piątek, 18 maja 2012

Lakiery po całości i o ciemnoskórym smerfie czyli sukienka na wesele :)

Witajcie dobrzy ludzie! :)
Za oknem zimno, ale słonecznie. Pogoda idealna na rower, co też skrzętnie wykorzystałam jadąc do centrum na moim treku i potem włócząc się po Wrocławiu też na jednośladzie. Jak ktoś jeszcze nie był - polecam!
Dzisiejszy post będzie proporcjonalny do ilości moich lakierów. Bo to właśnie od nich zaczynam.
Mieszczą się jeszcze w jednej szufladce. Nie jest źle. Ale na razie mówię sobie stop, trzeba coś zużyć (niewykonalne?).


W ciągu ostatnich dwóch tygodni przybyła do mnie taka armia. Pomyślicie sobie - wariatka. Ale mi trzeba było kolorów. Jak zaraz zobaczycie te lakiery wprowadziły trochę koloru do moich "nudnych" zbiorów :)
Także ten. No. Mam je wszystkie :)
Nudziaki i zaplątany pomarańcz od GR (moje ulubione zanim nabyłam te powyżej :)
Dwie czerwienie. Mam jeszcze jedną, to paskudztwo od Astora, ale wolę o nim nie myśleć, został w domu. Warto zwrócić uwagę na ten po lewej - różowo-czerwony - cudeńko :)
Kolejne nudziaki w jakichś innych odcieniach - pierwszy idealny na jesień i zimę, trzeciego praktycznie nie noszę, drugi lubię, choć czasem wychodzi jak cukierkowy róż :)
Mięta od GR i miedź od Magic Visage. Tego ostatniego już miała m w koszu z denkiem, bo stężał, ale zobaczymy, może coś jeszcze z niego wycisnę :)
Szaraki - trupi i ciemnoszary. Raczej na jesień i zimę.
Efekty specjalne - pękacz, do którego nie mogę się przekonać, matowy top, różowy brokat, złoty brokat.
Zadania specjalne: bezbarwny (do ratowania rajstop :D), Eveline 8w1, które robi mi za bazę i jakaś odżywka z Sensique.

I tyle.
Ilość do opanowania, same niskopółkowce (żeby nie powiedzieć, że z poziomu podłogi), ale jakościowo są całkiem niezłe. Powoli, będę opisywać i zdęciować każdy po kolei, także się spodziewajcie zalewu kolorowych i mniej kolorowych postów lakierowych.

A na koniec postęp, jaki dziś poczyniłam w sprawie przygotowań do wesela - kupiłam sukienkę! Jest ciemnoniebieska, jakby opalony smerf :) Trzeba ją czymś jasnym wykończyć i poszukać drugiej na poprawiny. Ale pierwszy krok zrobiony.
*Wybaczcie grymasy, jakoś nie mogłam wyczuć momentu i zrobić porządnej miny.  
** Ach ta wtyczka od laptopa w tle...

Trzymajcie się! Dobrego dnia!
I weekendu też ;)

A nie, jeszcze nie.
Jak już byłam na tym rowerze i zwiedzałam to znalazłam, gdzie można kupić stacjonarnie kosmetyki Paese, słynne szminki Celia Nude, wcierkę Jantar, odżywkę Kallos Latte, odżywkę Gloria...
Jeśli ktoś jest ciekawy to napiszcie - albo stworzę osobny post, albo odpiszę w komentarzu :)
Jeśli ktoś ma ochotę na coś i nie może tego dostać u siebie to też napiszcie - chętnie zakupię i wyślę :)
To teraz już koniec.
Idę jeść.
Ale nie za dużo, bo nie zmieszczę się w sukienkę ;)

środa, 16 maja 2012

Efekt placebo czy działanie rzeczywiste? Pirolam - recenzja

Jak mówiłam, tak też robię - zabieram się do tego z bólem serca, ale i szczerym nastawieniem.
Nie mam zamiaru wystawiać pochlebnej opinii tylko dlatego, że produkt otrzymałam za darmo. Wciąż pracuję na swoją markę :)



PIROLAM szampon zwalczający łupież

Producent:
Pirolam szampon jest wysokiej jakości produktem zawierającym cyklopiroksolaminę, substancję o udokumentowanym działaniu przeciwłupieżowym. Pirolam szampon, jak wynika z badań dermatologicznych, szybko i skutecznie likwiduje przyczyny i objawy łupieżu. Posiada optymalne własności myjące i pielęgnujące oraz starannie dobrane pH do potrzeb włosów i skóry głowy. Dodatkowo zawiera w swoim składzie witaminy A+E warunkujące wzrost włosów, zapobiegające starzeniu się skóry i przeciwdziałające jej wysuszeniu.


Dziewczyna w warkoczu:
1. Opakowanie - dostałam dwie wersje - tubka 60ml i saszetki 6x6ml - obie formy świetne są w podróży. Tubka, której używam częściej ma bardzo mocne zamknięcie, które aż czasem ciężko otworzyć mokrymi rękami.


2. Konsystencja i zapach - zapach jest apteczny, dokładnie tak jak sobie wyobrażam szampon leczniczy - bez szału i podrażnień. Konsystencja wodnista - trzeba uważać, bo potrafi się wylać nieco za dużo i można nie donieść do głowy ;)


3. Wydajność - świetna, przez sposób, w jaki się ów specyfik używa. Jedna kropla wystarczy, aby spienić włosy przy skórze głowy.

4. Działanie - temat rzeka.
Mój problem polega nie na tym, że sypię śniegiem, ale łupież oblepia skórę głowy i odchodzi płatkami.
Cóż - szampon sobie nie poradził. Ale powoli:
+ pięknie się pieni
+ zmywa oleje przy pierwszym podejściu
+ brak SLS w składzie
+ nie powoduje przesuszenia
- nie poradził sobie z łupieżem. może odrobinę zmniejszył jego intensywność, ale po dostawieniu problem powraca z taką samą siłą. no difference.
- silikony w składzie, których staram się wystrzegać

5. Opinia - szampon przeciwłupieżowy ma zwalczać łupież. Ten niestety nie jest dla mnie - może w przypadku "śniegu z głowy" sprawdzi się lepiej...
Skład:

Kupiłabym ponownie? NIE


Produkt otrzymałam dzięki uprzejmości p. Małgorzaty z portalu www.urodaizdrowie.pl
Fakt otrzymania kosmetyku za darmo nie wpływa na moją o nim opinię.

Miałyście? Może u Was sprawdził się lepiej?

Przy okazji muszę się Wam pochwalić i chcę podziękować 88kokoskowi88 - patrzcie, co przyszło!
Moje pierwsze! :)
Jak się sprawdzi to się wykosztuję i polecę po następne :) Wariant doskonały do podróży a i zapach niczego sobie - aż mam ochotę się do niego przytulić ;)

Pierwszy ciężki tydzień za mną. Byle do 15 czerwca... ;)

sobota, 12 maja 2012

"Bo to dużo roboty" czyli o odżywce d/s

Wczoraj piękne słońce, a dzisiaj ledwo nieco ponad 10 stopni. Coś ten maj się nie może zdecydować jaką pogodę wybrać.
W najbliższym czasie (jakoś środa, czwartek może) pojawi się recenzja Pirolamu, tymczasem inny włosowy cudak na tapecie.

Isana Hair, Odżywka wygładzająca włosy z olejkiem babassu

Wizaż:
Odżywcze składniki pielęgnacyjne wzbogacone olejkiem babassu wzmacniają włosy. Długotrwałe wygładzenie i łatwe rozczesywanie kręconych i niesfornych włosów. Wysokiej jakości aktywne substancje ze specjalnym składnikiem zapobiegającym puszeniu się włosów długotrwale wygładzają niesforne i kręcone pasma włosów dodając im elastyczności. Włosy łatwo się rozczesują i nabierają olśniewającego połysku. Miły zapach uprzyjemnia mycie włosów.
http://wizaz.pl/kosmetyki/produkt.php?produkt=33909










Moje przemyślenia:
1. Opakowanie - wygodne, proste. Stoi na zakrętce i chwała mu za to; 300ml. Tylko ta blondynka zaczyna mnie już irytować.


2. Zapach - absolutnie go uwielbiam - kojarzy mi się z zapachem profesjonalnych kosmetyków fryzjerskich. Choć pewnie jest ktoś, kogo drażni.
3. Konsystencja - ni to zwarta, ni to luźna. Wygodna, przyjemna, łatwo się rozprowadza i dobrze trzyma włosów.


4. Wydajność - słaby punkt tej odżywki. Zużywam jej naprawdę sporo (prawie jak maska, a nie odżywka) i to nie przy każdym myciu (albo odżywka albo maska :D). Przy regularnym stosowaniu myślę, że dwa - trzy tygodnie i byłoby po sprawie.
5. Działanie:
Zawsze sobie powtarzam, że z odżywkami do spłukiwania to za dużo zabawy jest a i tak nic nie robią.
Jakież było moje zdziwienie, kiedy w końcu ją kupiłam (zawrotny wydatek 4 zł) i użyłam.
To tak się da? Na moich włosach też?
Mam włosy, które uwielbiają się puszyć, kręcić i wykręcać.
Ta odżywka sobie z nimi poradziła. Są mega gładkie, mega miękkie, cudne po prostu! (nie żebym nie lubiła swoich włosów - lubię je bardzo. mam nadzieję, że to słyszą i zaczną współpracować.) I wcale nie ma z nią tak dużo zachodu - nałożyć, umyć zęby i zmyć makijaż, i zmyć. A efekty są tego warte.

6. Opinia - jedno z kosmetycznych odkryć w sprawie włosów. Polecam gorąco!
Czy kupiłabym ponownie? TAK, z całą pewnością to zrobię.
Skład:

Cena: ok 5 zł regularna, 4 zł w promocji / Rossmann

Z całą pewnością jest to jeden z "blogowych" hitów tudzież kitów.
Skusiłyście się? :)

Swoją drogą to jak tylko przyszło słońce moje włosy odzyskały dawny blask i życie. Wrócił im złoty blask, co mam nadzieję będzie widać na podsumowaniu maja :)
Dobrej soboty! ;)

środa, 9 maja 2012

Malizny tanizny czyli o szybkich zakupach :)

Po kwietniu, który był dla mnie kosmetycznym postem (przynajmniej od połowy miesiąca) nadszedł czas na skromne zakupy. Jest wiele więcej rzeczy, które chętnie bym zakupiła, ale na razie chyba się wstrzymam jeszcze :) nie wszystko na raz ;)


W ciągu ostatniego tygodnia zakupiłam:
1. Żel uniwersalny Babydream - będę go używać do wszystkiego, do czego się da :) przyjdzie czas i na recenzję szamponu z tej samej firmy, bo już jestem na finiszu.
2. Żel pod prysznic Czarny pieprz i kardamon - ten zapach jest świetny, cudowny, ukochany. I chociaż dopiero co otworzyłam swoją butelkę dokładnie tego samego żelu to widząc jego cenę i to, że go wycofują musiałam zakupić. (widzieliście, że masła Isany zniknęły? szybko im poszło z tą edycją limitowaną, myślałam, że się dłużej utrzyma...całkiem niezłe było...)
3. Mgiełka do włosów Jantar - nie znalazłam wcierki, ale bardziej niż na wzroście zależy mi na ochronie przed słońce.
4. Kremowy żel do stóp BeBeauty - mam wrażenie, że się zaraz skończy, bo kremowanie stópek wieczorem to coś, co Meraja lubi bardzo bardzo :)
5. Lakiery Wibo... To wszystko przez blogosferę...
Trzy - fioletowy, zielony i różowy. Ale jak się spiszą to na bank wrócę po pozostałe trzy. (wybierałam te kolory dzisiaj z 30 minut. facet z ochrony chyba uwierzył, że naprawdę usiłuję się zdecydować i to, że stoję i wkładam i wyjmuję z koszyka lakiery to wcale nie jest oznaką chęci kradzieży :)

Swoją drogą - sytuacja z innego Rossmanna dzisiaj:
Dziewczyna szuka tuszu wydłużająco-pogrubiającego z Rimmela. Ekspedientka X jej tłumaczy, że albo wydłużenie, albo pogrubienie, że razem to się nie da i może się pomalować, żeby zobaczyć jak to wygląda. No to dziewczyna, niewiele myśląc otwiera maskarę (NOWĄ maskarę) i maziu maziu po rzęsach. Najpierw jedną potem drugą. Mnie już w środku skręca i patrzę co zrobi ekspedientka X. A ona nic - "no i jak efekt?". Po trzech sekundach przyszła ekspedientka Y i zwróciła dziewczynie uwagę, żeby następnym razem brała testery, bo po otwarciu nowe maskary tracą gwarancję twrminu przydatności.
Myślę sobie - są ludzie i parapety. Nie ma co jechać tylko, że nikt nie pilnuje. Pilnują, tylko nie wszystkich uda im się dopilnować :)

PS Wrocławianki! Nienaruszona prawie szafa z nowościami WIBO stoi sobie i czeka na Was w Renomie! ;)

A oto co zmalowałam - może i mało kolorowo, ale mi się widzi :)
wybaczcie ufajdane skórki... jakoś nie zwróciłam uwagi przed zdjęciem.
Spokojnego wieczoru i powodzenia jutro wszystkim językowcom na maturce - angielski to jedna z matur, którą wspominam najmilej :)

wtorek, 8 maja 2012

Nu, nu, Nuno czyli Ziaja po raz kolejny.

Kochane!
Wybaczcie mi, ale przez tydzień na blogu będzie przesusz. Recenzja za recenzją. Spowodowane jest to tym, że mam trochę produktów, o których mogę parę zdań napisać. Jak też tym, że od jutra do przyszłego czwartku nie żyję. Będę oficjalnym zombie jak ten czas przejdzie. Dwa zaliczenia, kolokwium i matura (hobbystycznie po raz drugi ;)).
Błagam, trzymajcie kciuki, aby mnie stres nie zjadł, bo potem raptem tydzień i rozpoczynamy walkę z sesją... Obiecuję, że się odwdzięczę :)
A dziś po raz kolejny witamy u Dziewczyny w warkoczu Ziaję. Chociaż osobiście wolałabym, żeby wróciła skąd przyszła.

Ziaja, Nuno, Tonik antybakteryjny

Producent:
Tonik antybakteryjny dla cery zanieczyszczonej, skłonnej do wyprysków. Łagodnie oczyszcza i zamyka rozszerzone pory, intensywnie nawilża naskórek. Stosowany systematycznie ogranicza wydzielanie sebum. Przygotowuje skórę do dalszych zabiegów pielęgnacyjnych. Nie zawiera alkoholu.















Ja:
1. Opakowanie - standard od Ziaji; wygodne na 200ml. Niestety jest nieprzezroczyste, nie widać kiedy się skończy.


2. Konsystencja i zapach - tonik jest tonikowy. Nie pachnie jakoś szczególnie. Nie drażni, ale też nie jara.

3. Wydajność - używam go tylko wieczorem, po myciu twarzy. Kupiony został w kwietniu, gdzieś na początku - została jedna trzecia. Czyli rzec by można standard.




4. Działanie - co on powinien robić?
- łagodnie oczyszczać - oczyszcza, to fakt, zbiera to, co zostawi mój krem do mycia.
- zamyka rozszerzone pory - nie zamyka.
- intensywnie nawilża naskórek - nie nawilża
- ogranicza wydzielanie sebum - nie ogranicza. nie radzi sobie zupełnie z niespodziankami i wysypami, już ogórkowy radził sobie lepiej. nie mówiąc o tym, że przy tym to Under Twenty staje się hitem.
- przygotowuje na dalsze zabiegi - jak to tonik...

5. Opinia - czytałam, że jest niezły. Tymczasem dla mnie to bubel najzwyklejszy. Równie dobrze można się tonizować ogórkiem i wyjdzie na to samo. Może oceniam go zbyt surowo. Ale jak już producent nadaje swemu produktowi konkretne przeznaczenie to niech chociaż trochę dotrzyma obietnicy...





Kupiłabym ponownie? NIE

Skład:


Cena: 5,99zl w Superpharm

Dodam tylko na koniec, że Wrocław z siodełka rowerowego i kół 28-calowych jest jeszcze piękniejszy niż normalnie - polecam jeśli ktoś jeszcze nie próbował :) 
I w godzinach szczytu szybsze niż tramwaje i autobusy ;)

niedziela, 6 maja 2012

Drugie oblicze dwóch faz

Po pięknej wczorajszej pogodzie z wietrznym i deszczowym wieczorem, dzisiaj u mnie raczej pochmurnie. Nie miałam czasu rano zrobić całego makijażu - padło na kreskę i tusz. Więc świecę się teraz jak księżyc w pełni (kształt twarzy nasuwa skojarzenia :)), siedzę w bluzie, z zawiązanym bandażem przedramieniem (oparzenie gorącą parą. nic przyjemnego) pod stosem tablic statystycznych i reakcji chemii organicznej...
Ale tak sobie pomyślałam - czas na recenzję.
I oto jest.


Bielenda, Awokado, Łagodny 2-fazowy płyn do demakijażu oczu

Producent:
Łagodny, niezwykle delikatny, a równocześnie wyjątkowo skuteczny płyn do demakijażu nawet bardzo wrażliwych oczu. Dzięki specjalnej 2-fazowej formule szybko i skutecznie usuwa również makijaż wodoodporny. Jednocześnie pielęgnuje i koi cienką i delikatną skórę wokół oczu, nawilża ja, zapobiega wysuszeniu. Łagodzi podrażnienia. Nie pozostawia tłustej warstwy. Może być stosowany przez osoby noszące szkła kontaktowe.

 Skład:
Ingredients: Aqua (Water), Cyclomethicone, Isohexadecane, Glycerin, Persea Gratissima (Avocado) Oil, Arginine PCA, Elaeis Guineensis (Palm) Oil, Sodium Chloride, Cocos Nucifera (Coconut) Oil, Disodium EDTA, Methylparaben, DMDM Hydantoin, CI 42090 (Acid Blue 9), CI 19140 (Acid Yellow 23).
Cudów to tu nie ma.



Ode mnie:
1. Opakowanie: 
Smukła butelczyna na 125ml. Zakrętka zakręcana - ! - nie zdarzyło mi się jeszcze wylać płynu przy wstrząsaniu, bo opakowanie nie było zamknięte.


2. Konsystencja:
"Jest to płyn dwufazowy - fazy w normalnym układzie nie mieszają się. Jedna jest bardziej tłusta, druga bardziej wodnista"- dokładnie to samo pisałam w Ziaji. Natomiast tutaj fazy jakby lepiej się łączą.


3. Zapach:
Ot, zwykły kosmetyczny, jak to coś komuś mówi :D
4. Wydajność:
Całkiem całkiem, używam zdaje się od trzech - czterech tygodni, a nie minęłam nawet połowy. (używam po każdym makijażu oka, praktycznie codziennie)
5. Moja historia:
Jak męczyłam Ziaję myślałam - nigdy więcej dwufaz. Tylko micele.
Guzik prawda.
Czy na Was hasło "gazetka promocyjna" i produkty w niej zamieszczone też tak działają? :D
Uratował moje oczy przed wypłynięciem, wyparzeniem, wyłzawieniem się, co miało miejsce po paskudzie poprzedniej. Zmywa KAŻDY makijaż, nie ma żadnego problemu z eye-linerem, nie robi pandy. Nie uczula, nie rozlewa się na prawo i lewo. 
Zostawia tłustą warstwę, ale nie "mgli" oczu. Na pewno jest to mniej uciążliwe niż przy Ziaji.
Produkt nie jest testowany na zwierzętach.
taki znaczek tu malutki o! z króliczkiem :)
Opinia:
Jestem na tak. Chyba zostanie moim ulubieńcem. Chociaż kusi jeszcze wersja z bawełną...
Czy kupię ponownie?
Tak, na pewno. Może nie od razu, ale w przyszłości na bank.
Cena:
9,99zł gdzie się nie rozejrzę; w przecenie 6,99zł w Naturze

 
Zrażone do takich specyfików? Czy może jak ja macie swojego ulubieńca? :)

piątek, 4 maja 2012

Koniec końców

Fala tego typu postów przeszła przez blogi przez ostatnie 4 dni.
Dopinam się i ja z podsumowaniem kwietnia. Myślałam swoją drogą o zrobieniu "prawdziwego denka", ale mam na tyle niewiele kosmetyków, które staram się zużywać na bieżąco, że chyba nie miało by to sensu. Także lecimy:
Od ogółu:
Do szczegółu:
Żel pod prysznic Original Source
Chocolate&Mint

No w końcu! Po recenzji się zrobił skubaniec wydajniejszy i marzyłam o tym, żeby go skończyć.

Kupiłabym ponownie?
NIE



Masło do ciała Isana
Orzech włoski i mleko

Wydajność przeciętna, komfort używania wyraźny, bardzo przyzwoite masełko o konsystencji masła :)

Kupiłabym ponownie?
TAK /ale na zimę - ciężki zapach!/



Tonik do twarzy Ziaja
Ogórkowy

Ni to ziębi, ni to grzeje. Jest ok.

Kupiłabym ponownie?
raczej NIE /bo mam innego ulubieńca;)/





Szampon Barwa
Czarna Rzepa

Została mi jeszcze odrobinka w buteleczce podróżnej. Zapach z początku ciężki, ale warto!

Kupiłabym ponownie?
TAK




Płyn do demakijażu oczu Ziaja
Dwufazowy

A fe. Wydajność słaba, uwrażliwia oczy, czyni pandę. Never again.

Kupiłabym ponownie?
NIE




Mgiełka do włosów Avon
Migdał mleko?

Nie wiedziałam do czego go stosować, znalazłam jednak sposób - przydaje się po rozczesaniu włosów, żeby je trochę ujarzmić :)

Kupiłabym ponownie?
raczej NIE /choć czasem mi jej brakuje/



Pomadka do ust Neutrogena
spf 4

Lubiłam ją kiedyś bardziej, ale odkryłam Carmex.

Kupiłabym ponownie?
NIE /Carmex bardziej mi odpowiada/




Próbka płynu do jamy ustnej Colgate

Próbka odżywki John Masters Ogranics
Lawenda i awokado









Żegnamy też tego pana - zastygł na amen.











W ten oto sposób żegnam 10 produktów.
Cieszę się niezmiernie, bo skończyłam wszystko, czego używałam regularnie, więc maj upłynie mi pod afiszem zupełnie nowych produktów ;)

Nie planuję na razie większych zakupów kosmetycznych, w planach mam jakiś szampon/odżywkę/półprodukty, aby przywrócić złote refleksy moim kłaczkom po zimie. Jeśli znacie coś takiego to piszcie - przyjrzę się szczególnie :)

Miłego wieczoru, korzystajcie z pogody, bo jest pięknie! Ciepło, ale nie zbyt gorąco, nie pada, nie ma komarów... Same och i ach! :)
Maturzystki - trzymajcie się mocno i odprężcie solidnie przed kolejnymi egzaminami!

Zobacz też

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...