Pokazywanie postów oznaczonych etykietą inglot. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą inglot. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 24 lutego 2013

Zostawił nam swój kolorowy pomnik...

... w wieku 58 lat zmarł wczoraj Wojciech Inglot - założyciel i właściciel znanego nam wszystkim INGLOTA.

>źródło<

Miałam dzisiaj robić uaktualnienie zawartości palety cieni (tych właśnie cieni), ale poczekam z tym jeszcze chwilę.

To nie jest wiek na umieranie.
Niech jego kolorowy pomnik przypomina nam, że w życiu trzeba mieć odwagę by zacząć budować wszystko od zera, sygnując własnym nazwiskiem zbudować potęgę.

Kondolencje dla Rodziny.

wtorek, 22 stycznia 2013

Inglot - swatche moich cieni :)

Ponieważ światło dzisiaj było przyzwoite, a cienie Inglot naprawdę są warte uwagi wrzucam swatche. Z siódemki zrobiło się 21 :) cienie na każdą okazję, choć na kilka mam jeszcze oko. Ale to za jakiś czas :)
ENJOY! (wybaczcie zmienioną kolejność... ale uwielbiam je przestawiać :))

Na koniec mam do Was pytanie - poszukuję pędzla do różu/bronzera/rozświetlacza. Obecnie mam tylko dwa pędzelki z EcoTools i czasem naprawdę stwierdzam, że jeszcze jeden by się przydał. Co polecacie? Lepszy skośny czy jajko? Pomóżcie! :)

czwartek, 17 stycznia 2013

Projekt denko - zadanie wykonane :) + aktualizacja Inglotowej palety

Witajcie!
Przyszła połowa miesiąca a z nią moje podsumowanie. Produktów może nie jest dużo, ale... o tym zaraz :)
 
Szampon z żurawiną Barwa Naturalna - w sumie zużyłam go już dosyć dawno tylko butelka mi się zapodziała. Chętnie wracam do szamponów Barwy - ten dodatkowo pięknie pachniał :) >recenzja<
Masło do ciała Cien - a jednak możliwe jest zużycie tego masła. Śmiałam już wątpić :D >recenzja<
Tonik Yoskine - nie doczekał się swojej recenzji. Przyzwoity tonik w bardzo wygodnym opakowaniu z pompką, bardzo wydajny, jednak nieco drogi. Miał być normalizujący, takiego działania nie zauważyłam, dlatego też nie kupię ponownie.
Isana żel z żurawiną i białą herbatą - na półce czeka kolejna butelka :) >recenzja<
Płyn do demakijażu Czarna Oliwka - płyny z Bielendy darzę wielką sympatią. >recenzja<
Mgiełka do włosów Jantar - do końca zużyłam "pod olej" - pomagał mu w działaniu, ale więcej nie kupię. >recenzja<
MegaKrzem - wprawdzie nie zużyłam jeszcze całego opakowania, ale trochę tabletek mam za sobą. Jeśli mnie nie przyszpili to nie kupię ponownie. >recenzja<
BC Oil Miracle Finishing Treatment próbka - płynne silikony, które miały za zadanie ujarzmiać włosy. Trochę tak, trochę nie - podobnie działa krem z Biedronki :D pięknie pachniał. Nie kupię ponownie.
Seche Vite - butelka duża i mała - ku mojej cichej rozpaczy dokonał żywota - zgęstniał tak, że zamiast przyspieszać wysychanie lakieru robił z nim masakrę. Nie wyrzucam - może kiedyś kupię sobie produkt do rozcieńczania zgęstniałych topów. >recenzja<
Lakier GR 61 - bardzo go lubiłam, na dłoniach wyglądał bardzo elegancko i świeżo. Zgęstniał :(
Krem do rąk Cien - do końca stosowany do stóp :) >recenzja<

A jak wyglądał plan?
Do zużycia pozostały 3 produkty. Biała Perła czeka na wesele mojego brata, maska Kallos lada dzień się skończy, a szczoteczki od maskary używam głównie do rozczesywania rzęs.

Oznajmiam, że na moim blogu zakończył się projekt denko (w klasycznym rozumieniu :)) - nie mam kosmetyków, które są otwarte i zalegają. Używam teraz standardowej ilości kosmetyków, próbując jednocześnie zużyć zgromadzone zapasy :)

Dodatkowo wczoraj posłałam w świat paletkę Sleeka i olejek z Alverde, których najzwyczajniej w świecie nie używałam. W ramach uzupełnienia kolorów, których z PPQ będzie mi brakować odwiedziłam wczoraj Inglota (358M i 391M - pierwszy przypomina mi Supernovę i czaiłam się na niego już długo, a drugi to klasyczna matowa czerń, bo tak, nie miałam żadnej ;))



Mój zbiór cieni z Inglota tym sposobem przebił granicę 20 cieni osiągając bezpieczny poziom 21 :) Myślę, że w przyszłości dopełnię do 24, żeby mi się w dwóch paletkach max zmieściło :)
A tak prezentują się wszystkie + turystycznie cienie z MySecret. Bezpieczne kolory i kilka bardziej szalonych ;)


Trzymajcie się ciepło i piszcie jak Wam idzie zużywanie :) Albo kupowanie - Inglota lub nie :) Chętnie poczytam w przerwie od nauki :)

niedziela, 4 listopada 2012

Dawno nie było... czyli zakupy z domu :)

Wybaczcie te kilka dni nieobecności, ale jak to studentka byłam w domu na troszkę.
I przywiozłam ze sobą trochę rzeczy.
W zasadzie to tylko kilka.

Ciekawostka jest taka, że na zakupy poczynione w rodzinnym mieście zapłaciłam więcej niż za wszystkie kosmetyki kupione w październiku :D
Jak widać, akcja oszczędzania pełną parą. Zużywanie trochę słabiej niestety, dlatego denko podsumuję dopiero za kilka dni :)
Dodatkowo powoli klaruje mi się plan wspomagania wzrostu włosów - prosty, a czy skuteczny to zobaczymy :)

Niczego mi nie brakuje z kosmetyków. A skoro niczego nie brakuje to są trzy kategorie, których nigdy dość - cienie, szminki i lakiery do paznokci. U mnie padło na to pierwsze.



Za cztery cienie Sensique zapłaciłam około 15zł - 3,49zł za sztukę - okazja życia normalnie! :) (to pomyślcie, ile wydałam w zeszłym miesiącu, skoro to jest to "więcej" :D)
Numery:
117 - jasny beż z drobinkami, świetny do każdego makijażu
122 - miałam kiedyś ten cień, niestety nie przeżył transportu do palety magnetycznej, a po naprawie stracił swoje właściwości. Kolor do mnie wrócił ;)
131 - rudy o wykończeniu perłowym - piękny! podobny ma Inglot w swojej kolekcji na jesień
130 - ciemny brąz, mocno napigmentowany, perłowy - takiego szukałam :)

Pierwsze wrażenia jak najbardziej na plus, a co będzie dalej, zobaczymy.
Pozostając w tematyce cieni od mojego Lubego (;*) dostałam wczoraj te dwa maluchy:


Koloru takiego jak ten drugi szukałam właśnie na tą jesień :) a fioletów nigdy mi dość - dziękuję Ci raz jeszcze :)

Oprócz tego zahaczyłam o Biedronkę i...

Tylko kiedy ja będę czytać, kiedy uczyć się trzeba ciągle? Nieważne. Zakupy uważam za udane :)
Trzymajcie się ciepło!


czwartek, 12 lipca 2012

Kosmetyczka podróżna - co zrobić żeby zmieściła się do walizki?

Pakowanie walizek to nieodłączny element wakacyjnych wypraw. Charakter naszej kosmetyczki zawsze należy dostosować do wyjazdu - jeśli jedziemy w góry nie zabieramy trzech palet cieni, balsamu, maski, kosza lakierów... (chyba, że ktoś lubi dźwigać) oraz do środku transportu (wiadome, że do samochodu możemy zabrać więcej niż do pociągu).


Jakie rozwiązania w letnim okresie proponują nam producenci, aby nasza kosmetyczka nie ważyła tony? 

Wspomniałam, że mam bzika na punkcie miniaturek i odlewek.


Ale po kolei.
Rozwiązanie, które zna, albo przynajmniej widziała każda z nas:
1) Buteleczki
Rossmann - Pojemność 100ml - dostępne w dwóch wersjach - z pompką i zakrętką. (1,99zł/sztuka)
Do balsamów pompka jest ok. Do żelu z Babydream się nie sprawdza (wybaczcie, pomyliłam dwa ostatnie podpisy). Sam żel w sobie też jest rozwiązaniem podróżnym - spełnia różne użyteczne funkcje (patrz post niżej).
Widziałam je również w Sephorze (pojemność 50ml) oraz powszechnie w tzw. zestawach podróżnych (Sephora, Superpharm, The Body Shop - ceny od 9 do 30 zł - zwykle dwie buteleczki, jedna z pompką i dwa słoiczki w przezroczystej kosmetyczce)

Drugie, też pewnie większości znane:
2) Słoiczki o różnej pojemności.
Najpopularniejsze to te z Rossmanna o pojemności 10ml - 1,29zł.
W swojej ofercie ma je również Sephora - takich większych szukałam długo, znalazłam na wyprzedaży - 5zł/sztuka (drogo, ale chociaż solidne).
Można je znaleźć w sklepach z półproduktami kosmetycznymi i tamtejsze ceny należą do niższych.

3) Pojemniki po zużytych miniaturach/tabletkach
Jako, że mi zawsze mało buteleczek kupnych i szkoda pieniążków na kupowanie miniatur (ich cena jest nieopłacalnie wyższa) zużywam gratisy i wykorzystuję powtórnie ich opakowania.
Oliwka Babydream - w buteleczce po Colgate Plax (próbka otrzymana w Naturze).
Isana z olejkiem babassu - w buteleczce po antybakteryjnym płynie do "suchego mycia" rąk.
Szampon i maska w opakowaniu po suplementach diety.
Masła z Biedronki były w puszce (!)
Puszek do przewożenia nie polecam! Produkt wchodzi w reakcję z metalem - nie dość, że niszczeje nam puszka to kosmetyk często zmienia barwę i może zawierać niepożądane składniki metalowej puszki.

4) Mini-produkty i próbki
Jakieś się jednak zapodziały - są dobre gdy potrzebujemy czegoś "na już", a mamy ze sobą tylko podręczną torebkę (tak było z małym zmywaczem). Próbki są dobre na wyjazd - zużyte opakowanie wyrzucamy do kosza i po krzyku. W tej kategorii znalazły się też próbki z Hean i mała buteleczka Seche Vite oraz miniaturka pasty do zębów, która nie załapała się do zdjęcia.



Ale co zrobić z kolorówką? 
Mam na to swój sposób. Nie był jeszcze testowany na wyjazdach, ale nie omieszkam tego uczynić niebawem ;) Nie trzeba mi na wyjazdy kilku palet (choć nie ukrywam, mam tam swoje ulubione cienie). Wystarczy takie combo w palecie magnetycznej z Inglota.


Co się zmieściło?
a) puder Synergen
b) roż z Wibo, który ucierpiał podczas przenoszenia i obecnie jest po reanimacji
c) zestaw do brwi z Essence (z pędzelkiem nawet :))
d) 6 cieni Inglota (można je zastąpić różnymi innymi:))

Podróżny zestaw pędzli (np z EcoTools - posiadam tylko do oczu, zdjęcie z Internetu)...
http://www.beingtazim.com/ecotoolsecofriendlymakeup/
http://karlasugar.net/2010/03/ecotools-6-piece-eye-brush-set/
 ... i czas ruszać w drogę!

Produkty, których nie udało mi się osobiście spakować w mniejsze opakowania:
1. Antyperspirant w sztyfcie (ale można kupić małe w aerozolu).
2. Tonik (podejrzewam, że dałby się zamknąć w takim opakowaniu jak odżywka z Isany).
3. Krem do rąk (ale jest na tyle poręczny i uniwersalny, że nie ma sensu go przerzucać. co najwyżej do opakowania po zużytym kremie do twarzy).
4. Mgiełki do włosów (w zestawie z Sephory i na BU widziałam 50ml buteleczki z atomizerem).
 
Macie jakieś swoje ulubione sposoby? Czy zabieracie pełnowymiarowe opakowania wszystkich produktów, a tylko ograniczacie ilość używanych produktów? :)

EDIT: Zapomniałam! Dlaczego u mnie wszystko jest napełnione?
Ponieważ praktykuję denkowanie. A ponieważ wróciłam do domu chciałam zabrać swoje produkty do domu, żeby ich tam nie zostawiać na 3 miesiące. Stąd takie zwariowanie na temat mini-buteleczek (pustych!)

wtorek, 5 czerwca 2012

Szczęśliwa siódemka się rozmnożyła - czyli Inglotowe uzupełnienie

"Szczęśliwą siódemkę" pokazywałam jakiś czas temu. Myślałam wtedy, że trzeba być nie wiadomo kim żeby mieć tyle cieni, że zapełnią całą tą małą kasetkę. I stało się.
Cienie samego Inglota przestały się w niej mieścić.
Znak to, że czas przyjść do Was, pokazać dlaczego tak się stało - czyli zrobić uzupełnienie :)
Starałam się uzupełniać cieniami do makijażu dziennego, jako, że wieczorowy robię bardzo rzadko.

Poza tym cały czas w tyle głowy świtało pragnienie posiadania OSS i AN. Ku radości mojego portfela owo pragnienie zostało zażegnane - sprawcą tego Inglot właśnie.

Do rzeczy - zdjęcia :)

390M - szaro-beżowy, matowy - idealny w załamanie powieki do bardzo delikatnego makijażu (taki grzybek troszkę, pieczarka dziko rosnąca)


337M - taki kolor ma kawa z dużą ilością mleka, jaką piję prawie codziennie - jeszcze lepszy cień w załamanie powieki - bardzo, bardzo lubię ten cień, obecny w każdym moim makijażu :)

456DS - troszkę bardziej żółty od tego powyżej - na powiece go prawie nie widać, za to złote drobinki pięknie odbijają światło (kupiony za 5zł z koszyczka outlet)


347M - jasny brzoskwiowo-różowy cień, bardzo pudrowy, łatwo znika z powieki, taki cień widmo troszkę (też za piątaka)


402P - taupe? możliwe - ten cień jest prawie tak samo piękny jak 399P, nadaje się na całe oko, w załamanie, do kreski - cudeńko!

447P - sreberko (prezent na Dzień Kobiet :)) - dla mnie to taki chłodny odpowiednik 395P, czyli najbardziej chyba uniwersalnego cienia rozświetlającego

384M - zielony. Jak sobie myślę zielony to coś takiego staje mi przed oczyma. Ładnie podkreśla niebieskie oko. Szaleńczo napigmentowany.

133AMC - pierwszy AMC! żółto-zielony, mocno błyszczący. w obejściu przypomina mi nieco perły ze Sleeka - lubi znikać. Ale jak już jest to wygląda bardzo ładnie :)

 I jeden zapodziany znów alien:
205 Kobo Fashion - zdaje się, że najsłynniejszy z cieni tej marki. Najlepiej na powiece wygląda solo, ewentualnie ze skromnym podkreśleniem załamania. Istny kameleon -> patrz zdjęcie w lusterku :)


 Próbowałam je złapać na ręce, ale zdjęcia były rozmazane, kolory nieoddane, więc sobie odpuściłam.

W roli gratisu wystąpi zwyklak na dzisiaj. Delikatny, ale widoczny (połowę zjadł aparat.) - wiosenny, na przekór tego co za oknem.



I na koniec pytanie do Was - poszukuję dobrego narzędzia do ujarzmienia brwi - co polecacie?
Kredkę, paletkę, wosk?
Wszelkie propozycje mile widziane :)

Miłego dnia i uśmiechu w pochmurny dzień :)

środa, 29 lutego 2012

Szczęśliwa Siódemka czyli o cieniach z Inglota

Długo się zabierałam do tego posta. Oświetlenie jako takie dzisiaj pozwoliło mi w końcu coś zrobić :)
Mówiłam już jakiś czas temu, że i ja uległam magii Inglota - zaczęło się od "prezentu" dla samej siebie na "po-sesji" ;) Wtedy też kupiłam paletkę i na wstęp 4 cienie. Potem z okazji Walentynek dostałam od mojego M. następne trzy cienie (wiem, że pewnie czytasz ;) buziaki dla Ciebie ;*). I tak oto skompletowałam siódemkę. Paletka obecnie jest zamieszkała w całości, ale o tym zaraz opowiem :)
Zacznijmy jednak od tych maleńkich "oczek". (uwaga! sporo zdjęć :))




A teraz po kolei:
353M - cień, który chyba każda kobieta ma w swoich zbiorach :) kolor najbliższy na 3 zdjęciu
395P - chciałam 111AMC albo 110AMC, padło jednak na ten - ślicznie rozświetla oko - dobry wybór
410P - dostany :) miałabym chyba opory, aby tak intensywny kolor kupić sama. ale do niebieskich oczu wygląda świetnie! wcale nie musi być tak intensywny :)
488DS - cienie DS jakoś mi się nie spodobały, ale jak już dostałam ten cień, to stwierdziłam, że moje uprzedzenia były bezpodstawne :) bardzo ładny, delikatny i świetnie napigmentowany cień
399P - lubię wszystkie cienie, ale ten jakoś szczególnie - jest piękny - doskonały solo, ale też do rozcierania granic... uwielbiam :)
378M - kolejny z cieni, które dostałam. jest to taka brudna śliwka (?), może tylko bardziej chłodna. idealny w załamanie powieki, szczególnie do dziennych makijaży. (tak, na zdjęciach to ten sam cień, bardziej rzeczywisty kolor jest na trzecim zdjęciu :)
446P - to też popularny cień, gdy "macałam" go przed zakupem wydał mi się szarobury, jakby brudny. Jednak po odpowiednim nałożeniu wygląda pięknie (przy każdym cieniu tak mówię, ale tak po prostu jest... :)

Paletka na co dzień wygląda jednak nieco inaczej niż na zdjęciu powyżej. Schronienie w niej znalazło jeszcze kilka cieni.

A są to takie cienie (wszystkie trzymają się super, dosyć łatwo było je wyeksmitować z dotychczasowych mieszkanek):
My secret 505 - pamiętacie ten pokruszony cień z jednej z moich pierwszych notek? Tak wygląda po reanimacji - służy mi wspólnie z 353 z Inglota.
My secret 506 - też go pokazywałam. Nie ma żadnego problemu, aby te cienie wyjąć z plastiku.
Rimmel 150 Romance - co miał leżeć sam, też się przeprowadził. Dobry do fioletów.
Cień Inglot (!) sprint - nie wiem jaki to kolor, nie było numerka. Cień jest potwornie stary, pewnie poszedł by do kosza, ale postanowiłam jednak dać mu szansę :)
Jako ostatni cień w palecie znajduje się cień Hype Green z Astora. Wybitnie nie lubię tej firmy, wszystko, co od nich kupiłam było fatalne... Tak samo jest z tym cieniem - zieleń, piękna! w pudełku. efekt, który widać na dłoni powstał po zdrapaniu kawałka cienia i rozsmarowaniu go. Niedługo braknie mi do niego cierpliwości i po prostu go wyrzucę.
na palcu cośtam widać...
na ręce już niezbyt.
 Takie oto są moje skromne początki przygody z tą polską firmą.
A Wy jakie kolory upolowałyście? Jakie lubicie szczególnie?

Upolowałam dzisiaj masło z Biedronki! Teraz tylko brakuje mi jeszcze peelingu do pełni szczęścia. :)

Zobacz też

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...