niedziela, 20 października 2013

Aromatyczne cappucino Z MIODEM.

Czy tylko ja mam czasem pilną potrzebę zmian? Tu i teraz i już?
Jako, że już nie mam co w domu przemeblować, a lakier na paznokciach trzymał się jeszcze nieźle (:D) padło na włosy. Ostrożnie, szamponetką. Nie chciałam uzyskać bardzo ciemnego koloru. A nawet jeśli chciałam to obawiałam się, że nie spłucze się szybko.
Pamiętałam też o hennie.
Staram się o niej zapomnieć.
Ale ona o mnie nie zapomni.

Moje pierwsze hennowanie zaszło chyba przy pomocy jakiegoś paskudnego mutanta, bo nie dość, że nie chce się wypłukać to jeszcze nie daje się przykryć niczym innym. Mało tego, nie udało mi się nawet uzyskać podobnie trwałego efektu tą samą henną.

Szamponetki z Joanny są proste w użyciu, pachną bardzo przyjemnie. Na moją długość włosów zużyłam dwie saszetki o wdzięcznej nazwie "Aromatyczne cappucino". (Upatrzyłam sobie ten kolor już jakiś czas temu, wydał mi się nieco ciemniejszy od mojego naturalnego koloru włosów. Zresztą - idzie jesień, zima, a moje włosy były spalone po lecie.)
Na głowę, na 40 minut (producent zaleca 30...) i zmyć.
Końcówki prezentowały sobą wysuszone na słońcu siano, włosy były dosyć tępe, ale po użyciu odżywki udało się je bezproblemowo rozczesać. Dzisiaj są miękkie i trochę nie chcą się układać (są śliskie, to nawet lepiej ;))



Ale do rzeczy. Kolor jaki uzyskałam...
Hm.

Po lewej - przed.
Po prawej - po.
(oba zdjęcia w świetle dziennym)

Hm.


Na pewno jest bardziej jednolity. Ociepliła się góra (moje naturalne włosy, niechwycone henną-mutantem).


Nie no, w sumie całkiem przyzwoicie. Zmiana jest prawie niezauważalna.


Do pani z obrazka mi jednak daleko. A moje włosy przecież są jasne i chwytliwe jeśli chodzi o kolory. Na żywo zdecydowanie widać różnicę na naturalnym kolorze. A przez długość przebija miodowa henna. Znając życie minie tydzień i po szamponetce nie będzie śladu.

Miód mi do cappucino nie pasuje. Następnym razem spróbuję dodać do miodu jakiegoś orzecha. Może nie wyjdzie z tego palona kawa ;)

Niniejszy post ma na celu przedstawienie jak bardzo kobieta czasem musi coś zmienić, jak długo może się trzymać bezbarwna henna i to, że ona faktycznie wiąże się z włosem i nie sposób jej zakryć. Będę próbować dalej. Henno, idź sobie.

14 komentarzy:

  1. Skąd ja to znam, kilka razy koloryzowałam włosy szamponetką i efekt był prawie niezauważalny. Tylko jeden jedyny raz, poszalałam i kupiłam szamponetkę w miedzianym kolorze, miałam śliczne, marchewkowe włosy. Na dodatek kolor bardzo fajnie się wypłukiwał.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na rudą szamponetkę chyba się jeszcze nie odważę... ;)
      Z jakiej firmy używałaś szamponetek?

      Usuń
  2. Zmiana JEST zauważalna, i jest dosknała :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. cieszy mnie, że ktoś ją jednak widzi :)

      Usuń
  3. widać różnicę, bardzo podoba mi się kolor przy skórze głowy

    OdpowiedzUsuń
  4. Ładnie :). Mojej mamie ładnie ten kolor złapał na platynowym blondzie - taki popielaty jasny brąz jej wyszedł :).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też miałam nadzieję na jasny brąz... i chłodny odcień... Marzycielka.

      Usuń
  5. Kolor wyszedł bardziej chyba miodowy niż cappucino ale jest ładnie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszystko co na hennie wygląda jak miód... Spróbuję następnym razem czegoś chłodniejszego użyć :)

      Usuń
  6. Ja nim kiedyś farbowałam ale na moich ciemniejszych włosach niewiele było widać :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Naturalnie mam brązowe włosy, w wakacje dwa razy użyłam rudej szamponetki z Joanny, efekt był średni - były prześwity brązu. Ja i tak byłam zadowolona, chyba wolę siebie w rudym :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zanim skusze sie na rudy uplynie jeszcze sporo czasu :)

      Usuń
  8. Lubiłam te szamponetki z Joanny ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Bardzo spodobał mi się Twój wpis u PannyM :) Kochana jesteś! Ja patrząc na Twoje zdjęcia włosów aż zazdroszczę długości, jednak widzę ogromne podobieństwo jeśli chodzi o stan/rodzaj/typ włosków. Czy włoski same Ci się tak falują czy stylizujesz na żelu lnianym? :)

    OdpowiedzUsuń

Nie reklamuj ani nie zapraszaj na swojego bloga. Zwykle odwiedzam blog każdego z komentatorów i jeśli znajduję coś, co mnie interesuję komentuję sama :)
Dziękuję za każdy mniej lub bardziej konstruktywny komentarz związany z tematem :)

Zobacz też

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...