Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pytanie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pytanie. Pokaż wszystkie posty

sobota, 15 czerwca 2013

Kryzys włosomaniactwa? Moja włosowa historia

Moim marzeniem od dziecka było mieć włosy do pasa. Najlepiej żeby były czarne, grube i proste do tego. Natura obdarzyła mnie jednak nieco innym typem włosa. Żeby nie powiedzieć całkowicie odmiennym.

Moja włosowa historia nie zawiera w sobie gwałtownych i niespodziewanych zwrotów akcji. Mogę ją opublikować dopiero teraz, kiedy to z domu zgarnęłam zdjęcia z dzieciństwa, a ze starego dysku z czasów gimnazjum - zapraszam! Zdjęć będzie dużo, różnić się będą głównie długością :)

Nie cenzurowałam twarzy, nie mam nic przeciwko byciu nieanonimową blogerką ;)

Jako dziewczynka byłam małym blond aniołkiem. Włosy były prawie białe, końcówki wiecznie podkręcone. Nie, moim rodzice nie ścinali mi włosów. One po prostu prawie nie rosły. I tak, gdy inne dziewczynki miały w wieku lat pięciu włosy już prawie do pasa, moje wciąż oscylowały w okolicy ramion.




Podrosłam nieco, włosy zaczęły ciemnieć. Powstał z tego klasyczny polski blond, który uroku nabierał w wakacje - słońce robiło na nich naturalne złote pasemka. Włosy może są i długie, ale jak widać po warkoczykach - bardzo cienkie i delikatne. Już wtedy dookoła głowy fruwały "złote piórka", które zawsze spinałam spinkami, bo mnie irytowały.

Całe dzieciństwo mama zaplatał mi warkocza/dwa warkocze, ostatecznie koka. Szczytem szaleństwa i wyzwolenia było dla mnie to, jak poszłam do szkoły w związanych włosach, a w szkole je rozpuszczałam :D
Nawet nie wspomnę jaki miałam puch na głowie - efekt rozczesywania falowanych włosów na sucho.


Plątały się bardzo. Kiedyś nawet pamiętam, że jak marudziłam przy czesaniu to usłyszałam - albo przestaniesz, albo pójdę po nożyczki. Buzia na kłódkę, łzy w oczach i wytrzymałam (dlatego doskonale rozumiem, dlaczego reklamują TT końcem cierpienia dla dziewczynek).

Włosy rosły, coraz rzadziej zaplatane w warkocz, coraz częściej spinane w nijaką kitkę. 
Zdarzały się loki na papiloty, które trzymały się jakby je ktoś klejem utrwalił.
I wiele małych warkoczyków. (patrz wyżej)

Potem było gimnazjum. Nauczyłam się zaplatać warkocz francuski - najpierw dwa, potem jeden, a potem wszelkie możliwe wariacje na ten temat. Włosy sięgały zapięcia od stanika i miały się całkiem nieźle, choć wciąż były raczej puchem. Przyszedł czas na zmianę. (wybaczcie słodką minkę - gimnazjum ^ ^) 



Pod koniec gimnazjum ścięłam włosy prawie do ramion i wycieniowałam. Nagle okazało się, że bardzo chętnie się kręcą - same z siebie! Wystarczyło, że umyłam głowę szamponem wieczorem i położyłam się spać. Rano rozczesałam (o la boga.), wgniotłam piankę i heja. Trafiłam wtedy na świetną fryzjerkę, jakoś tak ścięła moje włosy, że nie dość, ze wyglądały naprawdę ładnie to jeszcze rosły jakby szybciej.


Zdarzały mi się też krótkie romanse z prostownicą. I o ile na zdjęciu po lewej są splątane wiatrem, o tyle na zdjęciu z balu gimnazjalnego po prawej wyglądają już całkiem przyzwoicie.

Ale mi najlepiej w długich, więc znów zapuszczałam. Do studniówki.
W liceum stało się z nimi coś dziwnego. Nie pamiętam co wpłynęło na tą zmianę, ale z gęstych, lśniących włosów zostały piórka. Których na dodatek nie dało się niczym obłaskawić.


Jednak z uporem maniaka zapuszczałam dalej. I co z tego, że długie, skoro rozpuszczone nie dodawały uroku?
Przed studniówką ścięłam jakieś 10 cm. Znów wycieniowałam, znów zaczęły się kręcić.

Zawsze chciałam tak spontanicznie wejść do fryzjera i poddać się jego działaniu. Stało się tak w wakacje 2011. W sierpniu po maturze wracałam do domu z zakupów, weszłam do fryzjera i znów ścięłam włosy nieco za ramiona. Na głowie było jakby lżej. Szybko jednak zatęskniłam za długimi włosami.

Od tamtej pory nie byłam u fryzjera.
Włosy podcina mi kuzynka, jednak nie częściej niż raz na rok (wołanie o pomstę do nieba...). Po prostu nie ma takiej potrzeby. Dalszą historię już znacie, włosy rosną, farbowane henną, prostowane od wielkiego dzwonu.



te dwa zdjęcia różni rok - w międzyczasie było właśnie ta "spontaniczna" wizyta u  fryzjera i farbowanie henną.

I tak moje kłaczki osiągnęły wcięcie w talii. Udało się nieco ogarnąć puch, delikatnie wydobyć skręt. W międzyczasie były farbowania henną.

ich naturalny skręt wygląda nieco inaczej. na zdjęciu są po nocy w kłosie, którego zapomniałam rozpleść :)
No i mam dylemat.
Niby jest to, co chciałam - długie włosy, które w dobry dzień wyglądają naprawdę dobrze.
Ale z drugiej strony... męczy mnie fakt, że nie mają kształtu. Owszem, można z nich zapleść prawie wszystko   i będzie się trzymać długie godziny. Końcówki kręcą się na potęgę (tak, wiem, że są suche, podcinam niedługo, tylko zastanawiam się jak dużo). Wiem, że są zdrowe i dosyć grube, choć nie ma ich wiele (mikroskop i brak prowadzącego na sali - włos wygląda jak taki z reklamy, sprawdzałam! :D).
Co dalej?
Czy wycieniować i pozwolić im się kręcić? Z drugiej strony długi czas potem zejdzie zanim z tego cieniowania zeszłabym do stanu "na prosto". Wiem jedno - włosy muszą mieć taką długość, żeby dało się z nich zapleść warkocz. Zresztą - ja po prostu lubię długie włosy.
Ale trzymanie ich w koku przez cały czas mija się z celem.

Od góry znów jest naturalny kolor, na dole uparcie trzyma Cassia, więc nad kolorem też trochę dumam. Ale mniej.

Jak myślicie? Czekam na Wasze opinie :)

środa, 6 lutego 2013

Ukłon w stronę natury - zapowiedź

Witajcie!
Kiedy wczoraj byłam na wrocławskim rynku aż miałam ochotę zdjąć czapkę i szalik, kupić tulipany i cieszyć się wiosną. Kiedy dzisiaj obudziłam się - jakby inny świat.
U Was też spadł śnieg? :D
Wybieram się jutro do Babci na 4 dni, także przez chwilę mnie tu nie będzie, ale wypoczynek zasłużony. Wyniki ostatniego egzaminu w piątek.

Ostatnimi czasy nie kupuję z kosmetyków niczego nowego (chyba, że na przykład uzupełniam zapasy ;)). Zużywanie idzie trochę słabiej, ale idzie. Jednak każda kobieta potrzebuje nowości. Każda blogerka kosmetyczna na pewno.

U mnie objawiło się to ukłonem w stronę natury. Zaczęłam używać kilku powszechnie lub mniej powszechnie w blogosferze znanych produktów i jedyne co ciśnie mi się na usta to - dlaczego dopiero teraz?!

"Ukłon" będzie odcinkowy, będę z czasem przedstawiała czego zaczęłam używać i jak się to sprawdziło. Przy okazji pragnę zaznaczyć, że nie jestem wegetarianką, weganką, małą uwagę zwracam na testowanie kosmetyków na zwierzętach (bez linczu proszę), SLS mi nie szkodzi. Dlatego wszystkie stosowane techniki są owocem mojej czystej ciekawości :)


źródło


Długa zapowiedź, wybaczcie :) Jutro powinna pojawić się pierwsza recenzja :)

Poza tym, jak już będę u Babci to może uda mi się wyskoczyć do dm... A stamtąd na pewno nie wrócę z pustymi rękoma. Moim celem będą przede wszystkim żele pod prysznic, bo tego nigdy dość, a Balea posiada zdecydowanie najlepsze jakich do tej pory używałam.

Oddałam aparat prawowitemu właścicielowi, dlatego też wybaczcie jeśli jakość zdjęć na blogu się nieco pogorszy. Będę nad tym pracować (może jakiś nowy aparat? :))

Koniec gadania, biorę się za porządnego posta. Na koniec pytania do Was:

na jakich kosmetykach skupiasz się najbardziej i jesteś w stanie wydać najwięcej?
jaki krem matujący do cery mieszanej polecacie ?(kończy mi się Siarkowa Moc i mam ochotę na coś nowego! ;))

Trzymajcie się ciepło!

piątek, 6 lipca 2012

Gruszki na wierzbie czy brzoskwinie na sośnie?+pytanie do Was!

Miało być śliwki na sośnie. Ale chcę Wam napisać o połączeniu rzeczonej gruszki z brzoskwinią właśnie :) (a na dole ważne do Was moje zapytanie)


Fruttini, Shower gel, Peach&Pear

Producent:
Specjalna kombinacja naturalnych ekstraktów, przyjaznych skórze lipidów, witamin B3 i B5 oraz łagodnego kompleksu pielęgnacyjnego zapewnia 24 godz. efekt gładkości i nawilżenia skóry. 
>link do KWC<







Moje:
 
1. Opakowanie - silikonowy zaworek i dziwny kształt butelki jest częścią przemyślanego systemu. Narysowano go nam nawet, jakby ktoś (jak ja.) miało problemy o co z tym wszystkim chodzi.

Zdarza się jednak wylać odrobinkę przy takim używaniu.



2. Zapach, konsystencja - zapach uwodzi - połączeni jest bardzo intensywne i bardzo owocowe, jednocześnie niezbyt słodkie, w zapachu nie wyczuwa się chemii. Utrzymuje się na ciele, ale krótko. Konsystencja jest całkiem w porządku - nie rozlewa się. Łatwo się pieni. Perlista barwa nie wróży dobrze dla składu.
 
3. Wydajność - standardowa. Może nieco lepsza niż normalnie.


4. Historia nabycia i opinia:
Kupiłam w Naturze za 5,59zł, akurat była szalona obniżka na te żele. Pomyślałam, że żal nie brać.
+ oszałamiający zapach
+ dobrze się pieni
+ dobrze się zmywa
+ dobrze oczyszcza
+/- sprytne opakowanie, które jednak może być czasem niepraktyczne
+/- nie nawilża, nie wysusza
- zapach na dłuższą metę może męczyć (ale nie aż tak jak Original Source)
- cena regularna (coś ok.14zł!)


5. Ogółem
- żel jak żel. W cenie regularnej nie warto. W promocji za to jak najbardziej - choćby dla zapachu :)

Skład:

___________________________________________________________________________________

Kochane! Mam pytanie!
Wkrótce pojawi się krótka recenzja pędzelków do oczu (mam ich mało i wieje taniością niestety...).
Tymczasem przymierzam się do zamówienia pędzli HAKURO i/lub Maestro.
Jakie polecacie? Jakie trzeba mieć? Bez jakich nie można się obejść? 
Dodam, że zależy mi głównie na pędzlach do oczu, ale jak macie jakiegoś faworyta do twarzy to też posłucham :)
___________________________________________________________________________________

Wracam tymczasem do przygotowań, bo wesele już jutro i wszystkim nam udziela się atmosfera - moje ambicje powodują moją oszczędność - mam w planach sama pomalować paznokcie (też mi filozofia... nie frencz - obcięłam paznokcie ;)), pomalować się i upiąć włosy. Co z tego wyjdzie? Hm.. ;)
Trzymajcie kciuki za mnie, ale przede wszystkim za Parę Młodą, coby się nie ugotowali przy takich temperaturach :)

środa, 27 czerwca 2012

Żeby jeszcze prać i gotować potrafiła. Eveline 8w1

Witajcie!
Zanim zabiorę się za muffinki porzeczkowe (jak wyjdą to znów pojawi się jakiś przepis :)) pomyślałam, że napiszę kilka słów o produkcie, który niedługo sięgnie dna, a ma pewne zasługi w mojej kosmetyczce. Nie jest jednak ideałem. A jak to było? Posłuchajcie...


Eveline, Nail Therapy Professional, 8 w 1 skoncentrowana odżywka do paznokci

Producent:
"Rewolucyjna i unikalna formuła z aktywnym kompleksem Strong Nail wnika w strukturę płytki, dzięki czemu skutecznie ją regeneruje i odbudowuje. Uszczelnia, maksymalnie utwardza oraz pobudza wzrost płytki paznokciowej. Uelastycznia ją, zwiększając odporność na uszkodzenia mechaniczne. Zabezpiecza przed pękaniem, łamaniem i rozdwajaniem. Sprawia, że zniszczone, matowe paznokcie odzyskują gładką powierzchnię i lśniący połysk. Już po 10 dniach kuracji znikną wszelkie problemy, a Ty będziesz się cieszyć pięknymi i zadbanymi paznokciami."
źródło: KWC ->link do produktu<


Moje trzy grosze:
1. Opakowanie - jak lakier. Buteleczka klasyczna. 12ml. Dosyć długi, wygodny pędzelek. Teraz, kiedy jest jej już taka ilość maluję kładąc buteleczkę na boku.


2. Konsystencja - niezbyt gęstego lakieru, bez tendencji do gęstnienia;
kolor - mleczno-biały;
zapach - lakieru.


3. Wydajność - całkiem dobra. Używam go od kwietnia i została jedna trzecia. Dodam, że używałam go na początku dwie warstwy, teraz jedną pod lakier kolorowy tudzież dwie na "nagie paznokcie". Będzie to pierwszy twór lakieropodobny, który uda mi się skończyć.

4. Historia i opinia:
Pamiętacie "imprezę u trupa"? Okazała się pamiętną i tragiczną w skutkach. Zmywając brokatowy top (no dobra, trochę zdrapałam), odszedł z górną warstwą paznokcia. Kto nie miał rozdwajających się paznokci, nie będzie wiedział o co chodzi.
Tego samego dnia pobiegłam do Rossmanna i bez chwili zastanowienia postanowiłam ratować moje zawsze zdrowe, mocne i twarde paznokcie przed klęską. Ścięłam je najkrócej jak się da i pomalowałam.
+ Po dwóch tygodniach mogłam obciąć co rozdwojone i cieszyć się pięknymi paznokciami.
+ Stosuję jako bazę pod lakier - i w końcu moja zażółknięta płytka po innym błędzie lakierowym staje się jasna.
+ Można nosić ją solo - przy dwóch warstwach wygląda jak lakier do frencha.
+ Nie przedłuża, ale też nie skraca żywotności lakieru, nie odchodzi płatami. W zasadzie to w ogóle nie odchodzi.
Ma też jednak swoje minusy...
- Nieszczęście się dzieje jak przez przypadek pomalujecie skórkę - piecze, wypala, jakby Wam kto próbował szczypcami paznokieć wyrwać. Teraz już trochę przywykłam, ale na początku wolałam zmyć niż się męczyć. Bo nie zawsze piecze.
- Ciężko się zmywa. Mam wrażenie, że nigdy do końca, zawsze jakaś cieniutka powłoka zostaje.


Efekty: (niestety nie zrobiłam zdjęcia przed... ale były miękkie i rozdwojone)


Skład: Butyl Acetate, Ethyl Acetate, Nirtocellulose, Phthalic Anhydride / Trimellitic Anhydride / Glycols Copolymer, Acetyl Tributyl Citrate, Isopropyl Alcohol, Aqua, Fomaldehyde (2%), Acetyl Triethyl Citrate, Stearalkonium Hectorite, Adipic Acid / Fumaric Acid / Phthalic Acid/ Tricyclodecane Dimethanol Copolymer, CI77891, N-Butyl Alcohol, Citric Acid, Diamond Powder.

Moja opinia w skrócie:
Warto. Przyniosła mi ocalenie w ciężkiej chwili. Nie jest pozbawiona wad, ale mimo to z pewnością do tych odżywek wrócę :)
Cena: ok. 11zł/Rossmann
___________________________________________________________________________________

Na koniec pragnę powiadomić, iż moja akcja z 50zł na czerwiec wczoraj się rypła.
Nie dlatego, że nie wytrzymałam. Wytrzymałabym spokojnie. (jak już się oparłam całemu standowi Revoltaire...)
Ale dlatego, że doszłam do wniosku, że i tak poczynię ten zakup w lipcu, a nie ma sensu mierzyć co do złotówki w czerwcu tylko po to, żeby w lipcu wydać nagle cały swój majątek. Pokażę powody jak przyjdą.
___________________________________________________________________________________

Pazurki koszmarnie długie jak na mnie, ale marzy mi się french na wesele... Samorobiony...
Znacie ładną matową i dobrą jakościowo biel? Pomocy?

niedziela, 24 czerwca 2012

zaMASKowani - cud w dwie minuty?

Pogoda jest piękna. Nie miałabym nic przeciwko, żeby taka już z nami została na dłużej :)
Dziękuję wszystkim za miłe słowa pod ostatnią notką :)

A dziś o czymś, co jakiś czas temu miało obniżoną cenę i na moim blogu było szukane nagminnie. Otrzymałam ów produkt w BlogBoxie :) Mowa o:

Pantene, 2 minutowa Maska Głęboko Regenerująca


Producent:
Intensywnie nawilża i chroni* Twoje przesuszone i zniszczone włosy.
* przed uszkodzeniami spowodowanymi stylizacją

Ode mnie:
1. Opakowanie - wygodne i pomyślane - nie trzeba odkręcać, można otwierać klapkę, przez co zakrętka nie jest dodatkowym elementem, który może zdziałać szkody w łazience. Mieści 200ml.

jest nawet instrukcja obsługi :)
2. Kolor, konsystencja, zapach - biała, perlista, jak większość produktów Pantene. Jest dosyć "luźna", ale raczej nie spływa z rąk i włosów. Raczej - czasem jednak jej się zdarza. Zapach typowy - jak dla mnie wszystkie produkty tej marki pachną tak samo.


3. Wydajność - przy używaniu raz w tygodniu spokojnie starczy jej na dwa miesiące. Na jedno użycie potrzeba raczej niewiele.

4. Działanie - ma odżywiać, regenerować w zabójczo krótkim czasie. Trzymałam ją na głowie 2 minuty, nie zrobiła nic. Trzymałam 30 minut, nadal nic. 30 minut i pod folią? Bez różnicy.
Bubel. Już lepiej sobie radzi odżywka z Isany za piątaka.

5. Opinia - powinna silnie wygładzać włosy, już odpuśćmy sobie nawilżenie. A ona najzwyczajniej w świcie powoduje puch na głowie, nie robić nic, z tego, co obiecuje producent (a obiecuje tylko dwie rzeczy..). Nie warto.

Skład:

Miałyście?
Czy jednak pozostajecie świadome, wierne naturalnej pielęgnacji i omijacie szerokim łukiem?
Już wiem, że tą maskę zużyję latem do ochrony przed wodą i słońcem, a następny będzie któryś z Biovaxów :)
___________________________________________________________________________________

Dziewczyny! Potrzebuję Waszej pomocy! Czy która zamawiała buty przez Internet / allegro? Jakie macie doświadczenia z takimi zakupami? (bo podobają mi się szpilki**, ale obawiam się, że będą za wysokie i za małe/duże) Jakieś rady do dalszego poszukiwania? :)


 **Cieliste szpilki... Jedyne marzenie odzieżowe jakie posiadam :D nie mogą być zbyt wysokie, bo stópkę mam rozmiaru 36, więc zbyt wysoki obcas zaowocuje zbyt dużym spadkiem i pospolitą niewygodą. Te na zdjęciu pochodzą od Christian`a Loubotin.
Jak na razie chciałabym takie zwykłe, chińskie podróby :D

Zobacz też

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...