Zdaje się, że ostatni post na blogu pochodzi sprzed tygodnia... Jak pisałam - byłam w podróży (ferie!), dodatkowo pojawiły się problemy ze sprzętem. Mam jednak aparat, jestem już we Wro i mogę znów do Was pisać :)
Dzisiaj nadszedł czas na podsumowanie akcji zapuszczania włosów, do której przyłączyłam się z początkiem listopada zeszłego roku.
Różnica przedstawia się następująco:
Pierwsze zdjęcie robione jest z lampą błyskową 31 października, drugie robiłam dzisiaj rano (bez lampy).
Od listopada minęło 3,5 miesiąca - czyli normalne włosy powinny urosnąć około 3,5 cm. Moje bez wspomagania w takim czasie rosną około 2cm. A tu? Widać różnicę!
Przez dwa miesiące towarzyszyła mi herbata z pokrzywy - i to ona stała się moim lekiem na całe zło - ograniczyła wypadanie włosów i przyspieszyła porost.
Próbowałam pić siemię lniane... przez tydzień... Więcej nie mogłam, ale teraz planuję do niego wrócić :)
Brałam MegaKrzem, ale miesiąc - jak pisałam na włosy nie działał.
Oprócz tego regularna pielęgnacja i dwa farbowania (po prawej włosy tuż po farbowaniu, po prawej jakiś miesiąc po farbowaniu "Srebrnym pyłem" z Joanny - henna jak wychodzi, tak wychodziła.).
Co mi towarzyszy?
Szampony - głównie Barwa Naturalna Zielone Jabłuszko (który skończył się kilka dni temu...), ostatnio pokazywany Garnier Ultra Doux dla lepszego oczyszczenia, Alverde, który wprowadził się do mnie niedawno i babydream, na chwile, kiedy moje włosy potrzebują delikatności :)
W kwestii odżywek moje włosy nie wymagają już mocnego karmienia - wystarczą im lekkie odżywki, których używam po każdym myciu włosów. Zostało mi jeszcze pół Isany z olejkiem babassu, aktualnie dołączyła do niej kokosowa Balea.
Oleje. Wybaczą każdą niesystematyczność, poratują włosy z każdego przesuszenia, puszenia i niesubordynacji. IHT 9 od Lass Naturals wyeliminował wszystkie inne oleje. Ośmielił się do niego dołączyć Alverde z olejkiem arganowym i migdałem - w tym momencie nie mam ochoty na żadne inne oleje :)
Naturalne cuda do stylizacji, o których nie omieszkam napisać troszkę więcej :)
Sok z aloesu i żel z siemienia lnianego.

Mój cel - włosy do pasa coraz bliżej, przekroczyłam "zaczarowaną granicę". Miejmy nadzieję, że do wakacji się uda! :)
Jak się mają Wasze włosy? Zapuszczacie czy wolicie trzymać się krótko? :)
zdjęcie sprzed chwili w świetle sztucznym z lampą - włosy potraktowane czapką, śniegiem, szalikiem i deszczem... wciąż walczę, ale puch na moich włosach zdarza się coraz rzadziej :) -->
faktycznie mocno urosły :) ja skupiam się na ograniczeniu wypadania i żeby mi wyrosły baby hair :)
OdpowiedzUsuńmi już baby-hair nie trzeba - pojawiło się ich masa w tym roku i w zeszłym, teraz próbuję je ogarnąć :)
Usuńja aktualnie siedzę z bivaxem na głowie ;)
OdpowiedzUsuńróżnica jest widoczna gołym okiem ale nie tylko w długości ale także kondycji włosów. I chyba mam podobny typ włosa jak typ, też takie lekkie falki, z tendencją do puszenia się o delikatnych końcach. Także, skoro Tobie się udało tak wypielęgnować i zapuścić włosy to mi też się uda ;)
bardzo motywujący wpis, i oczywiście trzymam kciuki, abyś osiągnęła swój cel ;)
do biovaxu jeszcze nie doszłam, jakoś zawsze coś innego było pod rękę :)
Usuńmyślałam kiedyś, że moje włosy zawsze będą takie napuszone, a tu się okazuje, że da się je ujarzmić :)
róznica jest ogromna ! :D
OdpowiedzUsuńMusze zacząć pic pokrzywe
sporo urosły :)
OdpowiedzUsuńO, bardzo ładnie Ci włosy urosły od listopada! :)
OdpowiedzUsuńJa też od jakiegoś czasu piję pokrzywę, z pewnymi krótkimi przerwami, ale później znowu do niej wracam. Od połowy listopada też zaczęłam bardziej dbać o włosy i widzę poprawę. :)
Powodzenia w dalszym zapuszczaniu! Chciałabym mieć już tak długie włosy. :)
dziękuję :) a dbanie o włosy naprawdę procentuje :)
UsuńNaprawdę sporo urosły! Gratuluję :)
OdpowiedzUsuńJa również intensywnie zapuszczam włosy i mam nadzieję, że do wakacji uda mi się wyhodować minimum jakieś 8-10 cm :)
dziękuję!
Usuńa do wakacji jeszcze jakieś 4 miesiące... powodzenia życzę! :)
Urosły ! Gratuluję :)
OdpowiedzUsuńładnie, widać różnicę, ja zapuszczam, chociaż fryzjera nie omijam, bo końce mimo wszystko się niszczą
OdpowiedzUsuńa ja mnie właśnie jakoś zawsze po drodze do biovaxów ;) może dlatego, że w mojej ulubionej aptece i sklepie zielarskim zawsze goszczą na półkach. Za to strasznie zazdroszczę włosomaniaczką rosyjskich kosmetyków, i olejków, które są dostępne tylko w internecie - jakoś jeszcze nie przekonałam się do zakupów kosmetyków przez internet.
OdpowiedzUsuńJa racEj krotko:) do brody i nie lubie dluzszych. Napisz cos o soku z aloesu. Do stylizacji? Od 3 lat pije codzienni ena odpornosc....a jak przyrzadAsz siemie lniane?
OdpowiedzUsuńbędzie w takim razie zbiorczo o nich dwóch :) powiem tyle - puch zniknął bezpowrotnie! ;)
Usuńcałkiem całkiem trzeba przyznać :D
OdpowiedzUsuńZgodzę się, henna wygrywa z chemią :D
OdpowiedzUsuńCiekawi mnie ten żel lniany, tzn. jego wykorzystanie do stylizacji :)
żel lniany? hmmm
OdpowiedzUsuńJa siemię bez problemu piję i widać mam szczęście że sobie daję z nim radę a większość osób go nie trawi
siemię mi nawet smakuje, ale uciążliwe jest dla mnie jego przygotowanie :) i nie wiem co mam potem z ziarenkami zrobić ;)
UsuńŁooo, dużo masz tych kosmetyków do włosów! Ja używam tylko szamponu i odżywki, ale w tym roku zamierzam poszukać czegoś odpowiedniego dla moich włosów :)
OdpowiedzUsuńwidać że urosły! :) ja piłam dość długo siemię, ale takie mielone, gotowe kupione w sklepie :) łatwiej się je przygotowuje, zalewa wrzątkiem i tyle. Teraz zrobiłam sobie przerwę od siemienia.
OdpowiedzUsuń