekania aż się trochę rozpuści.
Zanim je zużyję miną wieki (zużycie widoczne na zdjęciu po dwóch albo trzech nawet miesiącach...). Czy wrócę? Być może - w tym momencie ciężko mi to stwierdzić. Ciekawa jestem jak sprawdzi się na przykład w podróży - pożyjemy zobaczymy jak zwykł mawiać mój Tata.
Podsumowując - jeśli nie testowałyście jeszcze masełka z Organique - polecam kupić mniejsze na próbę - naprawdę warto choćby spróbować! :)
W cenie wybaczcie, ale się nie orientuję, jeśli ktoś ma dane na ten temat to proszę o info w komentarzu :)
Wyjątkowo na koniec obietnice producenta:
| Organique to polska produkcja - możemy być dumni :) |
Miałyście masełka tej firmy? Jak Wasze odczucia?
Moim osobistym zdaniem są dużo lepsze pod względem działania od TBS na przykład..
PS Ciężkie czasy w życiu studenckim nadchodzą. Choć dla mnie w zasadzie przeżyć czwartek, piątek i poniedziałek, a potem będzie już tylko kolorowo :) Więc trzymajcie jutro kciuki bardzo mocno, proszę! Postaram się wyjątkowo nie zniknąć znacząco - w wolnym czasie dorobię trochę zdjęć, bo jest o czym pisać :)













































