Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dm. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dm. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 13 października 2013

Zamiennik "legendy" - odżywka Balea Mango i Aloes

Zapewne wszyscy pamiętają słynną odżywkę Isany z babassu, która nagle została wycofana z Rossmana. Cechowałam się tym, że była tania, łatwo dostępna i działała, może nie cuda, ale na pewno miała dobroczynny wpływ na większość włosów w blogosferze ;)

Będąc pierwszy raz w dm wiedziałam już, że odżywka Isany zniknie z półek, szukałam więc zamiennika. Przejrzałam półki z produktami Balea, bo był niedrogie i można było brać w ciemno bez obawy zmarnowanych pieniędzy.
Wzięłam wtedy wersję kokosową i tą właśnie.
Kokos przypadł mi bardzo do gustu, ale został wymieniony ostatnio na nową wersję. Mango z aloesem wciąż możemy spotkać na półkach. Czy warto zawrzeć bliższą znajomość? Tak!

Balea, Odżywka do włosów  -
mango i aloes

Producent:
Elastyczność, lekkość, jedwabista miękkość i połysk!
Nawilżająca odżywka do włosów Balea Mango + Aloe Vera zapewni im zdrowy blask i elastyczność - od nasady aż po same końce.
Dzięki odżywce włosy łatwo się rozczesują: nawilżająca odżywka Balea Mango + Aloe Vera zapobiega wysuszeniu, odżywia Twoje włosy i wygładza strukturę włosa od zewnątrz.
Suche, zniszczone włosy odzyskują swój blask i sprężystość każdego dnia.
Kompleks witamin B3 i prowitamin B5 odżywia, pielęgnuje i wygładza Twoje włosy.
Szczególnie łagodna formuła bez silikonów.

Techniczne:
1. Opakowanie - proste, wygodne, stojące na zakrętce, z mocnym zapięciem. Jedynym minusem jest fakt, że nie widać ile produktu zostało.


2. Zapach i konsystencja - może odżywka widziała kiedyś mango i postanowiła pachnieć podobnie... W każdym razie zapach jest ładny, dość świeży i delikatny. Utrzymuje się na włosach przez następny dzień. Ciekawostka - wiele razy słyszałam, że włosy mi ładnie pachną kiedy zastosowałam tą odżywkę i nosiłam je potem rozpuszczone :) Konsystencja jest bardzo lekka - porównywalna do Isany.


3. Wydajność - na swoje włosy sięgające połowy pleców (wcześniej były do pasa, ale jak wspominałam trochę "poszło" :) zużywam ilość wielkości orzecha włoskiego. Używam jej praktycznie co mycie (raz na dwa-trzy dni). W takim układzie wystarcza na około 1,5 do 2 miesięcy, co jak dla mnie jest świetną wydajnością.

Moja opinia:
Odżywka kosztowała grosze (€0,65), więc pomyślałam, że spróbuję, jak będzie słaba to nic nie tracę.
Tymczasem - odżywka jest lekka, ale dobrze wygładza włosy, nie obciąża, ułatwia rozczesywanie - włosom przestało być straszne splątanie po szamponie babydream :). Jest wręcz stworzona do codziennego stosowania. Nie zawiera silikonu. Nie ma co spodziewać się po niej silnie nawilżającego działania (działa słabiej niż odżywka z kokosem), ale i tak ją lubię. Do tego stopnia, że zużywam już drugie opakowanie i wiem, że gdy następnym razem będę w dm-ie, na pewno kupię następne opakowanie :)

Skład dla zainteresowanych (tytułowe mango i aloes na szarym końcu niestety...):

Używacie odżywki po każdym myciu włosów? Macie już swoich ulubieńców? :)

poniedziałek, 5 sierpnia 2013

Zrobione i kupione - lipiec/sierpień

Przepraszam, że znów zniknęłam bez słowa wyjaśnienia, ale zaraz po tym jak skończyłam praktyki wyjechałam na odludzie i nie miałam jak napisać.
Trochę się u mnie prywatnie pozmieniało, dlatego też blog stracił na wartości. Rozważałam nawet możliwość zakończenia swojego blogowania... Ale jeszcze nie teraz. Jeśli nie uda mi się poprawić pewnie i tak nastąpi to w niedługim czasie..

Jednak w ostatnim poście obiecałam Wam czym (oprócz nałogowego oglądania House`a) zajmowałam się siedząc w domu.
Wróciłam na krótko do hobby, które praktykowałam 4 lata temu. Na tyle krótko, by na razie dać sobie z nim spokój, a na tyle długo, by zrobić to, co chciałam.
Przedstawiam Wam parę drobiazgów :)







Wszystkie mają kokardki, które nauczyłam się wiązać korzystając ze zszywka.pl, dwa ostatnie zdjęcia to te same kolczyki, tylko aparat kolory złapał inaczej. Czuję się kolczykowo zaspokojona :)

Ponadto, jak to na odludziu bywa, wpadłyśmy z kuzynką do dm-u. Cele miałam konkretne i nie wyszłam z niczym ponad listę, którą sobie zrobiłam. Przeważają kosmetyki Balea i to w kategorii włosy, ale po prostu nie mam ochoty szukać dla nich zastępstwa, skoro działają naprawdę dobrze.



 O odżywce Morela i aloes [€0,65] napiszę już niebawem, odżywka z granatem [€0,65] zastąpiła moją ulubioną z kokosem. Olejku [€2,95] nie muszę tłumaczyć (choć w zasadzie tamtego jeszcze zostało...). Moje zdziwienie kiedy zobaczyłam szampon z Jabłkiem i papają [€2,45] pokierowało moją ręką, która wrzuciła go do koszyka :D Natomiast szampon do loków z Balea [€1,45]... Eksperyment :)


Żele z Balea są tak śmiesznie tanie [€0,65], że aż żal nie brać. Limonka i aloes (kupiłam już drugi raz) jest świetny na upały, a połączenie ananasa i kokosa tak mnie zahipnotyzowało, że nie mogłam się od niego oderwać. Do tego 8 maszynek jednorazowych [€1,95] (na wypadek jakbym akurat nie miała męskich pod ręką na wyjeździe :))


I na koniec coś niekosmetycznego, co zawsze wrzucam do koszyka, a nigdy nie pokazuję. Chusteczki absorbujące kolor [€3,95] pozwalają prać rzeczy kolorowe z białymi bez obawy, że te drugie zafarbują (jedyne które naprawdę działają! można powiedzieć, że to głównie po nie jeżdżę, bo przebitka w sklepach z niemiecką chemią jest naprawdę potężna. Reszta kosmetyków przy okazji :D), natomiast tabletki musujące [€0,45] są świetne na upały i zawierają całkiem spore dawki potrzebnych minerałów.

Mogłabym jeszcze pokazać zakupy ubraniowe... ale były robione tak dawno, że już chyba nie warto :)
Jeszcze trochę u mnie nowości (już nie zakupowych), ale... o tym w swoim czasie.
A Wy już po urlopach/praktykach/wakacjach? Czy może jeszcze próbujecie do nich dotrwać w tym upale?

wtorek, 16 lipca 2013

Maluch, co wiele potrafi - Olejek migdałowo-arganowy od Alverde

Wesele było piękne, zdjęć się niestety nie dorobiłam na razie (tak to jest, jak się stoi dorywczo po drugiej stronie obiektywu...). Teraz za to zamiast kończyć praktyki mam przymusowe L4, bo się po prostu przeziębiłam.
Trudno, przyjmę, że jest to odchorowanie stresu i szybkiego tempa życia.

Dziś chcę napisać kilka słów o produkcie osławionym, jak większość niemieckich kosmetyków. Poprzedni olejek (porzeczkowy) posłałam w świat, ponieważ zupełnie się u mnie nie sprawdzał. Przy okazji ostatniej wizyty w dm sięgnęłam po ten - dedykowany włosom. Kosztował tyle, co duża butelka każdego innego. Pomyślałam jednak, że wezmę, raz się żyje, do dm-u nie jeżdżę co tydzień.
I jak wrażenia?


Alverde, Haarol Mandel Argan - Olejek do włosów

>link do KWC<








Techniczne:
1. Opakowanie - Olejek zamknięty jest w plastikowej butelce z pompką, która mieści 50ml, pompkę można łatwo zablokować bez obaw, że się wyleje, a niewielki ciężar pozwala zabierać go nawet do najmniejszej kosmetyczki. Ogromny plus.


2. Zapach - spodziewałam się ciężkiego i mdlącego zapachu. Jakież było moje zdziwienie! Olejek pachnie słodko, ale też cytrusowo. Zapach bardzo przypadł mi do gustu. I nie tylko mi - osobom, które nie przepadają za olejkami także!

3. Konsystencja - olejek należy do lekkich olejów, które w odpowiedniej ilości nie obciążą włosów nawet po myciu. Użyty do olejowania przed myciem nawet w sporej ilości nie sprawia, że wyglądamy jak wykąpane w oleju do frytek :D

4. Wydajność - aby pokryć całe moje włosy w klasycznym zabiegu olejowania muszę użyć około 10 pompek (w ten sposób używam go średnio raz na tydzień). Stosuję go też zwykle do zabezpieczania końcówek po myciu. Czasem używam też kropelki na całe włosy po myciu. Od lutego zużyłam połowę buteleczki.


Moja opinia:
Mój mały olejowy ideał.
Po olejowaniu myję włosy delikatnym szamponem, używam lekkiej odżywki, a włosy są miękkie i pięknie lśnią.
Końcówki potraktowanie olejkiem chętniej się kręcą i układają.
Całe włosy stają się ujarzmione, ale nie obciążone (choć tu trzeba uważać, bo cienkie włosy potrafi przetłuścić - bo to olej, a nie silikony pod nazwą olejku ;)). Ponadto ma niewielkie gabaryty i piękny zapach, więc można go zabrać ze sobą wszędzie.
Wiem, że kiedy niedługo znów będę w dm kupię go na pewno ponownie.

Cena: hm.. albo 2,95€ albo 3,95€, nie pamiętam :( (ktoś pamięta?)
Skład:

Co polecacie z drogerii dm? Na czym się skoncentrować podczas kolejnych zakupów?

Tymczasem wracam do świeżego soku z grejfruta i pomarańczy "na zdrowie". I miejmy nadzieję, że jak najszybciej uda się wyzdrowieć :)

sobota, 13 kwietnia 2013

Kiedy kończy się sezon na mandarynki? Pomadka ochronna Alverde

Mandarynki nieodłącznie kojarzą mi się ze Świętami Bożego Narodzenia - już jako mała dziewczynka chodziłam z Mamą na rynek, po zmroku (a było dopiero po 16) i wracałyśmy z kilogramami tych owoców. Nie było wówczas tak dostępnych marketów, więc mandarynki były bardzo sezonowym owocem.
Zresztą do dziś - najlepiej smakują zimą.

Przychodzę dzisiaj do Was z recenzją pomadki ochronnej od Alverde - bo temat jest niejako powiązany :) Jak to przy niemieckich kosmetykach w obietnice producenta zagłębiać się nie będę, wybaczcie.

Alverde - Balsam do ust Mandarynka i Wanilia


Techniczne:
1. Opakowanie - klasyczne dla pomadek ochronnych (jak Nivea czy Neutrogena). Mieści 4,8g produktu. Zamyka się z kliknięciem. Mam jednak pewne zastrzeżenia do samego plastiku - zobaczcie jak popękało opakowanie... Zdarza mi się to po raz pierwszy.



2. Zapach - czuć tu wyraźnie mandarynkę - może niezbyt naturalną, ale mimo wszystko dość smaczną. Wanilia gdzieś znika (dla mnie to i lepiej).

3. Konsystencja - nieco... miodowa? Miękka, łatwo rozprowadza się po ustach. W cieple nieco się roztapia, dlatego trzeba uważać przy nakładaniu.


4. Wydajność - przez konsystencję pomadka traci nieco na wydajności. Zużywa się na pewno szybciej niż Carmex w sztyfcie.

Moja opinia:
Wcześniej namiętnie używałam Carmexu, ale nie mogłam znieść uczucia kiedy nałożyłam go na usta w wietrzny i mroźny zimowy dzień... Wizyta w dm podczas ferii zaowocowała zakupem tej pomadki za zawrotną cenę 1,15 €.
Pomadka jest moim zdaniem świetna, ale na zimę. Koi usta, nawilża je i natłuszcza, nie występuje efekt chłodzenia. Łatwo się rozprowadza i długo utrzymuje się na ustach.
A teraz? Zrobiła się zbyt miękka (co utrudnia stosowanie), a dodatkowo nie potrzeba już tak intensywnej ochrony. Przydałby się za to jakiś filtr UV.
Jednym zdaniem - sezon na mandarynki się skończył i chociaż bardzo je lubię pomadka powinna poczekać na chłodniejsze dni.

oto jak ładnie wygląda na "nagich" ustach :)

Czy kupię ponownie?
Z pewnością, ale na sezon jesienno-zimowy :)

skład w tle.
Miałyście okazję używać? Jakie pomadki/balsamy należą do Waszych ulubieńców?

Od kilku miesięcy czaję się na masełka z Nivei, ale nie mogę się przekonać do aplikacji z tej uroczej puszeczki...

Tymczasem pozdrawiam Was ciepło z łóżka, zakatarzona i zachrypnięta - nie dajcie się przesileniu wiosennemu :)

piątek, 5 kwietnia 2013

Kokos, ładne kwiatki - odżywka do włosów Balea

Na początku się wytłumaczę - mam teraz trochę więcej czasu (zaliczyłam trzecie z czterech kolokwiów z przedmiotu wiodącego), więc na chwilę mam spokój ;)

Uzupełniam braki frekwencyjne.
Ale ostrzegam - będzie nudno :D

Jak przejrzałam ostatnie posty to było dosyć monotonnie - lakiery, lakiery, lakiery i przepis po drodze. Teraz zapowiada się seria postów o włosach. Mimo wszystko postaram się Was nie zanudzić.

A tymczasem zapraszam na recenzję odżywki, którą podczas ferii przywiozłam zza Nysy :)


BALEA - Odżywka do włosów farbowanych - Kokos i kwiat tiara*

Producent:
Delikatna odżywka do włosów farbowanych, intensywnie chroni kolor, nadaje włosom blask, sprawia, że włosy są miękkie aż po same końce. 

Włosy nie blakną, nie matowieją, kolor jest zachowany dzięki formule z aktywnymi filtrami UV, ekstraktem z kokosa i wyciągu z polinezyjskich kwiatów tiara. Natomiast kompleks odbudowujący z witaminą B3 i prowitaminą B5 sprawia, że włosy są gładkie.   

 *jakby się ktoś zastanawiał to kwiat tiara jest narodowym kwiatem Thaiti znanym tam jako gardenia polinezyjska :D



Technicznie:
1. Opakowanie - biała butla o prostym wzornictwie, stoi na niebieskiej zakrętce, która bardzo mocno się zamyka (wspominałam, że prostota opakowań kosmetyków z dm mnie urzeka?). Butelka jest nieprzezroczysta, mieści 300ml.

2. Konsystencja - odżywka jest dosyć zbita, może nieco przypominać konsystencję maski. Świetnie rozprowadza się na włosach, nie ma mowy, aby spłynęła.


3. Zapach - tu należy wspomnieć, że nie przepadam za zapachem kokosa (?!), ale jak powąchałam odżywkę w drogerii to pomyślałam, że jednak się skuszę. I jak na moją niechęć do kokosa ten zapach bardzo przypadł mi do gustu. Nie jest za słodki, określiłabym go raczej jako lekki. Prawie nie utrzymuje się na włosach.

4. Wydajność - odżywki używam prawie po każdym myciu (czasem co drugie mycie). Od 10 lutego zużyłam ok.40% - kosmetyk jest wydajny.


Dlaczego sięgnęłam po tą odżywkę?
Bo była śmiesznie tania, a ja potrzebowałam znaleźć następcę dla Isany z babassu - odżywkę lekką, o prostym składzie, która ma wygładzać włosy.
Bo nie znam niemieckiego i wybierałam po zapachu :D

Moja opinia:
Niemieckiego nie znam, nie uczyłam się i uczyć się nie będę. Jednak strzelałam, że odżywka służy do ochrony koloru włosów farbowanych. Poprzednia odżywka z niebieską zakrętką mieściła obok kokosa mleko. W tej zamieniono nabiał na kwiat tiara. Szybki rzut oka na skład, trochę mi się ten akohol w środku nie spodobał i długość składu, ale myślę sobie - to nie majątek, biorę.

Powiem Wam jedno - w tym momencie zapominam o używaniu różowej Isany. Po prostu efekt jaki daje nie może się równać z odżywką Balei. Włosy są miękkie, ujarzmione, łatwo się rozczesują. Dodatkowo zauważam lekkie "podciągnięcie" koloru włosów po użyciu. Jednym słowem - polecam. Właśnie jako lekką odżywkę do stosowania po każdym myciu :) Bardzo podoba mi się fakt, że nie zawiera silikonów - od kilku miesięcy stosuję pielęgnację bezsilikonową i moje włosy mają się dużo lepiej :)

Wiem, że z dostępnością bywa różnie, ale ta odżywka czasem pojawia się w sklepach z chemią niemiecką. Warto po nią sięgnąć.

Cena: 0,65 euro (!!)
Skład:
dobroci, szkoda, że daleko w składzie. tu pozwolę sobie podkreślić, że nawet podstawowe umiejętności czytania składów są bardzo przydatne w wizytach zagranicznych ;)


Miałyście do czynienia z tą odżywką? Czym zastępujecie Isanę z babassu?


PS Wędruję do kuchni i łazienki - spróbuję znów zaprzyjaźnić się z henną - jutro relacja z pola walki :)
PS 2 - jakość zdjęć się zda? nie jest to wprawdzie to co było wcześniej, ale też Fuji ma utrudnione zadanie - przy takiej pogodzie trudno zrobić dobre zdjęcia...
PS 3 - do szału doprowadza mnie ostatnio ilość wszechobecnych reklam. aż się czasem internetu odechciewa używać... też tak macie?

niedziela, 10 lutego 2013

Zakupy zza Nysy :)

Wróciłam, choć tylko na chwilkę, bo jeszcze tydzień mam ferie po zaliczonej sesji i mam zamiar to dobrze wykorzystać ;)
Jak wspominałam byłam u Babci, a po drodze udało mi się wyskoczyć do Gorlitz z moją Kuzynką (Kochana, dzięki Ci!), przez co obie mało nie zbankrutowałyśmy :D

Zakupy nie trwały długo, w sumie nie są duże, powiedziałabym raczej, że planowane od dawna. Za cel stawiam sobie teraz zużycie tego, co mam na półkach, aby za pół roku móc znowu pojechać i uzupełnić zapasy. 

Przy okazji muszę napisać, że design kosmetyków Balea i Alverde mnie urzeka swoją prostotą - czy zbiór takich opakowań nie wygląda optymistycznie? :)


Co przybyło?

Najlepsze żele jakich w życiu używałam - żele od Balea. Miałam dwa i wiem, że zawsze jak będę w pobliżu będę kupować następne :)
Tym razem makaroniki z wiśnią (już w grudniu wiedziałam, że muszę je mieć, pozostawało mi tylko mieć nadzieję, że do lutego nie znikną z półek :)) i guawa.
Oba po 300ml, oba po 0,65 euro (!).











Moja Isana z olejkiem babassu dobija powoli dna (powoli, bo mi szkoda ;)), a na moich półkach nie stała żadna inna prosta odżywka. Chwyciłam więc z półki dwie odżywki z Balei - jedna z kokosem i kwiatem tiare, a druga z mango i aloesem. Na KWC brak opinii - będziemy testować :D
Ponownie - obie po 300ml i obie po 0,65 euro.










Na koniec smakołyki z Alverde. Szampon, o którym czytałam u Karminowych ust - po takiej recenzji musiałam go wziąć, a ponieważ do codziennego mycia włosów mam tylko żel z babydream, bo reszta jest mocniejsza nie wahałam się nawet - jabłko i papaja - 300ml za 2,45 euro.
Olejek do włosów z porzeczką się nie sprawdził, więc postanowiłam dać szansę olejkowi z olejem arganowym - 50ml za 2,95 euro (ciekawostka - tyle samo kosztowało 100ml porzeczkowego :))
Na koniec do koszyka wpadła pomadka ochronna mandarynka i wanilia - ponieważ używanie Carmexu przy minusowej temperaturze, śniegu i wietrze nie jest najlepszym pomysłem, a 1,15 euro to nie majątek :))




Kupiłam oprócz tego jeszcze nieco chemii gospodarczej. Jak widać niewiele wzięłam, ale suma sumarum też niewiele zapłaciłam :)

Znacie te produkty? A może coś od dawna jest na Waszej liście małych marzeń? :)

czwartek, 11 października 2012

Melon melonowi nie równy - żel Balea Juicy Melon

Żeby się komuś tytuł nie kojarzył w sposób inny niż zamierzony! ;)

O zapach mi chodzi.

Pisałam jakiś czas temu o maśle w uroczym słoiczku, które jednak średnio przypadło mi do gustu (a to ono stoi teraz w kolejce do zużywania...). Dziś znów mam dla Was melona - czy smaczniejszego?




Balea - żel pod prysznic 
- Juicy Melon










Techniczne:
1. Opakowanie - wszystkie opakowania żeli Balea mają taki sam kształt - wygodny, nieprzezroczysty, wieczko "klika", samo się nie otworzy, mimo to nie trzeba wielkiego wysiłku, aby je podnieść. Mieści aż 300ml.


2. Zapach i konsystencja - zapach! przywodzi na myśl bardzo słodkiego, niesamowicie dojrzałego, żółciutkiego melona rosnącego gdzieś w ciepłych krajach... no dobra. Zapach jest piękny - dosyć intensywny w opakowaniu, po myciu łagodnieje i osiada na skórze. Konsystencja to coś pomiędzy żelem a kremem (?).

3. Wydajność - bardzo dobra. Żel świetnie się rozprowadza po skórze i pieni. Potrzeba naprawdę niewielkiej ilości, aby umyć całe ciało.


Opinia:
Było ciepłe lato... A ja po raz pierwszy byłam w drogerii dm. Chciałam wszystko, ale nie wiedziałam co. I wzięłam tak polecaną wszędzie Baleę. Kosztowała zawrotne 0,65 euro.
Czy żałuję?
W żadnym razie - chcę więcej.
Żel myje, nie wysusza (ale też nie nawilża), nie powoduje uczucia ściągnięcia skóry, jest wydajny, pachnie obłędnie, jest tani (3zł za 300ml?). Jedyny minus to fakt, że nie jest dostępny w Polsce.
Polecam.
W domu mam jeszcze wersję z ogórkiem i aloesem, z którego jestem równie zadowolona (i moja Mama również ;))

Skład:

Cena i dostępność - ok. 0,65-0,85 euro/ drogerie dm

Wszędzie aż huczy od tych żeli - próbowałyście? :)
___________________________________________________________________________________

Wybaczcie, że mnie ostatnio tu mało, mój wolny czas pochłania uczelnia.
Ale w sobotę na spotkaniu blogerek będę, a jakże! Nie mogę się doczekać :)

wtorek, 21 sierpnia 2012

Wróciłam! I przywiozłam trochę rzeczy...

Jestem! Cała i zdrowa, nawet wyglądam jak człowiek. Przetrwanie okazało się łatwiejsze niż myślałam - myślę, że to dlatego, że w tamtym domu spędzałam przynajmniej tydzień-dwa tygodnie każdych wakacji.

Także wypoczęłam, zebrałam siły i materiał na notki :)
W przyszłym tygodniu spodziewajcie się denka wakacji. Wszak w przypadku moich to jeszcze nie koniec, ale dawno nie publikowałam takiego posta. Będzie czerwiec - lipiec - sierpień. Będzie grubo.

Miałam nic nie kupować.
Tymczasem w przeddzień wyjazdu okazało się, że skoro Facelle (niestety) wywinął mi paskudny numer to nie mam szamponu!
Także udałam się grzecznie do Rossmanna (zahaczając o Biedronkę jeszcze) i wróciłam z:


1. Nożyczkami fryzjerskimi - w końcu, po roku zapuszczania zlikwidowałam rozdwojone końcówki.
2. Balsamem do kąpieli - bo rzeczy nowe trzeba testować.
3. Żelem uniwersalnym - przezorny zawsze ubezpieczony - jakby to poprzednie znów uczuliło.
4. Dwufazą do demakijażu tym razem z bawełną.

Ponadto wiedziałam, że bez wizyty w dm się nie obędzie. Oprócz wspomnień -błądziłyśmy trochę po mieście, a potem wybrałam się tam sama (nie znając zupełnie niemieckiego) przywiozłam ze sobą:
1. Absorbetki (jakkolwiek by to nazwać...) - wrzuca się do bębna pralki z ubraniami jasnymi, ciemnymi, farbującymi, a taka chusteczka wyłapuje kolor i ubrania są całe i zdrowe. (przebitak ceny w Polsce to 2x)
2. Żele pod prysznic:
- Dove dla Mamy,
- Balea Ogórek i Limonka - idealny na obecne upały
- Balea Melon - pachnie obłędnie
3. Olejek z alverde - bo moja Alterra ma się na wykończeniu.
4. Zmywacz do paznokci essence - bo też się kończy :D
5. Czarna kredka do oczu z gąbeczką do rozcierania - bardzo, bardzo miękka i przyjemna w obsłudze.
6. Puder brązujący z p2 (What`s up? Beach Babe - 02 hazelnut) - początkowo chciałam kupić ten "dysk" z Catrice, ale po przeanalizowaniu odcieni wybrałam jednak ten :)


Na koniec lakiery, które dostałam do prezentu urodzinowego od Kuzynki (którą pozdrawiam i dziękuję za okazaną pomoc - jesteś niezastąpiona ;*)


Teraz, skoro już NAPRAWDĘ niczego mi nie brakuje - czas zużywać.
(jak znajdę to jeszcze dwa lakiery kupię. wtedy będzie już szczęśliwość na trzy miesiące ;))

Wykorzystujcie upały - jak mleczyk - ostatnie w tym sezonie ;D

Zobacz też

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...