wtorek, 11 czerwca 2013

Kilka kropek na krzyż - pierwsze podejście do sondy

Jak wspominałam w poprzednim poście - dorobiłam się w końcu sondy do paznokci. Nie byłabym sobą, gdybym jej nie przetestowała od razu przy zmianie lakieru :)
A ponieważ dodatkowo przy uzupełnianiu wzornika przypomniałam sobie o lakierze, którego bardzo dawno już nie używałam powstało z tego połączenie, które świetnie nosi się i wygląda na paznokciach. Zresztą - oceńcie sami :)

Lakiery to:
Golden Rose serii Paris o numerze 225 (rodzaj jakby "mięty" z maleńkimi drobinkami)
oraz Joko serii Find your colour o numerze J142 - Coriander green

O ile drugi ma fantastyczny pędzelek, dobrą konsystencję i świetne krycie, o tyle pierwszy nieco wygrywa z nim trwałością.

Mani na paznokciach ma trzy dni (imprez, sprzątania, mycia z użyciem detergentów silniejszych niż płyn do naczyń ;)) - na ciemniejszym lakierze widać już nieco starte końcówki.

lakiery na wzorniku - 2 warstwy

i kilka kropek.

Pozwolę sobie łaskawie pominąć milczeniem fakt kiedy kropki powinno się robić (nie, Meraja, nie na suchym lakierze...). Jak na pierwszy raz - jestem zadowolona. Coś czuję, że często będę tej sondy używać... ;)
Może być?

sobota, 8 czerwca 2013

Samo przyszło - nowości w kosmetyczce

Na początku wybaczcie mi taką niezapowiedzianą nieobecność - złożyło się na to kilka czynników, w tym bardzo nieregularny tryb życia jaki prowadzę ostatnio, pogoda, kilka zawirowań w życiu prywatnym i konieczność nauki... Jak będzie dalej - okaże się niedługo.

Tymczasem dzisiaj przychodzę do Was z kilkoma nowościami - produktami, które zakupiłam pod koniec maja i na początku czerwca. Do zdjęcia nie załapał się tusz Max Factor Masterpiece Max, ponieważ przyszedł na adres domowy, a nie wrocławski.

Jedziemy.
Na początek - zamówienie z Annabelle Minerals. Napiszę o minerałach kilka słów w niedługiej przyszłości. Zamówiłam pełnowymiarowe (4g) opakowanie podkładu Natural Fair, do tego próbki korektora Light i Medium. Jako gratis dostałam miniaturkę różu Rose - mojego ulubionego różowego różu (masło maślane, róż cztery razy w jednym zdaniu :D).



Dalej - wstąpiłam do mojego "chińczyka" przy okazji zakupów spożywczych. I pech chciał, że była dostawa lakierów. Ponieważ od bardzo dawna szukałam dwóch kolorów, wiele się nie zastanawiając, gdy znalazłam je na półce - wrzuciłam do koszyka. Chodziło o pastelową brzoskwinkę (Aisha) i lawendę (Lemax).


Wcześniej - w Rossmannie skusiłam się na dwa kolory lakierów od Lovely - ten z drobinkami miałam na oku już długo, ten drugi, bo... pasuje do wstążki przy sukni ślubnej mojej bratowej (grunt to dobra argumentacja!).


Na koniec - w końcu zdecydowałam się na zamówienie wzorników do paznokci. Żeby nie czuły się samotnie do koszyka dorzuciłam sondę, patyczki, słoiczki i pilnik. Jeśli zastanawiacie się, jak ja, czy to się w ogóle opłaca - tak. Jeden wzornik dostępny na wyspie z produktami do paznokci, np. w Magnolii kosztuje 8zł. Za trzy zapłaciłam 7,50 + koszty przesyłki >link do sprzedawcy<.


za pomoc w uzupełnianiu wzorników dziękuję Agacie ;*
Niniejszym deklaruję odwyk kosmetyczny. A lakierowy przede wszystkim. Do czasu aż znów nie wymarzę sobie jakiegoś koloru ;)

Wracam do nauki. Egzamin z anatomii coraz bliżej. 
Miłej Sobotty! 

Wszystkie książki zaprezentowane obok służą do przygotowania do jednego egzaminu... 

poniedziałek, 3 czerwca 2013

Złudzenie czy nawilżenie? Jedwab do ciała Oeparol Hydrosense

Jakież było moje sfrustrowanie kiedy rano rozpakowywałam walizkę po długim weekendzie w domu i uświadomiłam sobie, że chyba nie zabrałam kabelka od aparatu. Myślę sobie - urządziłam się na własne życzenie.
Jednak walizka posiada jeszcze kilka rzadziej używanych przegródek, do których zwykle coś wkładam i nie pamiętam, że tam się to znajduje. W każdym razie - jednak zabrałam :)

Ponieważ moja "załoga kosmetyczna" będzie się powoli zmieniać na dniach przyszedł czas na recenzję produktu, który powoli dobiega końca. Czy będzie mi go brakowało? Poczytajcie.


Oeparol Hydrosense, Nawilżająco - wygładzający jedwab do ciała









Producent:


1. Opakowanie - niezbyt miękka biała tuba stojąca na zakrętce. Wzornictwo niezbyt przykuwające uwagę, można powiedzieć nawet, że apteczne (zgodnie z prawdą). Wydaje mi się, że nie zwróciłabym na nie uwagi na półce.


2. Zapach - tu znów na myśl przychodzi mi określenie "apteczny" - nie jest drażniący, ale też nie przypomina żadnego z naturalnych aromatów. Czuć w nim chemię. Przy pierwszym użyciu może drażnić, przy następnych można się przyzwyczaić. Nie męczy.

3. Konsystencja - balsamu. Świetnie się rozprowadza po ciele, szybko się wchłania.


4. Wydajność - niestety dość słaba. Przy codziennym używaniu produkt skończyłby się po dwóch tygodniach.

Dlaczego on?
Jedwab do ciała dostałam jako prezent pod choinkę od Bratowej. Ponieważ w zimie wolę masła do ciała, swoje 5 minut dostał dopiero teraz.

Moja opinia:
To jest produkt, przy którym przekonałam się, że nie zawsze spojrzenie w skład daje pełen obraz możliwości kosmetyku. Rzuciłam okiem - Paraffinum Liquidum na drugim miejscu, gliceryna na trzecim i byłam pewna, że nawet jeśli pojawi się nawilżenie to będzie ono złudne. 
Nawilżenie faktycznie było. Wygładzenie również.
Ale jakie było moje zaskoczenie, kiedy okazało się, że ono nie znika po myciu! Po tygodniu codziennego stosowania balsamu skóra była świetnie nawilżona, miękka i gładka. Przypomnę, że wcześniej stosowałam masło z Isany, przy którym nawet nie można było pomarzyć o takiej miękkości. 
Teraz, kiedy odstawiłam balsam na trochę dłużej skóra niestety wróciła do dawnego stanu.
Oprócz stosunku wydajności do ceny nie odnotowałam minusów tego kosmetyku. Postaram się o nim nie zapomnieć, kiedy braknie mi porządnego nawilżenia.

Skład:

Cena: ok 13-15zł/200ml

Miałyście kiedyś okazję używać? Co jest dla Was najważniejsze w kosmetykach do ciała? :)

czwartek, 30 maja 2013

Alterra nie stworzyła peelingu.

Pogoda za oknem nie zachęca do opuszczania czterech ścian, więc pewnie za chwilę wezmę się za naukę. Wszak sesja się zbliża (co można zaobserwować po mojej wzmożonej aktywności na blogu ;)).

Dziś przychodzę do Was z produktem, który ostatecznie utwierdził mnie w przekonaniu, że Alterra w dziedzinie kosmetyków kąpielowych się nie sprawdza. Zapraszam.

Alterra, Peeling pod prysznic `Czerwona pomarańcza i cukier trzcinowy`










1. Opakowanie - miękka tuba stojąca na zakrętce, mieszcząca 200ml. Zamyka i otwiera się wygodnie, nawet mokrymi rękoma. Otwór dozuje ilość peelingu jaką chcemy, nie przytyka się. Do użycia zachęca obrazek czerwonej pomarańczy.


2. Zapach - pisałam już przy poprzednich recenzjach produktów Alterry - wszystkie pachną tak samo. Serio. Mój nos może na początku wyczuwa jakieś nieśmiałe różnice w aromacie, podczas używania mam wrażenie jakbym używała żelu o zapachu Alterry.

3. Konsystencja - peeling powinien ścierać. Tymczasem ten produkt ma konsystencję żelu pod prysznic tej firmy. Powinny być tam drobinki ścierające. Powinny, bo jedyne uczucie jakie mam to jakby ktoś wsypał na całą tubę jedną łyżkę drobno zmielonego cukru kryształu.


4. Wydajność - po 4 "peelingach" produktu zostało nieco ponad połowę.

Moja opinia:
Zdecydowanie nie dla mnie. Drobinki ścierające są tak małe i jest ich tak niewiele, że nie ma praktycznie różnicy czy do mycia ciała użyję peelingu czy żelu pod prysznic. A skoro działa jak żel to po co przepłacać?
Może delikatnie masuje skórę. Ale wysusza. Może ma dobry skład, ale leży z wydajnością. Do tego zapach, który nie przypomina nic konkretnego. Zawiodłam się na tym peelingu.
Jak tylko go skończę, co obstawiam, że nastąpi w niedługim czasie, biorę się za peeling kawowy. Zobaczymy czy przebije peeling solny z Rossmanna :)

Skład:

Fakt otrzymania produktu w ramach współpracy nie ma wpływu na moją recenzję.

Miałyście do czynienia z tym peelingiem? A może w przeciwieństwie do mnie jesteście fankami żeli pod prysznic Alterry? 

PS Kamyczek organizuje akcję "Czerwiec za 50zł", podobną do organizowanej w zeszłym roku. Gdyby nie to, że chcę kupić podkład mineralny, a do zakupu zbieram się od trzech miesięcy z chęcią bym dołączyła. Choć może jeszcze... Kto wie. Kto bierze udział? :)

wtorek, 28 maja 2013

Romantyk, który nie zginie. Rimmel Salon PRO

Nie udało mi się odeprzeć pokusy 40% zniżki w Rossmannie. Po bardzo udanym romansie i zachwytem nad klasyczną czerwienią z nowej serii Rimmel przespałam się dwie noce i wróciłam po drugi lakier. Także klasyczny, bo w klasykę warto inwestować.
Poza tym zadziałała też siła sugestii Innookiej :)





227 New Romantic jest piękny. Jest tak ładny, że nie mogę oczu od niego oderwać. Sprawia, że dłonie wyglądają na zadbane i eleganckie, pasuje na każdą okazję (z miłą chęcią pomalowałabym nim paznokcie na swój ślub, na razie miałam go tylko na egzaminie).


Pędzelek jest szeroki. Konsystencja jest niestety nieco rzadsza niż w Rock`n`roll, przez co łatwiej zalać skórki. Na zdjęciu mam 3 warstwy lakieru. Dwie wyschną same po ok. 30 minutach, przy trzech bez wysuszacza ani rusz.


Wróżę nam długą i romantyczną historię z happy-endem, biorąc pod uwagę fakt, że czerwień w stanie nieruszonym zmyłam po 3 dniach (w tym mycie naczyń i łazienki...).
Będzie często gościł na moich paznokciach.

wybaczcie jakość zdjęcia, ale aparat nie chciał współpracować przy takiej pogodzie jaką mamy za oknem...
Dodatkowo, rzuciło mi się dzisiaj w oczy przy porannym makijażu, że wygląda praktycznie tak samo jak cień z Inglota DS 488, z tym, że w lakierze mniej widoczne są drobinki - "wychodzą" dopiero przy sztucznym świetle.


W cenie regularnej (19zł) ta seria lakierów jest dla mojego studenckiego budżetu za droga. W cenie obniżonej (11,40zł) naprawdę warto wypróbować.


Podoba Wam się ta seria lakierów?

poniedziałek, 27 maja 2013

Włosy trzeba czasem nakarmić - odżywka Artiste

Odpocznijmy od tematu zakupów w Rossmannie ;)

Dziś będzie o produkcie, który zagościł w moich kosmetycznych zbiorach dosyć dawno. Podejść było kilka, tak naprawdę obsługi nauczyłam się niedawno. Ale o tym za chwilę.

Artiste, Hair Care & Styling, Odżywka intensywnie regenerująca

Producent:
Artiste odżywka do włosów intensywnie regenerująca, dzięki zawartości keratyny, naturalnego budulca włosów oraz jedwabiu, bogatego w źródła protein, znacznie poprawia kondycję włosów uszkodzonych mechanicznie, termicznie lub zabiegami farbowania, utleniania i trwałej ondulacji. Skutecznie odbudowuje ubytki w strukturze włosów, a przez to pogrubia je, wygładza, odżywia i nawilża. Dodatek gliceryny zapobiega przesuszaniu się zarówno włosów, jak i skóry głowy, zaś pantenol zapewnia dodatkowe działanie pielęgnacyjno-odżywcze. Włosy w krótkim czasie są zregenerowane, odzyskują zdrowy wygląd i połysk.

>link do KWC<



1. Opakowanie - nie zwraca szczególnej uwagi - szaro-różowe, profilowane, z wygodnym i solidnym zapięciem. Nie widać ubytku produktu. Mieści dość niestandardową ilość produktu - 275ml.


2. Konsystencja - odżywka jest gęsta, nieco woskowa. Nie spływa z włosów.

3. Zapach - tutaj znów niczym się nie wyróżnia, pachnie trochę jak odżywki z silikonami (od pół roku już takowych nie używam, ale właśnie taki zapach przychodzi mi na myśl).


4. Wydajność - ze względu na rzadkie i specyficzne używanie produkt jest bardzo wydajny.

Dlaczego sięgnęłam po tą odżywkę?
Naczytałam się, że świetnie odżywia włosy, pomaga im się odbudować. A ponieważ kosztuje raptem 5zł pomyślałam, że co mi szkodzi.

Moja opinia:
Zaznaczyłam na początku, że podejść było kilka. Włosy dla przypomnienia mam wysokoporowate (ostatnio średnio w kierunku wysoko).
Pierwsze podejście - odżywkę Artiste nałożyłam solo jak zwykłą odżywkę po myciu. KOSZMAR. Włosy były spuszone, sztywne, ciężko było je rozczesać, nie sposób było je ułożyć. Myślę sobie, no nie. Masakra, nie odżywka.
Przy drugim podejściu byłam już nieco mądrzejsza - dodałam odrobinę Artiste do normalnej odżywki (wtedy zdaje się, że Isana z olejkiem babassu) - tutaj udało się nieco ogarnąć puch, choć włosom wciąż daleko było do stanu nawilżenia i odbudowania.
Trzecie podejście zaś...
Nie wiem czy zdarzyło Wam się już doświadczyć uczucia, że włosy są ZA MIĘKKIE - niczym włosy dziecka. Taki właśnie efekt osiągnęłam po przedawkowaniu kuracji nawilżających. Olej, odżywka, szampon - wszystko miało na celu ograniczyć puszenie, w efekcie jednak "przepoiło" włosy - stały się bardzo miękkie i delikatne, a przez to podatne na uszkodzenia.
Wtedy przypomniałam sobie o leżącej w szufladzie odżywce Artiste.
Obecnie nakładam ją w stosunku 1:1 z odżywką nawilżającą (Balea Morela&Aloes albo Kokos&Kwiat Tiare) przynajmniej raz na dwa tygodnie. Włosy po takiej kuracji są pogrubione, mięsiste, dobrze nawilżone i faktycznie odbudowane.

Podsumowując: 
Bomba proteinowa, której trzeba nauczyć się używać. Z pewnością nie jest to produkt do codziennego stosowania. Dawkowana z umiarem działa lepiej (i szybciej) niż niejedna maska. Do tego kosztuje grosze. Warto mieć ją w swoich zbiorach. Wiem, że kiedy mi się skończy sięgnę po nią ponownie.

Dostępna tylko w drogeriach Natura. Produkt polski.
Skład:

Czego używacie do "karmienia" włosów? A może wciąż walczycie z puchem? 

piątek, 24 maja 2013

Rock`n`roll to klasyka? Rimmel Salon PRO

Wczoraj był post o zakupach a już dzisiaj (zanim akcja w Rossmannie się skończy) muszę Wam pokazać lakier na paznokciach.

Nie wiem wprawdzie jeszcze jak z trwałością (malowałam dzisiaj, po zrobieniu obiadu i myciu naczyń wciąż trzyma się nieźle), ale cała reszta na plus.

Kolor to klasyczna czerwień - dobra na każdą okazję, bo elegancka, wyrazista, ale nie wulgarna. Dokładnie takiego koloru szukałam. Jak dla mnie jest idealny.
Szeroki pędzelek i konsystencja sprawiają, że malowanie paznokci zajmuje dosłownie chwilkę.


Przy zmywaniu nie sprawia problemów (musiałam go przemalować, bo bezmyślnie pomalowałam wczoraj paznokcie przed spaniem bez Poshe), choć jak to czerwień, zdarza jej się zabarwić palce.


Cena regularna to ok. 18-19zł, teraz można go nabyć za 11zł.
I jak ja nigdy nie kupuję lakierów droższych niż 10zł tak ten zakup uważam za udany - Rimmel się postarał.

Klasyk, który każda kobieta powinna mieć w domu ;)

Myślicie, że warto inwestować w klasyczne kolory lakierów do paznokci?

Zobacz też

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...