Ponieważ światło dzisiaj było przyzwoite, a cienie Inglot naprawdę są warte uwagi wrzucam swatche. Z siódemki zrobiło się 21 :) cienie na każdą okazję, choć na kilka mam jeszcze oko. Ale to za jakiś czas :)
ENJOY! (wybaczcie zmienioną kolejność... ale uwielbiam je przestawiać :))
Na koniec mam do Was pytanie - poszukuję pędzla do różu/bronzera/rozświetlacza. Obecnie mam tylko dwa pędzelki z EcoTools i czasem naprawdę stwierdzam, że jeszcze jeden by się przydał. Co polecacie? Lepszy skośny czy jajko? Pomóżcie! :)
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą cienie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą cienie. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 22 stycznia 2013
niedziela, 4 listopada 2012
Dawno nie było... czyli zakupy z domu :)
Wybaczcie te kilka dni nieobecności, ale jak to studentka byłam w domu na troszkę.
I przywiozłam ze sobą trochę rzeczy.
W zasadzie to tylko kilka.
Ciekawostka jest taka, że na zakupy poczynione w rodzinnym mieście zapłaciłam więcej niż za wszystkie kosmetyki kupione w październiku :D
Jak widać, akcja oszczędzania pełną parą. Zużywanie trochę słabiej niestety, dlatego denko podsumuję dopiero za kilka dni :)
Dodatkowo powoli klaruje mi się plan wspomagania wzrostu włosów - prosty, a czy skuteczny to zobaczymy :)
Niczego mi nie brakuje z kosmetyków. A skoro niczego nie brakuje to są trzy kategorie, których nigdy dość - cienie, szminki i lakiery do paznokci. U mnie padło na to pierwsze.
Za cztery cienie Sensique zapłaciłam około 15zł - 3,49zł za sztukę - okazja życia normalnie! :) (to pomyślcie, ile wydałam w zeszłym miesiącu, skoro to jest to "więcej" :D)
Numery:
117 - jasny beż z drobinkami, świetny do każdego makijażu
122 - miałam kiedyś ten cień, niestety nie przeżył transportu do palety magnetycznej, a po naprawie stracił swoje właściwości. Kolor do mnie wrócił ;)
131 - rudy o wykończeniu perłowym - piękny! podobny ma Inglot w swojej kolekcji na jesień
130 - ciemny brąz, mocno napigmentowany, perłowy - takiego szukałam :)
Pierwsze wrażenia jak najbardziej na plus, a co będzie dalej, zobaczymy.
Pozostając w tematyce cieni od mojego Lubego (;*) dostałam wczoraj te dwa maluchy:
Koloru takiego jak ten drugi szukałam właśnie na tą jesień :) a fioletów nigdy mi dość - dziękuję Ci raz jeszcze :)
Oprócz tego zahaczyłam o Biedronkę i...
Tylko kiedy ja będę czytać, kiedy uczyć się trzeba ciągle? Nieważne. Zakupy uważam za udane :)
Trzymajcie się ciepło!
I przywiozłam ze sobą trochę rzeczy.
W zasadzie to tylko kilka.
Ciekawostka jest taka, że na zakupy poczynione w rodzinnym mieście zapłaciłam więcej niż za wszystkie kosmetyki kupione w październiku :D
Jak widać, akcja oszczędzania pełną parą. Zużywanie trochę słabiej niestety, dlatego denko podsumuję dopiero za kilka dni :)
Dodatkowo powoli klaruje mi się plan wspomagania wzrostu włosów - prosty, a czy skuteczny to zobaczymy :)
Niczego mi nie brakuje z kosmetyków. A skoro niczego nie brakuje to są trzy kategorie, których nigdy dość - cienie, szminki i lakiery do paznokci. U mnie padło na to pierwsze.
Za cztery cienie Sensique zapłaciłam około 15zł - 3,49zł za sztukę - okazja życia normalnie! :) (to pomyślcie, ile wydałam w zeszłym miesiącu, skoro to jest to "więcej" :D)
Numery:
117 - jasny beż z drobinkami, świetny do każdego makijażu
122 - miałam kiedyś ten cień, niestety nie przeżył transportu do palety magnetycznej, a po naprawie stracił swoje właściwości. Kolor do mnie wrócił ;)
131 - rudy o wykończeniu perłowym - piękny! podobny ma Inglot w swojej kolekcji na jesień
130 - ciemny brąz, mocno napigmentowany, perłowy - takiego szukałam :)
Pierwsze wrażenia jak najbardziej na plus, a co będzie dalej, zobaczymy.
Pozostając w tematyce cieni od mojego Lubego (;*) dostałam wczoraj te dwa maluchy:
Koloru takiego jak ten drugi szukałam właśnie na tą jesień :) a fioletów nigdy mi dość - dziękuję Ci raz jeszcze :)
Oprócz tego zahaczyłam o Biedronkę i...
Tylko kiedy ja będę czytać, kiedy uczyć się trzeba ciągle? Nieważne. Zakupy uważam za udane :)
Trzymajcie się ciepło!
niedziela, 21 października 2012
Czwórka na jesień i jesienne pokuszenie
Robię sobie przerwę od nauki. Taką niedługą. Taką na jednego posta :)
Miałam w planach napisać w końcu swoje trzy grosze na temat balsamu do kąpieli dla mam od Babydream, ale aparat zjadł mi połowę zdjęcia. Dorobię jutro albo we wtorek i wtedy podzielę się z Wami moją opinią.
Będzie o cieniach. Konkretniej o czwórce od Sensique, którą miałam okazję wygrać w rozdaniu :) A na koniec o innej palecie-kusicielu. Zapraszam :)
>link do KWC<
Takie niepozorne kółeczko zawiera aż 8g cieni. Z prostej matematyki wynika, że na jeden cień przypada 2g. Zaskakująco dużo, jak na niewielkie wymiary. Numer mojej paletki to 106.
Warto zauważyć, że cienie produkowane są przez firmę Hean, którą ja osobiście bardzo lubię (głównie za bazę pod cienie :)).
W opakowaniu znajduje się pacynka (użyta raz! ale chyba nie do aplikacji cieni na powiekę...). Jak widać cienie bywają ekspansywne - lubią się sypać z pędzla.
Kolory i specyfika cieni:
Ciemny brąz, jakby czekolada - dobrze się nabiera, dobre się blenduje, pigmentacja dobra.
Jasny beż, szampański, idealny do rozświetlenia powieki - nie znika po roztarciu.
Jasna zieleń - trudno wydobyć kolor z tego cienia, jest słabo napigmentowany.
Ciemna zieleń - leśna zieleń, ciepła, o jakby mokrej konsystencji, pigmentacja dobra.
Bardzo lubię dwa górne cienie, nie są tandetnie perłowe, a jakby satynowe. Gdy nie mam czasu "robią" cały makijaż.
Dolnych używam znacznie rzadziej, jednak zauważyłam, że ciemna zieleń idealnie pasuje do oliwki z PPQ Me, myself & eye.
Na bazie wytrzymują cały dzień. Bez bazy nie testowałam.
3 na 4 cienie w tej palecie są całkiem niezłe. Czy warto? Myślę, że tak, choć ja coraz częściej myślę nad znalezieniem zamienników tych cieni w Inglocie tudzież przeniesieniu ich do "dużej" palety.
Jakie inne kółeczka macie? Wiem, ze cienie różnią się pigmentacją - trafiłyście na te dobre czy raczej słabe?
___________________________________________________________________________________
Na koniec moje kosmetyczne pokuszenie. Na razie hamuje mnie tylko niedostępność. Miejmy nadzieję, że później będzie hamował jeszcze zdrowy rozsądek ;)
Po bliższym zapoznaniu się z paletką i swatchami... (swoją drogą polecam kanał - może nie za język, ale za podejście do tematu ;))
... zauważam, że sporo kolorów mam już z innych firm. A tych, których nie mam poszukam. Jakby ktoś znał jakieś konkretne odpowiedniki (Inglot) może poza czernią i bielą, bo mam w innej palecie to piszcie :)
Swoją drogą patrząc na cenę ($14,99 z matową pomadką w płynie) to zdecydowanie wolę dokupić 4-5 cieni Inglota.
Macie ochotę? Czekacie? :)
Koniec przerwy, wracam do nauki. Trzymajcie się ciepło :)
Miałam w planach napisać w końcu swoje trzy grosze na temat balsamu do kąpieli dla mam od Babydream, ale aparat zjadł mi połowę zdjęcia. Dorobię jutro albo we wtorek i wtedy podzielę się z Wami moją opinią.
Będzie o cieniach. Konkretniej o czwórce od Sensique, którą miałam okazję wygrać w rozdaniu :) A na koniec o innej palecie-kusicielu. Zapraszam :)
>link do KWC<
Takie niepozorne kółeczko zawiera aż 8g cieni. Z prostej matematyki wynika, że na jeden cień przypada 2g. Zaskakująco dużo, jak na niewielkie wymiary. Numer mojej paletki to 106.
Warto zauważyć, że cienie produkowane są przez firmę Hean, którą ja osobiście bardzo lubię (głównie za bazę pod cienie :)).
W opakowaniu znajduje się pacynka (użyta raz! ale chyba nie do aplikacji cieni na powiekę...). Jak widać cienie bywają ekspansywne - lubią się sypać z pędzla.
Kolory i specyfika cieni:
Ciemny brąz, jakby czekolada - dobrze się nabiera, dobre się blenduje, pigmentacja dobra.
Jasny beż, szampański, idealny do rozświetlenia powieki - nie znika po roztarciu.
Jasna zieleń - trudno wydobyć kolor z tego cienia, jest słabo napigmentowany.
Ciemna zieleń - leśna zieleń, ciepła, o jakby mokrej konsystencji, pigmentacja dobra.
![]() |
| od lewej: ciemna zieleń, jasna zieleń, ciemny brąz i szampan |
Bardzo lubię dwa górne cienie, nie są tandetnie perłowe, a jakby satynowe. Gdy nie mam czasu "robią" cały makijaż.
Dolnych używam znacznie rzadziej, jednak zauważyłam, że ciemna zieleń idealnie pasuje do oliwki z PPQ Me, myself & eye.
Na bazie wytrzymują cały dzień. Bez bazy nie testowałam.
3 na 4 cienie w tej palecie są całkiem niezłe. Czy warto? Myślę, że tak, choć ja coraz częściej myślę nad znalezieniem zamienników tych cieni w Inglocie tudzież przeniesieniu ich do "dużej" palety.
Jakie inne kółeczka macie? Wiem, ze cienie różnią się pigmentacją - trafiłyście na te dobre czy raczej słabe?
___________________________________________________________________________________
Na koniec moje kosmetyczne pokuszenie. Na razie hamuje mnie tylko niedostępność. Miejmy nadzieję, że później będzie hamował jeszcze zdrowy rozsądek ;)
PPQ Shangri-la Collection: RESPECT
![]() |
| źródło: http://hollysamanthaa.com/2012/09/sleek-i-divine-ppq-shangri-la.html |
... zauważam, że sporo kolorów mam już z innych firm. A tych, których nie mam poszukam. Jakby ktoś znał jakieś konkretne odpowiedniki (Inglot) może poza czernią i bielą, bo mam w innej palecie to piszcie :)
Swoją drogą patrząc na cenę ($14,99 z matową pomadką w płynie) to zdecydowanie wolę dokupić 4-5 cieni Inglota.
Macie ochotę? Czekacie? :)
Koniec przerwy, wracam do nauki. Trzymajcie się ciepło :)
wtorek, 5 czerwca 2012
Szczęśliwa siódemka się rozmnożyła - czyli Inglotowe uzupełnienie
"Szczęśliwą siódemkę" pokazywałam jakiś czas temu. Myślałam wtedy, że trzeba być nie wiadomo kim żeby mieć tyle cieni, że zapełnią całą tą małą kasetkę. I stało się.
Cienie samego Inglota przestały się w niej mieścić.
Znak to, że czas przyjść do Was, pokazać dlaczego tak się stało - czyli zrobić uzupełnienie :)
Starałam się uzupełniać cieniami do makijażu dziennego, jako, że wieczorowy robię bardzo rzadko.
Poza tym cały czas w tyle głowy świtało pragnienie posiadania OSS i AN. Ku radości mojego portfela owo pragnienie zostało zażegnane - sprawcą tego Inglot właśnie.
Do rzeczy - zdjęcia :)
390M - szaro-beżowy, matowy - idealny w załamanie powieki do bardzo delikatnego makijażu (taki grzybek troszkę, pieczarka dziko rosnąca)

337M - taki kolor ma kawa z dużą ilością mleka, jaką piję prawie codziennie - jeszcze lepszy cień w załamanie powieki - bardzo, bardzo lubię ten cień, obecny w każdym moim makijażu :)
456DS - troszkę bardziej żółty od tego powyżej - na powiece go prawie nie widać, za to złote drobinki pięknie odbijają światło (kupiony za 5zł z koszyczka outlet)
347M - jasny brzoskwiowo-różowy cień, bardzo pudrowy, łatwo znika z powieki, taki cień widmo troszkę (też za piątaka)
402P - taupe? możliwe - ten cień jest prawie tak samo piękny jak 399P, nadaje się na całe oko, w załamanie, do kreski - cudeńko!
447P - sreberko (prezent na Dzień Kobiet :)) - dla mnie to taki chłodny odpowiednik 395P, czyli najbardziej chyba uniwersalnego cienia rozświetlającego
384M - zielony. Jak sobie myślę zielony to coś takiego staje mi przed oczyma. Ładnie podkreśla niebieskie oko. Szaleńczo napigmentowany.
133AMC - pierwszy AMC! żółto-zielony, mocno błyszczący. w obejściu przypomina mi nieco perły ze Sleeka - lubi znikać. Ale jak już jest to wygląda bardzo ładnie :)
I jeden zapodziany znów alien:
205 Kobo Fashion - zdaje się, że najsłynniejszy z cieni tej marki. Najlepiej na powiece wygląda solo, ewentualnie ze skromnym podkreśleniem załamania. Istny kameleon -> patrz zdjęcie w lusterku :)
Próbowałam je złapać na ręce, ale zdjęcia były rozmazane, kolory nieoddane, więc sobie odpuściłam.
W roli gratisu wystąpi zwyklak na dzisiaj. Delikatny, ale widoczny (połowę zjadł aparat.) - wiosenny, na przekór tego co za oknem.
I na koniec pytanie do Was - poszukuję dobrego narzędzia do ujarzmienia brwi - co polecacie?
Kredkę, paletkę, wosk?
Wszelkie propozycje mile widziane :)
Miłego dnia i uśmiechu w pochmurny dzień :)
Cienie samego Inglota przestały się w niej mieścić.
Znak to, że czas przyjść do Was, pokazać dlaczego tak się stało - czyli zrobić uzupełnienie :)
Starałam się uzupełniać cieniami do makijażu dziennego, jako, że wieczorowy robię bardzo rzadko.
Poza tym cały czas w tyle głowy świtało pragnienie posiadania OSS i AN. Ku radości mojego portfela owo pragnienie zostało zażegnane - sprawcą tego Inglot właśnie.
Do rzeczy - zdjęcia :)
390M - szaro-beżowy, matowy - idealny w załamanie powieki do bardzo delikatnego makijażu (taki grzybek troszkę, pieczarka dziko rosnąca)

337M - taki kolor ma kawa z dużą ilością mleka, jaką piję prawie codziennie - jeszcze lepszy cień w załamanie powieki - bardzo, bardzo lubię ten cień, obecny w każdym moim makijażu :)
456DS - troszkę bardziej żółty od tego powyżej - na powiece go prawie nie widać, za to złote drobinki pięknie odbijają światło (kupiony za 5zł z koszyczka outlet)
347M - jasny brzoskwiowo-różowy cień, bardzo pudrowy, łatwo znika z powieki, taki cień widmo troszkę (też za piątaka)
402P - taupe? możliwe - ten cień jest prawie tak samo piękny jak 399P, nadaje się na całe oko, w załamanie, do kreski - cudeńko!

447P - sreberko (prezent na Dzień Kobiet :)) - dla mnie to taki chłodny odpowiednik 395P, czyli najbardziej chyba uniwersalnego cienia rozświetlającego

384M - zielony. Jak sobie myślę zielony to coś takiego staje mi przed oczyma. Ładnie podkreśla niebieskie oko. Szaleńczo napigmentowany.

133AMC - pierwszy AMC! żółto-zielony, mocno błyszczący. w obejściu przypomina mi nieco perły ze Sleeka - lubi znikać. Ale jak już jest to wygląda bardzo ładnie :)

I jeden zapodziany znów alien:
205 Kobo Fashion - zdaje się, że najsłynniejszy z cieni tej marki. Najlepiej na powiece wygląda solo, ewentualnie ze skromnym podkreśleniem załamania. Istny kameleon -> patrz zdjęcie w lusterku :)
Próbowałam je złapać na ręce, ale zdjęcia były rozmazane, kolory nieoddane, więc sobie odpuściłam.
W roli gratisu wystąpi zwyklak na dzisiaj. Delikatny, ale widoczny (połowę zjadł aparat.) - wiosenny, na przekór tego co za oknem.
I na koniec pytanie do Was - poszukuję dobrego narzędzia do ujarzmienia brwi - co polecacie?
Kredkę, paletkę, wosk?
Wszelkie propozycje mile widziane :)
Miłego dnia i uśmiechu w pochmurny dzień :)
środa, 4 kwietnia 2012
Dziewczyna w fiolecie, Ciepła czekolada i Mgliste spojrzenie - High Definition od Hean -
Jest Was coraz więcej, moje drogie :) Dziękuję Wam bardzo, bardzo mocno za każdy pozostawiony komentarz - sprawia mi to ogromną radość i motywuje do dalszego pisania :) Jeśli macie jakieś uwagi, prośby, zażalenia, piszcie śmiało, a postaram się coś wymyślić.
Ponadto, jeśli macie coś wymarzonego, a nie możecie tego nigdzie dostać - piszcie! Jestem w stanie znaleźć wiele marek, które na ogół są ciężko dostępne :) O jednej z nich właśnie dziś.
Jeśli mam wymienić ulubioną firmę od kolorówki - bez wahania - Hean i Inglot. Oto dlaczego:
Wysokie nasycenie cieni pigmentem gwarantuje optymalne odwzorowanie koloru na powiece. Aksamitnie miękkie i trwałe, dobrze przylegają do powieki.
Moimi oczami:
1. Opakowanie - mam tę starszą, moim zdaniem bardziej elegancką wersję ze skromnym napisem. Otwiera się bez problemów. Załączona pacynka (gdzie jest pacynka?)... właśnie :)
2. Konsystencja - cienie są bardzo pudrowe, uwielbiają się pylić, dlatego opakowania są wiecznie obsypane cieniami (dodam, że do nakładania używam pędzli niskopółkowych). Nie znikają na powiece, blendują się bez problemów.
3. Trwałość - właśnie. Specjalnie do tych cieni chyba została stworzona baza Stay On. Bez bazy wytrzymują max 2 godziny, rolują się w załamaniu powieki. Baza załatwia sprawę - trzymają się cąły dzień bez trudu.
4. Kolory - mam trzy paletki i teraz kilka słów na temat kolorów w nich zawartych. (uwaga, zdjęć będzie hurtowo :)
Cień bazowy - jasny, rozbielony beż, matowy
Cień dzienny - piękny! jasna brzoskwinia, matowy (trzeba się nieco natrudzić, aby był prawdziwie widoczny
Cień wieczorowy - perłowy, ciepły brąz (jak dla mnie nazwanie ich cieniami wieczorowymi mija się z celem, właśnie tej pozycji używam najczęściej :)
Cień tonujący - ciemna czekolada deserowa, matowy
Opinia: używana bardzo często - lubię wszystkie cienie, w zasadzie ta paletka wystarczy mi do szczęścia - absolutny mus jeśli idzie o HD.
Cień bazowy - jasny szary, matowy
Cień dzienny - ciemny grafit, matowy (trzeba używać z rozwagą, bo z dziennym cieniem ma niewiele wspólnego)
Cień wieczorowy - perłowe sreberko (znów dosyć często używana)
Cień tonujący - czerń matowa o niezłej pigmentacji (do kresek na mokro w sam raz)
Opinia: myślałam, że będę używać jej częściej. tymczasem sięgam po nią rzadko, może kiedyś zrobię tylko nią prawdziwe smokey eye.
Cień bazowy - jasny róż, perła (świetne rozświetlenie)
Cień dzienny - chłodny fiolet, perłowy
Cień wieczorowy - bardzo podobny do poprzedniego, jakby nieco jaśniejszy perłowy fiolet
Cień tonujący - ciemna granatowo-fioletowa perła
Opinia: szkoda, że wszystkie cienie są perłowe, aż takiego blasku mi nie trzeba. ale oddałam Mamie i u niej spisuje się świetnie :)
Ogółem: bardzo lubię te cienie - bardzo fajna jakość za niewielkie pieniążki - warto chociaż spróbować :)
Cena: 10,49zł na stronie producenta; waha się do 15zł w sklepach stacjonarnych
Miałyście? Słyszałyście?
Jak u Was z dostępnością Heana? Bo ja znalazłam (ciągle coś znajduję :D) miejsce, gdzie można dostać te cienie stacjonarnie, nawet są testery :)
Ponadto, jeśli macie coś wymarzonego, a nie możecie tego nigdzie dostać - piszcie! Jestem w stanie znaleźć wiele marek, które na ogół są ciężko dostępne :) O jednej z nich właśnie dziś.
Jeśli mam wymienić ulubioną firmę od kolorówki - bez wahania - Hean i Inglot. Oto dlaczego:
Hean, High Definition Eyeshadow (Poczwórne cienie do powiek)
![]() |
| tutaj wszystkie warianty kolorystyczne. |
Od producenta:
Intensywnie napigmentowane trwałe cienie do powiek. Wysokie nasycenie cieni pigmentem gwarantuje optymalne odwzorowanie koloru na powiece. Aksamitnie miękkie i trwałe, dobrze przylegają do powieki.
![]() |
| Na zdjęciu dwie, bo trzecia została w domu :) |
1. Opakowanie - mam tę starszą, moim zdaniem bardziej elegancką wersję ze skromnym napisem. Otwiera się bez problemów. Załączona pacynka (gdzie jest pacynka?)... właśnie :)
2. Konsystencja - cienie są bardzo pudrowe, uwielbiają się pylić, dlatego opakowania są wiecznie obsypane cieniami (dodam, że do nakładania używam pędzli niskopółkowych). Nie znikają na powiece, blendują się bez problemów.
3. Trwałość - właśnie. Specjalnie do tych cieni chyba została stworzona baza Stay On. Bez bazy wytrzymują max 2 godziny, rolują się w załamaniu powieki. Baza załatwia sprawę - trzymają się cąły dzień bez trudu.
4. Kolory - mam trzy paletki i teraz kilka słów na temat kolorów w nich zawartych. (uwaga, zdjęć będzie hurtowo :)
405 Hot Chocolate
![]() |
| zamawiałam ze strony producenta i niestety cień tonujący przyszedł ukruszony. zebrałam ukruszoną część do słoiczka, dlatego widać teraz ubytek. |
Cień bazowy - jasny, rozbielony beż, matowy
Cień dzienny - piękny! jasna brzoskwinia, matowy (trzeba się nieco natrudzić, aby był prawdziwie widoczny
Cień wieczorowy - perłowy, ciepły brąz (jak dla mnie nazwanie ich cieniami wieczorowymi mija się z celem, właśnie tej pozycji używam najczęściej :)
Cień tonujący - ciemna czekolada deserowa, matowy
Opinia: używana bardzo często - lubię wszystkie cienie, w zasadzie ta paletka wystarczy mi do szczęścia - absolutny mus jeśli idzie o HD.
![]() |
| wybaczcie jakość tego zdjęcia... chyba mnie zamgliło ;) |
406 Smokey Eye
Cień bazowy - jasny szary, matowy
Cień dzienny - ciemny grafit, matowy (trzeba używać z rozwagą, bo z dziennym cieniem ma niewiele wspólnego)
Cień wieczorowy - perłowe sreberko (znów dosyć często używana)
Cień tonujący - czerń matowa o niezłej pigmentacji (do kresek na mokro w sam raz)
Opinia: myślałam, że będę używać jej częściej. tymczasem sięgam po nią rzadko, może kiedyś zrobię tylko nią prawdziwe smokey eye.
407 Violet Chic
![]() |
| na tym zdjęciu widać, jak intensywnie pylą, brzegi opakowania przetarłam, wnętrza już nie :) |
Cień bazowy - jasny róż, perła (świetne rozświetlenie)
Cień dzienny - chłodny fiolet, perłowy
Cień wieczorowy - bardzo podobny do poprzedniego, jakby nieco jaśniejszy perłowy fiolet
Cień tonujący - ciemna granatowo-fioletowa perła
Opinia: szkoda, że wszystkie cienie są perłowe, aż takiego blasku mi nie trzeba. ale oddałam Mamie i u niej spisuje się świetnie :)
Ogółem: bardzo lubię te cienie - bardzo fajna jakość za niewielkie pieniążki - warto chociaż spróbować :)
Cena: 10,49zł na stronie producenta; waha się do 15zł w sklepach stacjonarnych
Miałyście? Słyszałyście?
Jak u Was z dostępnością Heana? Bo ja znalazłam (ciągle coś znajduję :D) miejsce, gdzie można dostać te cienie stacjonarnie, nawet są testery :)
środa, 14 marca 2012
15R - Poczuj miętę! Krótko o cieniach Hean
Jak wszystkim już powszechnie wiadomo, mięta zawitała do nas na ten sezon. Widać ją wszędzie dookoła (może jeszcze nie, bo trzeba zrzucić najpierw płaszcze zimowe, a marzę o tym już od stycznia).
** Uwielbiam słodycze czekoladowo miętowe...
Mięta zawitała też i do mnie - polubiłam się z tym kolorem bardzo. Na razie na oczach, chociaż i lakier czeka już na swoją kolejkę.
W miętę wyposażył mnie Hean (w zasadzie sama się wyposażyłam ;))
Ta dam!
Cienie do powiek ZODIAK PERŁA - kolor 170
Ten cień dostałam jako gratis do ostatniego zamówienia. Najpierw pomyślałam sobie, że podobny już mam i tego nie będę używać.
Nie poszedł jednak daleko - nęcił mnie i kręcił. I tak w końcu uległam.
Pigmentacja: całkiem niezła, nie trzeba się z nim długo męczyć (na zdjęciu kolor po jednym "maźnięciu")
Wykończenie: perłowe, jak sama nazwa wskazuje
Trwałość: i tu niestety słaby punkt. bez bazy trzyma się około 2 godzin na bazie jest znacznie lepiej.
Cena: trwa wyprzedaż w sklepie internetowym - 3,99zł (natomiast mój kolor już niedostępny)
I drugie maleństwo:
Cienie wypiekane Colour Celebration - 284 Turquoise
Takie cienie zamówiłam dwa - jeden znalazł już nową właścicielkę ;) Drugi zamieszkał u mnie i będzie ze mną do końca życia*
Może i mniej miętowy, ale pasuje jako "cień do załamania" w połączeniu z poprzednim.
Pigmentacja:genialna! *jest suchy (w sumie cień wypiekany powinien być suchy) i baardzo wydajny.
Wykończenie: określiłabym jako metaliczne
Trwałość: cudo. bez bazy trzyma się swobodnie pół dnia. na bazie wytrzymałby koniec świata i inne ciężkie przypadki :)
Cena: 8,99zł w sklepie internetowym
Tutaj cienie na ręce. Zestawiłam je z miętą rodem ze Sleeka PPQ - chyba najbardziej charakterystycznym cieniem tej palety :)
Jesteście gotowe na miętowe orzeźwienie? :)
środa, 29 lutego 2012
Szczęśliwa Siódemka czyli o cieniach z Inglota
Długo się zabierałam do tego posta. Oświetlenie jako takie dzisiaj pozwoliło mi w końcu coś zrobić :)
Mówiłam już jakiś czas temu, że i ja uległam magii Inglota - zaczęło się od "prezentu" dla samej siebie na "po-sesji" ;) Wtedy też kupiłam paletkę i na wstęp 4 cienie. Potem z okazji Walentynek dostałam od mojego M. następne trzy cienie (wiem, że pewnie czytasz ;) buziaki dla Ciebie ;*). I tak oto skompletowałam siódemkę. Paletka obecnie jest zamieszkała w całości, ale o tym zaraz opowiem :)
Zacznijmy jednak od tych maleńkich "oczek". (uwaga! sporo zdjęć :))
A teraz po kolei:
353M - cień, który chyba każda kobieta ma w swoich zbiorach :) kolor najbliższy na 3 zdjęciu
395P - chciałam 111AMC albo 110AMC, padło jednak na ten - ślicznie rozświetla oko - dobry wybór
410P - dostany :) miałabym chyba opory, aby tak intensywny kolor kupić sama. ale do niebieskich oczu wygląda świetnie! wcale nie musi być tak intensywny :)
488DS - cienie DS jakoś mi się nie spodobały, ale jak już dostałam ten cień, to stwierdziłam, że moje uprzedzenia były bezpodstawne :) bardzo ładny, delikatny i świetnie napigmentowany cień
399P - lubię wszystkie cienie, ale ten jakoś szczególnie - jest piękny - doskonały solo, ale też do rozcierania granic... uwielbiam :)
378M - kolejny z cieni, które dostałam. jest to taka brudna śliwka (?), może tylko bardziej chłodna. idealny w załamanie powieki, szczególnie do dziennych makijaży. (tak, na zdjęciach to ten sam cień, bardziej rzeczywisty kolor jest na trzecim zdjęciu :)
446P - to też popularny cień, gdy "macałam" go przed zakupem wydał mi się szarobury, jakby brudny. Jednak po odpowiednim nałożeniu wygląda pięknie (przy każdym cieniu tak mówię, ale tak po prostu jest... :)
Paletka na co dzień wygląda jednak nieco inaczej niż na zdjęciu powyżej. Schronienie w niej znalazło jeszcze kilka cieni.
A są to takie cienie (wszystkie trzymają się super, dosyć łatwo było je wyeksmitować z dotychczasowych mieszkanek):
My secret 505 - pamiętacie ten pokruszony cień z jednej z moich pierwszych notek? Tak wygląda po reanimacji - służy mi wspólnie z 353 z Inglota.
My secret 506 - też go pokazywałam. Nie ma żadnego problemu, aby te cienie wyjąć z plastiku.
Rimmel 150 Romance - co miał leżeć sam, też się przeprowadził. Dobry do fioletów.
Cień Inglot (!) sprint - nie wiem jaki to kolor, nie było numerka. Cień jest potwornie stary, pewnie poszedł by do kosza, ale postanowiłam jednak dać mu szansę :)
Jako ostatni cień w palecie znajduje się cień Hype Green z Astora. Wybitnie nie lubię tej firmy, wszystko, co od nich kupiłam było fatalne... Tak samo jest z tym cieniem - zieleń, piękna! w pudełku. efekt, który widać na dłoni powstał po zdrapaniu kawałka cienia i rozsmarowaniu go. Niedługo braknie mi do niego cierpliwości i po prostu go wyrzucę.
Takie oto są moje skromne początki przygody z tą polską firmą.
A Wy jakie kolory upolowałyście? Jakie lubicie szczególnie?
Upolowałam dzisiaj masło z Biedronki! Teraz tylko brakuje mi jeszcze peelingu do pełni szczęścia. :)
Mówiłam już jakiś czas temu, że i ja uległam magii Inglota - zaczęło się od "prezentu" dla samej siebie na "po-sesji" ;) Wtedy też kupiłam paletkę i na wstęp 4 cienie. Potem z okazji Walentynek dostałam od mojego M. następne trzy cienie (wiem, że pewnie czytasz ;) buziaki dla Ciebie ;*). I tak oto skompletowałam siódemkę. Paletka obecnie jest zamieszkała w całości, ale o tym zaraz opowiem :)
Zacznijmy jednak od tych maleńkich "oczek". (uwaga! sporo zdjęć :))
A teraz po kolei:
353M - cień, który chyba każda kobieta ma w swoich zbiorach :) kolor najbliższy na 3 zdjęciu
395P - chciałam 111AMC albo 110AMC, padło jednak na ten - ślicznie rozświetla oko - dobry wybór
410P - dostany :) miałabym chyba opory, aby tak intensywny kolor kupić sama. ale do niebieskich oczu wygląda świetnie! wcale nie musi być tak intensywny :)
488DS - cienie DS jakoś mi się nie spodobały, ale jak już dostałam ten cień, to stwierdziłam, że moje uprzedzenia były bezpodstawne :) bardzo ładny, delikatny i świetnie napigmentowany cień
399P - lubię wszystkie cienie, ale ten jakoś szczególnie - jest piękny - doskonały solo, ale też do rozcierania granic... uwielbiam :)
378M - kolejny z cieni, które dostałam. jest to taka brudna śliwka (?), może tylko bardziej chłodna. idealny w załamanie powieki, szczególnie do dziennych makijaży. (tak, na zdjęciach to ten sam cień, bardziej rzeczywisty kolor jest na trzecim zdjęciu :)
446P - to też popularny cień, gdy "macałam" go przed zakupem wydał mi się szarobury, jakby brudny. Jednak po odpowiednim nałożeniu wygląda pięknie (przy każdym cieniu tak mówię, ale tak po prostu jest... :)
Paletka na co dzień wygląda jednak nieco inaczej niż na zdjęciu powyżej. Schronienie w niej znalazło jeszcze kilka cieni.
A są to takie cienie (wszystkie trzymają się super, dosyć łatwo było je wyeksmitować z dotychczasowych mieszkanek):
My secret 505 - pamiętacie ten pokruszony cień z jednej z moich pierwszych notek? Tak wygląda po reanimacji - służy mi wspólnie z 353 z Inglota.
My secret 506 - też go pokazywałam. Nie ma żadnego problemu, aby te cienie wyjąć z plastiku.
Rimmel 150 Romance - co miał leżeć sam, też się przeprowadził. Dobry do fioletów.
Cień Inglot (!) sprint - nie wiem jaki to kolor, nie było numerka. Cień jest potwornie stary, pewnie poszedł by do kosza, ale postanowiłam jednak dać mu szansę :)
Jako ostatni cień w palecie znajduje się cień Hype Green z Astora. Wybitnie nie lubię tej firmy, wszystko, co od nich kupiłam było fatalne... Tak samo jest z tym cieniem - zieleń, piękna! w pudełku. efekt, który widać na dłoni powstał po zdrapaniu kawałka cienia i rozsmarowaniu go. Niedługo braknie mi do niego cierpliwości i po prostu go wyrzucę.
![]() |
| na palcu cośtam widać... |
![]() |
| na ręce już niezbyt. |
A Wy jakie kolory upolowałyście? Jakie lubicie szczególnie?
Upolowałam dzisiaj masło z Biedronki! Teraz tylko brakuje mi jeszcze peelingu do pełni szczęścia. :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)


























































