sobota, 9 marca 2013

Dobry grunt to podstawa...

... albo na odwrót :)

W każdym razie chciałam Wam dzisiaj napisać o bazowym produkcie do paznokci. Prawda jest taka, że od pamiętnej "imprezy u trupa" kiedy to lakier brokatowy zjechał mi płytkę paznokcia, do tego stopnia, że zaczęła się rozdwajać, pobiegłam do Rossmanna po lekarstwo.
Kupiłam wtedy Eveline 8w1.
Była ok, ale nie dało jej się zmyć do końca, a paznokcie były mocne jak długo na nich była. Poza tym wypalała wręcz skórki.

Dlatego (nieświadoma ponoć identycznych składów) następnym razem sięgnęłam po lekarstwo z tej samej firmy, ale o innym przeznaczeniu. Tym razem nie miała prać, gotować, odkurzać i robić jeszcze 5 innych rzeczy na raz. Miała tylko utwardzić paznokcie.

Zapraszam na recenzję :)

Eveline, Nail Therapy Professional - Odżywka wzmacniająca z diamentami


Producent:
Ekstremalnie wzmacniająca odżywka zabezpieczająca słabe paznokcie przed łamaniem, pękaniem i rozdwajaniem. Formuła z tytanem i diamentami tworzy na powierzchni paznokci supertwardą powłokę, która zabezpiecza przed kruchością, łamaniem i uszkodzeniami. Odżywka wzmacnia i dogłębnie nawilża, zapewniając elastyczność i zdrowy wygląd paznokci.
Sposób użycia: codziennie nakładaj jedną warstwę preparatu bezpośrednio na paznokcie. Po trzech dniach zmyj nałożone warstwy i rozpocznij czynność ponownie. Stosuj regularnie, gdyż każda nakładana warstwa wnika w płytkę, zapewniając ekstremalne wzmocnienie i utwardzenie paznokci.
Uwaga: Zawiera formaldehyd. Przed użyciem należy zabezpieczyć skórki oliwką lub kremem.

źródło i link do KWC: http://wizaz.pl/kosmetyki/produkt.php?produkt=41916 



Techniczne:
1. Opakowanie, pędzelek, kolor - jak każdej innej odżywki z tej firmy - wygląda jak mleczny lakier, po nałożeniu jednej warstwy na paznokcie jest bezbarwny. Bardzo wygodny pędzelek. Kształt opakowania pozwala położyć je na boku i zużyć do ostatniej kropelki :) Mieści 12ml.


2. Konsystencja, wydajność - odżywka gęstnieje dopiero przy końcówce, gdy w opakowaniu zostanie około 10% nie można już jej wydostać. Wystarcza na około 6 miesięcy*.

Moja opinia:
*Moje paznokcie są pomalowane cały czas. Jeśli zmywam lakier to staram się to robić w takim czasie, aby móc je od razu przemalować. Odżywki Eveline używam jako bazy - jedna warstwa pod każdy lakier kolorowy.
JEST NIEZASTĄPIONA.
Paznokcie przestały mi się rozdwajać, są twarde i w końcu nie przeszkadzają mi, gdy wystają za opuszkę palca. Dodatkowo - zapobiega przebarwieniom płytki, świetnie się zmywa, nałożona sama błyskawicznie wysycha, nie wysusza skórek. Nie wiem czy przedłuża trwałość lakieru - do tego mam Poshe ;)
Nic więcej moim paznokciom do szczęścia nie trzeba.
Jestem w trakcie drugiej buteleczki, a to chyba świadczy o niej najlepiej :)


zdjęcie paznokci z czerwca - wtedy nosiłam taką długość, bo była mi wygodna, a i paznokcie były zbyt miękkie

a tak noszę się teraz - paznokcie są długie, mocne, lepiej spiłowane. wszak dłonie to wizytówka kobiety :) na odżywce lakier essence nude.

Jedyne co mnie zastanawia to sprawa składu. Skoro jest taki sam jak w Eveline 8w1 to dlaczego tak bardzo różni się ich działanie? Jedyne co mi się nasuwa to zmiana stężeń ;)


Używałyście? Co pomaga Wam wzmacniać paznokcie? :)
___________________________________________________________________________________

Z okazji nastającej wiosny zmieniłam nieco wystrój bloga - mam nadzieję, że się Wam podoba :) Dajcie znać co myślicie o zmienionym warkoczu :)
___________________________________________________________________________________

Zaległe życzenia z okazji Dnia Kobiet - wszystkiego najlepszego Moje Drogie! 
źródło

wtorek, 5 marca 2013

Zużycia styczeń-luty

Jest słońce, jest chwila czasu, są zdjęcia! :)

Chociaż denko zwykle robię w połowie miesiąca, kiedy cała fala już przejdzie to tym razem po prostu czekałam aż kilka produktów się skończy. Doczekałam się.
Co się skończyło?


Po kolei:





W kategorii włosy - skończyłam niedawno pić pokrzywę, teraz robię sobie przerwę, ale na pewno do niej wrócę.
Oprócz tego w końcu skończyła mi się maska Kallos, do której nie wrócę w najbliższym czasie i szampon z Barwy Zielone Jabłuszko - dobre, tanie szampony, przy okazjonalnym używaniu zyskują na wydajności ;)






Zużycia kosmetyków do pielęgnacji ciała może nie prezentuje się okazale, ale zużyłam każdą z małych podkategorii :)
Żel Isany Figa-Pomarańcza - ten akurat nie porywał zapachem, za to wydajność miał niezłą,
Balsam do ciała z różowym pieprzem - bardzo przyjemny, bardzo możliwe, że do niego wrócę, kiedy wzrośnie moja aktywność fizyczna (roweeer już niedługo!),
Krem matujący Barwa Siarkowa Moc -używałam go pod makijaż, pudrując tylko z wierzchu. Na razie chyba jednak od niego odpocznę.
Peeling do ciała Fruttini Czekolada i żurawina - im mniej go zostawało tym łatwiej się używało, bo w końcu nie był suchy jak piasek... był jak mokry piasek - zapach idealny na zimowe wieczory :)
Rexona w sztyfcie - mój ulubiony antyperspirant - skuteczny, wydajny, jeszcze mnie nie zawiódł.
Pasta do zębów - wiecie jak trudno jest zużyć 125 ml pasty do zębów jednej osobie?! ;)

Skończył się mój ulubiony zmywacz do paznokci Isana (już mam kolejną butlę) i odżywka do paznokci z Eveline (też będzie recenzja).
Do lakieru z Catice straciłam cierpliwość, bo nie chciał zasychać, a tusz z Hean i Masterpiece Max się po prostu skończyły (no dobrze, drugi się skończył, a pierwszy wysechł).
Zużyłam też opakowanie płatków z Biedronki Carea - do twarzy - super, ale do zmywania paznokci nie sprawdzają się zupełnie!


A jak u Was ze zużyciami? :)

Nie ustaję w zużywaniu zapasów. Rossmanna lub inną drogerię odwiedzam tylko wtedy, gdy faktycznie coś się skończy, a było produktem pojedynczym (są wyjątki. takie małe, o których będzie w poście  nowościami ;)) . Widzę postępy - na półkach i w portfelu :)

wtorek, 26 lutego 2013

Ukłon w stronę natury 2 - żel lniany i mgiełka aloesowa - ujarzmić puch!

Chyba każda posiadaczka włosów wysokoporowatych zna ten obraz w lustrze, kiedy umyte włosy są piękne i gładkie, a w miarę wysychania robi się puch. I to taki, który ciężko jest ogarnąć.

Ile to razy piękna, lśniąca tafla dziewczyn o włosach niskoporowatych zachwycała (chyba każdą z nas :)). A u mnie nie dość, że włosy blond, to jeszcze jak na złość uwielbiają się puszyć.

Próbowałam różnych metod ujarzmienia - od tych powszechnych przez mniej typowe, aż do naturalnych. Jakie były efekty?

Pianka - raczej sklejała włosy, a jeśli już podkreśliła fale to na krótko, włosy wciąż się puszyły.
Lakier - sam w sobie puchu nie ogarnie.
Produkty do stylizacji na ciepło - no effect.

Jedwab Biosilk - wysuszał!
Krem do rąk z Biedronki (słynny zielony wycofany już krem) - ujarzmiał? Tak, ale nietrwale i na krótko. Jednak to przy nim po raz pierwszy moje włosy zostały ogarnięte. Zaplecione w warkocz, po rozpuszczeniu trzymały kształt i nie wyglądały jak grzywa pudla.
Oil Miracle - na początku działała siła sugestii. Działał, ale obciążał włosy. Zresztą to same silikony, a moje włosy za nimi naprawdę nie przepadają (obecnie wykluczyłam je całkowicie z pielęgnacji i kłaczki mają się świetnie!)

W czasie wakacji i promocji w SuperPharm nabyłam sok z aloesu (9,99zł). Litrową butlę.
Otworzyłam ją dopiero w okolicach grudnia, ze świadomością, że trzeba ją opróżnić dosyć szybko.
Trochę wypiłam. Trochę przelałam do buteleczki z atomizerem. Miały być płukanki, ale ten zabieg do mnie nie przemawia.


Mamy więc już buteleczkę z atomizerem.


Niewiele później kupiłam siemię lniane (ok. 4 zł), aby walczyć o długość. Piłam przez tydzień i zrezygnowałam. Siemię leżało.


Jakiś miesiąc temu po raz pierwszy zrobiłam żel lniany (gotowanie ziarenek przez około 15 minut). Przelałam do buteleczki z pompką.

Obok buteleczki z  atomizerem  mamy drugą - z pompką.


Nie ruszam się bez nich z Wrocławia. 
A moje włosy nie pamiętają co to jest "bad hair day".

Bywa, że włosy, nawet po użyciu odżywki są napuszone. Albo nie mają ochoty się układać. Wtedy najpierw spryskuję czuprynę sokiem z aloesu. Wygładzam rękoma.
Jeśli danego dnia są wyjątkowo oporne to przed psikaniem nakładam na nie jedną pompkę żelu aloesowego (pompka ułatwia dozowanie!). Zwykle na tym etapie ugniatam też moje fale.
Czasem zaplatam je na chwilę w warkocz, a po rozpuszczeniu...
...są miękkie, lśniące, trzymają kształt, nie są napuszone, ale też nie są obciążone (mówi się chyba "dociążone")

W drogeriach szerokim łukiem omijam już kolejny dział. I oszczędzam na produktach do stylizacji ;)
Każdemu, kto nie próbował - polecam. Nie zamienię tego sposobu na żaden inny :)

Próbowałam znaleźć jakieś zdjęcie, które pokaże różnicę...
Mam nadzieję, że widać, że włosy kręcą się według własnego widzimisię - po lewej. Po prawej dla przypomnienia jak to wygląda teraz :)





Jakie są Wasze sposoby na ujarzmienie włosów? :)

PS Nie da się nie zauważyć, że bywam tutaj ostatnio coraz rzadziej. Przyczyna jest prosta - nauka. Powiecie, że sesja się skończyła, nowy semestr dopiero co zaczyna, więc czego tu się uczyć?
Prawda jest taka, że sesja to nic w porównaniu z ilością nauki jaką teraz mam na co dzień (wszystkiemu winna reforma!)... A ponieważ za parę lat chcę być dobrym lekarzem (a za kilka miesięcy mieć spokojne wakacje) - wybaczcie mi jeśli nie będę pisać regularnie. Wolę jednak pisać rzadziej, ale konkretnie niż co chwilę posty bez treści. 
Dziękuję, że jesteście! :)
A wszystkim, które zastanawiają się czy zaczynać medycynę... Jeśli są takie to może kiedyś napiszę o tym parę słów :)

niedziela, 24 lutego 2013

Zostawił nam swój kolorowy pomnik...

... w wieku 58 lat zmarł wczoraj Wojciech Inglot - założyciel i właściciel znanego nam wszystkim INGLOTA.

>źródło<

Miałam dzisiaj robić uaktualnienie zawartości palety cieni (tych właśnie cieni), ale poczekam z tym jeszcze chwilę.

To nie jest wiek na umieranie.
Niech jego kolorowy pomnik przypomina nam, że w życiu trzeba mieć odwagę by zacząć budować wszystko od zera, sygnując własnym nazwiskiem zbudować potęgę.

Kondolencje dla Rodziny.

piątek, 22 lutego 2013

Kwestia wykończenia - top coat Poshe

Widać, że zbliża się wiosna.
Za oknem sypie śnieg, wieje mroźny wiatr. Ale dzień się wydłuża!
Przede mną pracowity weekend, ale zanim nadejdzie - recenzja dla Was.

Pamiętacie, jak w lipcu pisałam o SV? Kiedy się skończył postanowiłam spróbować czegoś nowego. Padło na top coat Poshe - mniej znany, nieco francusko brzmiący kolega SV. Jak wypada w porównaniu?
Zapraszam :)

Słowem wstępu powiem tylko, że  paznokcie mam pomalowane na okrągło - zmywam lakier kiedy zaczyna wyglądać źle (odstaje, odpryśnie...), bo mam fioła na punkcie ładnie pomalowanych paznokci. Do tej pory nie wiem jak mogłam żyć bez wysuszacza lakieru - paznokcie miały odbitą fakturę ubrań, pościeli, włosów... Topu używam do każdego malowania paznokci :)





Poshe, Fast Drying Top Coat - Szybkoschnący utwardzacz do lakieru

>link do KWC<





Producent:
 Po kliknięciu zdjęcia się powiększą :)

Techniczne:
1. Opakowanie - zgrabna buteleczka mieszcząca 14ml. Pędzelek nie jest ani szeroki ani wąski - aż chce się powiedzieć "w sam raz" :)


2. Konsystencja i zapach - nie posiadam małej buteleczki jak w przypadku SV, więc zmuszona jestem korzystać z dużej buteleczki. Mimo to top wciąż ma tą samą - rzadką konsystencję (jak Vite na początku, kiedy przelewałam go do małej buteleczki). Pachnie nieco inaczej niż lakier, ale nie jest drażniący.

(robią mi się zaspy na balkonie :/)

3. Wydajność - zużycie widoczne na zdjęciu powstało po niespełna dwóch miesiącach.

skład i zużycie na jednym zdjęciu :)
Dlaczego on?
Bo "gdzieś coś" czytałam, a SV w miarę używania gęstniał strasznie i paskudnie ściągał lakier (lepiej wyglądał bez niego niż z nim). Czas postawić na nowości.

Moja opinia:
Top Poshe nie wysycha tak szybko jak SV. Do pełnego zaschnięcia potrzebuje około 15-20 minut.
To jego jedyny minus.
Nadaje blask, jakich mało. Bardzo wygodnie się z nim pracuje (nie ma obaw o uszkodzenie lakieru kolorowego). A jak już wyschnie...

Taka krótka historia: na paznokciach nosiłam lakier Moulin Rouge z Lovely (cena 5,49zł). Zaczął mi troszkę odchodzić od strony macierzy paznokcia. Poza tym było widać już płytkę - końcówki były ledwie starte. Myślę sobie - nie przedłuża trwałości. Spojrzałam na kalendarz.
Lakier na moich paznokciach był 9 dzień.
Przedłuża. I to bardzo. A fakt, że mi czas leci jak szalony to inna bajka :D
Z najtańszego lakieru czyni pancerz, który bez problemu można nosić tydzień na paznokciach.

Czy ściąga lakier? NIE! A przynajmniej nie tak jak SV. Ewentualnie, coś delikatnie zdarza mu się pociągnąć, ale nie muszę zmywać lakieru z paznokci, bo nagle mam krechę ściągniętego lakieru przez pół płytki.

Jedyną uwagę, jaką mam to praca z iskierkami i gęstość lakieru kolorowego.
Iskierki - trzeba się nauczyć kiedy najlepiej nakładać top, aby drobinki w nim nie zniknęły (najlepiej chwilkę odczekać przed nałożeniem topu.)
Gęsty lakier kolorowy - Poshe nie lubi takich lakierów. Właśnie takie lakiery zdarza mu się ściągnąć, po czym na przykład lakier pęknie i odskoczy następnego dnia. Ale zdarzyło mi się to tylko w przypadku jednego lakieru, z którym nie lubiłam się od początku. Wszystkie pozostałe dogadują się z nim świetnie.

A. Drugim jego minusem z pewnością jest dostępność - okazjonalnie ląduje na allegro, dostępny jest w nielicznych sklepach internetowych... Szkoda, bo jest świetny. Kosztuje około 26zł czyli półka cenowa SV.

Czy do niego wrócę? Okaże się za parę miesięcy - jeśli nie zgęstnieje znacząco za połową - to jestem pewna, że na zapas kupię od razu dwie buteleczki :)

POLECAM!


Znacie? :)

Zobacz też

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...