Odpocznijmy od tematu zakupów w Rossmannie ;)
Dziś będzie o produkcie, który zagościł w moich kosmetycznych zbiorach dosyć dawno. Podejść było kilka, tak naprawdę obsługi nauczyłam się niedawno. Ale o tym za chwilę.
Artiste, Hair Care & Styling, Odżywka intensywnie regenerująca
Producent:
Artiste odżywka do włosów intensywnie regenerująca, dzięki zawartości
keratyny, naturalnego budulca włosów oraz jedwabiu, bogatego w źródła
protein, znacznie poprawia kondycję włosów uszkodzonych mechanicznie,
termicznie lub zabiegami farbowania, utleniania i trwałej ondulacji.
Skutecznie odbudowuje ubytki w strukturze włosów, a przez to pogrubia
je, wygładza, odżywia i nawilża. Dodatek gliceryny zapobiega
przesuszaniu się zarówno włosów, jak i skóry głowy, zaś pantenol
zapewnia dodatkowe działanie pielęgnacyjno-odżywcze. Włosy w krótkim
czasie są zregenerowane, odzyskują zdrowy wygląd i połysk.
>link do KWC<
1. Opakowanie - nie zwraca szczególnej uwagi - szaro-różowe, profilowane, z wygodnym i solidnym zapięciem. Nie widać ubytku produktu. Mieści dość niestandardową ilość produktu - 275ml.
2. Konsystencja - odżywka jest gęsta, nieco woskowa. Nie spływa z włosów.
3. Zapach - tutaj znów niczym się nie wyróżnia, pachnie trochę jak odżywki z silikonami (od pół roku już takowych nie używam, ale właśnie taki zapach przychodzi mi na myśl).
4. Wydajność - ze względu na rzadkie i specyficzne używanie produkt jest bardzo wydajny.
Dlaczego sięgnęłam po tą odżywkę?
Naczytałam się, że świetnie odżywia włosy, pomaga im się odbudować. A ponieważ kosztuje raptem 5zł pomyślałam, że co mi szkodzi.
Moja opinia:
Zaznaczyłam na początku, że podejść było kilka. Włosy dla przypomnienia mam wysokoporowate (ostatnio średnio w kierunku wysoko).
Pierwsze podejście - odżywkę Artiste nałożyłam
solo jak zwykłą odżywkę po myciu. KOSZMAR. Włosy były spuszone, sztywne, ciężko było je rozczesać, nie sposób było je ułożyć. Myślę sobie, no nie. Masakra, nie odżywka.
Przy drugim podejściu byłam już nieco mądrzejsza - dodałam
odrobinę Artiste do normalnej odżywki (wtedy zdaje się, że Isana z olejkiem babassu) - tutaj udało się nieco ogarnąć puch, choć włosom wciąż daleko było do stanu nawilżenia i odbudowania.
Trzecie podejście zaś...
Nie wiem czy zdarzyło Wam się już doświadczyć uczucia, że włosy są ZA MIĘKKIE - niczym włosy dziecka. Taki właśnie efekt osiągnęłam po przedawkowaniu kuracji nawilżających. Olej, odżywka, szampon - wszystko miało na celu ograniczyć puszenie, w efekcie jednak "przepoiło" włosy - stały się bardzo miękkie i delikatne, a przez to podatne na uszkodzenia.
Wtedy przypomniałam sobie o leżącej w szufladzie odżywce Artiste.
Obecnie nakładam ją w stosunku 1:1 z odżywką nawilżającą (Balea Morela&Aloes albo Kokos&Kwiat Tiare) przynajmniej raz na dwa tygodnie.
Włosy po takiej kuracji są pogrubione, mięsiste, dobrze nawilżone i faktycznie odbudowane.
Podsumowując:
Bomba proteinowa, której trzeba nauczyć się używać. Z pewnością nie jest to produkt do codziennego stosowania. Dawkowana z umiarem działa lepiej (i szybciej) niż niejedna maska. Do tego kosztuje grosze. Warto mieć ją w swoich zbiorach.
Wiem, że kiedy mi się skończy sięgnę po nią ponownie.
Dostępna tylko w drogeriach Natura. Produkt polski.
Skład:
Czego używacie do "karmienia" włosów? A może wciąż walczycie z puchem?