Pokazywanie postów oznaczonych etykietą hit czy kit. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą hit czy kit. Pokaż wszystkie posty

sobota, 22 grudnia 2012

Jantar, Jantar, co mam z Tobą zrobić?

Witajcie! :)
Wróciłam do domu. Na dwa tygodnie. Pełne nauki, ale przede wszystkim Świąteczne :) I o ile u mnie mieszkanko już lśniło, a choinka od tygodnia radośnie świeci udekorowana o tyle tu wszystko w proszku... podejrzewam, że mnie rozumiecie ;)

Do rzeczy jednak.

Dzisiaj będzie post o tym, co lubię najbardziej - czyli jak znaleźć zastosowanie dla produktu, który nam leży.
U mnie leżał Jantar - mgiełka do włosów, nawilżająco-ochronna. Kupiony do ochrony włosów przed promieniami UV w lecie, a po części dlatego, że nie mogłam znaleźć wcierki i pomyślałam, że może działa podobnie.





Nic z tych rzeczy. Ani nie ochrania (kolor płowiał mimo to), ani nie pobudza wzrostu. Tym bardziej nie nawilża. Kosmetyk-nic, czyli pieniądze poszły w błoto.

gdzie tam!
Czyżby?

Otóż nie do końca.

W okresie jesienno-zimowym wróciłam do olejowania włosów - przynajmniej raz w tygodniu. Oleje na moje włosy zwykle działają słabo - z kokosem się nie lubią (reagują puchem), oliwka Babydream jest za słaba, a olejek z Alverde zasadniczo... pachnie. Jedyny wyjątek odkryłam ostatnio, ale o nim napiszę za kilka tygodni :)

Co ma bursztyn do oleju? Ano ma.
Biorę Jantar, spryskuję obficie włosy (pachną męską wodą po goleniu, ach ach) i dopiero nakładam olej. Zostawiam na max 2 godziny.


Cały sekret. Włosy po takiej formie aplikacji "piją" każdy olej, w końcu wiem o co chodzi z efektem wow. Mimo wszystkie wskazane jest zastosowanie lekkiej odżywki po myciu. Szamponów używałam już różnych, przy każdym efekt był ten sam.

Dlatego jeśli na Twojej półce zalega taki bursztynek, weź go do ręki, pooglądaj i spróbuj mojego sposobu :)
Na koniec zaznaczę, że pomimo tego, że wzmacnia on działanie oleju nie kupię go ponownie. Śmiem podejrzewać, że hydrolaty i wyciągi z niektórych roślin będą miały takie same właściwości. Okaże się niedługo ;)

Skład: (alkohol denat. na drugim miejscu woła o pomstę. chociaż jak próbowałam wnioskować może gdy przykryje się go olejem to ułatwia penetrację wgłąb włosa? ale to tylko moje luźne rozmyślania ;)


piątek, 21 września 2012

Zbędny bajer czy niezbędne ułatwienie - rozterka nad zmywaczem.

Od kilku dni leżę w łóżku ze wszelkimi możliwymi objawami przeziębienia (oszczędzę dokładniejszego opisu :)). Mam tylko cichą nadzieję, że uda się wrócić do zdrowia, tak do poniedziałku, bo spraw do załatwienia jest trochę i zdrowie się przyda :)

Jednak nie o tym ten post.





Cien bodycare, Zmywacz do paznokci bez acetonu








Techniczne:
1. Opakowanie - buteleczka z twardego plastiku z pompką*; mieści 200ml.
2. Zapach - jak zwykły zmywacz - nic szczególnego.
3. Wydajność - przeciętna.

skład i sposób użycia.
Opinia:
Zmywacz do paznokci o którym mowa można dostać w Lidlu. Swego czasu był na niego szał, bo niedrogi i z dozownikiem w formie pompki.
Jak zmywa lakier? Bardzo przeciętnie. Jest w moim odczuciu porównywalny do zmywacza z Biedronki (wersji Nailty), co czyni go jednak słabszym od bezacetonowej Isany. Na plus jest to, że nie przekazuje koloru zmytego lakieru na czyste palce.

Podsumowując:
Zwykły zmywacz, w cenie, która jest do przyjęcia.


Recenzja wyszła krótka. Bardzo krótka :D
Dlatego na koniec dodam wyjaśnienie gwiazdki:
* ta pompka jest sprawą dyskusyjną jak dla mnie. Widziałam ją już przy zmywaczach Eveline, zmywaczu z Netto, nowszej wersji zmywacza z Biedronki... Czy faktycznie aż tak ułatwia życie? Zostawiłam sobie butelkę po recenzowanym zmywaczu z zamiarem przelania do niej innego specyfiku w klasycznej butli.
I tak leży.
Okazuje się, że normalne opakowanie nie jest na tyle złe żeby je trzeba było zmieniać. A mi często łatwiej jest używać właśnie opakowania bez pompki i co zauważyłam zmywacz jest wtedy bardziej wydajny!
Co więcej, przez zmianę opakowania zmywacza rośnie jego cena i maleje objętość (120 tudzież 150ml za 5,99zł to już niemało, a tak wyglądają ceny zmywaczy z pompkami. wybieram Isanę)
Zdecydowanie nie jest to niezbędne ułatwienie, za które warto płacić tyle więcej.


Co myślicie na temat takich "udogodnień"? Czy warto poświęcać objętość i nierzadko jakość na rzecz pozornej funkcjonalności?
___________________________________________________________________________________

Na koniec każdego, kto jeszcze nie słyszał, a jest z okolic Wrocławia odsyłam >klik w baner odeślie Was do szczegółów ;)<

 Mam nadzieję, że się zobaczymy!

niedziela, 29 lipca 2012

Czas zmierzyć się z legendą - Seche Vite.

Wróciłam!
Zadowolona i zdrowo opalona (do skwarka mi daleko) - pogoda była idealna zarówno do opalania, jak i zwiedzania. W roli ciekawostki - używałam na wyjeździe wszystkich kosmetyków z postu o podróżnej kosmetyczce z wyjątkiem zmywacza i lakierów.

A to dlatego, że testowałam wytrzymałość "pancernego" manicure, który zrobiłam sobie w poniedziałek. Składał się z Eveline diamentowej + 2 warstw czerwieni od Wibo + Seche Vite.
Zmyłam go przed chwilą.

Pozwoliło mi to ostatecznie ustalić moją opinię na temat tego ostatniego.

Seche Vite Dry Fast Top Coat (Utwardzacz do lakieru)


>link do KWC<







Producent i skład:
"Seche Vite uznany został najlepszym na świecie lakierem nawierzchniowym. Jego formuła pozwalaa przeniknąć mu przez warstwy lakieru aż do lakieru bazowego tworząc jedno trwałe pokrycie płytki paznokcia, co sprawia, że wykończenie jest bardziej wytrzymałe i na pewno nie zżółknie. Seche Vite jest nieoceniony jako lakier nawierzchniowy. Twoje paznokcie będą jedwabiście gładkie, silne, a lakier nie odpryśnie. Seche Vite tworzy najwyższy połysk i najdłuższą trwałość spośród wszystkich dostępnych aktualnie na rynku produktów. Nałóż grubą warstwę - nabierz dużą kroplę na koniec pędzelka, później delikatnie rozprowadź na pierwszym pomalowanym paznokciu i obserwuj jak Seche Vite rozpływa się po mokrej warstwie emalii bez ściągania i tworzenia smug na stworzonym manicure." - tłumaczenie własne :)

Techniczne:
1. Opakowanie - Duża buteleczka mieści 14ml, mała - 3,6ml. Pędzelki są bardzo podobnej wielkości, choć w mniejszej buteleczce był nieco bardziej rozczapierzony.


2. Zapach, konsystencja - pachnie intensywnie starym zepsutym lakierem lub benzyną - może drażnić, po czasie można się przyzwyczaić. Konsystencja jest dosyć gęsta - w większej buteleczce jednak bardziej wodnista.

3. Wydajność - używam od miesiąca przy każdym mani, a zużyłam dopiero połowę małej buteleczki (i jedno podejście z dużej) - wydajność świetna!


Moja opinia:
Seche Vite nabyłam w przypływie irytacji, że french, nad którym siedziałam przez godzinę zepsułam przez chwilę nieuwagi. Kupiłam tak jak radził Niecierpek - buteleczkę dużą i małą w gratisie.

Przy pierwszym użyciu nie bardzo wiedziałam jak mam się za to zabrać - w efekcie uszkodziłam pędzelkiem od SV lakier kolorowy.
Przy drugim podejściu byłam delikatniejsza, za to SV wywinął numer - ściągnął lakier. Tragicznie to wyglądało i już byłam gotowa sklasyfikować go jako bubel. Ale myślę - cierpliwości i wprawy mi trzeba.

Wytrwale więc używałam go dalej. I tak oto dziś już nie wyobrażam sobie bez niego malowania paznokci. Dlaczego?
+ przyspiesza wysychanie lakieru - trzeba wprawdzie odczekać około 10-15 minut, aby stwardniał, ale po tym czasie już nic go nie ruszy
+ przedłuża trwałość lakieru - przed wyjazdem nad morze paznokcie malowałam w poniedziałek. Dzisiaj, jak zmywałam starte były tylko końcówki i to tylko na milimetr - szok!
+ mani wytrzymuje warunki ekstremalne bez uszczerbku - malowanie ścian, układanie paneli, pył, kurz, kopanie w piasku, morska woda oraz kremy i maść lecznicza - wytrzymał to wszystko!
+ nadaje połysk - zawsze marzyłam o paznokciach jak lusterko, a nie matowych z odbitą pościelą - SV mi to gwarantuje
+ jest bardzo ekonomiczny! - nie dość, że sam wydajny to jeszcze paznokcie można malować co 4-5 dni, a nie jak normalnie co 2-3, więc i lakiery zużywają się wolniej

Jedynym minusem jaki zauważam jest to ściąganie lakieru. Ale i to udało mi się opanować - trochę wprawy i bardzo dokładne pokrycie płytki paznokcia są kluczem do sukcesu.




Podsumowując:
Jeśli masz dość odbitej pościeli i odprysków po jednym dniu, chcesz, aby Twój lakier wysychał w 10 minut i błyszczał się jak szalony - SV jest dla Ciebie! Jeśli wydaje Wam się, że jest drogi oznajmiam, że przy wszystkich jego plusach cena nie jest wysoka :)

Cena - ok 26-35 zł / Allegro (płaciłam 26 zł za wariant 14+3,6ml)

Mam nadzieję, że moja recenzja pomoże tym z Was, które ciągle jeszcze się zastanawiają ;)
___________________________________________________________________________________

Na koniec jeszcze dorzucę zdjęcia moich nowych nabytków rodem z Międzyzdrojów - zamiłowanie do kolczyków trwa w najlepsze :D
(te pierwsze są z automatu wrzutowego na 2 zł - taka kulka, wiecie, prawda? :D)


I na koniec - zachód słońca w Międzyzdrojach :)


wtorek, 22 maja 2012

Cichociemny - czyli o produkcie niedobranym.

Dzisiaj słów kilka o produkcie który był jednym z moich marzeń... I dzięki Makeupkamie go dostałam (dzięki Ci kochana raz jeszcze ;*)

Stracił on swoją osobowość w wyniku długotrwałych tortur polewania wrzątkiem. Skurczyła się ona w sobie, odsłaniając jego prawdziwe ja.

Vatika - kokosowy olej do włosów

Producent:
Jest to olej kokosowy wzbogacony ekstraktami z amli, cytryny i henny oraz 6 innych ajurwedyjskich ziół. Vatika to unikalna, naturalna receptura, która powoduje głębszą penetrację oleju aby włosy i skóra głowy były nawilżone i zdrowe.
Cytryna reguluje wydzielanie sebum oraz przeciwdziała łupieżowi.
Henna wraz z innymi ziołami otula włos chroniąc przez zewnętrznymi zanieczyszczeniami oraz podkreśla kolor włosów.
Amla wzmacnia włosy od korzenia aby były zdrowe i lśniące.







I ja:
1. Opakowanie - moja buteleczka ma 150ml, wykonana ze średnio twardego plastiku. Naklejka zeszła, ale o tym przy konsystencji.


2. Konsystencja - właśnie. Stała, więc jest to olej nasycony. Jak ostatnio zaczęłam się dowiadywać moja porowatość włosów nie lubi się z tego typu olejami. Ogrzewałam we wrzątku przed użyciem. Olej wędrował gdzie chciał, zwykle całe opakowanie udawało mi się wytłuścić (ach ta naklejka niewdzięczna!). Od kiedy jej nie ma jest lepiej :D


3. Zapach - olej jest kokosowy. Więc powinien pachnieć kokosem. Tymczasem na początku faktycznie pachnie kokosankami (mniam!), ale później zmienia się w zapach zjełczałego tłuszczu, przynajmniej u mnie.

4. Wydajność - użyłam około 7-8 razy i zostało troszkę poniżej 2/3 objętości.

5. Działanie:
Wszystkie te minusy byłabym w stanie przeboleć, przejść obojętnie nawet gdyby działał tak jak czytałam.
Tymczasem moje włosy blond po jego użyciu stawały się szalonym puchem. Nie znam jeszcze dostatecznych środków zaradczych, aby je skutecznie nawilżyć, więc taki efekt kończy się afro, które trzeba zapleść tudzież związać, żeby je troszkę ułagodzić. Jak dodawałam do niego Alterry to było troszkę lepiej.

6. Opinia:
Wielki hit u mnie się nie sprawdził. Żałuję bardzo! Ale nie ustaję w poszukiwaniach. Do tego raczej nie wrócę.
Cena i dostępność: 15zł/150ml na www.helfy.pl

Jeśli która z Was ma ochotę przetestować ją na własnej skórze (jej status świadczy o tym, że jednak u niektórych działa cuda) to z chęcią ją wymienię/sprzedam za 7zł+koszt wysyłki. Poziom zużycia zaznaczony na zdjęciu.






 
Jeszcze się Wam pochwalę, że wczoraj po Wrocławiu przemierzyłam 36km (!). A dzisiaj nie mam żadnych objawów "rowerowego przedawkowania" ;) Nie obyło się jednak bez strat materialnych - oprawki okularów przeciwsłonecznych mi się połamały. Muszę szukać nowych... Nie lubię tego strasznie, ale bez nich nie przeżyję alergicznego okresu :)
ostatnie okulary też załatwiłam w ten sposób... klejenie nic nie daje :(
Dobrego dnia!

 Edit:
Zanim zdążyłam kliknąć "opublikuj" wylało mi się pół kawy na klawiaturę :/
Ale laptop żyje! ;)

Zobacz też

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...