Pokazywanie postów oznaczonych etykietą gotowanie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą gotowanie. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 7 października 2012

Nowy cykl - Dziewczyna w kuchni :)

Gotowanie może nie jest moją najmocniejszą stroną - często zdarza mi się iść na łatwiznę z braku czasu.

Ale z pieczeniem ciast i ciasteczek rzecz ma się inaczej :)
Uwielbiam piec! Kiedyś mówiłam nawet, że w życiu za dużo jest smacznych ciast żeby iść na dietę.
Dlatego też pomyślałam, że warto podzielić się z Wami moimi przepisami - sprawdzone i pyszne!

Dziś przedstawiam:

Ciasteczka ryżowe

Choć wydaje się, że składają się z wiórek kokosowych nie czuć w nich kokosa. Smakują każdemu (jak kiedyś zrobiłam do szkoły to zjedli mi na przerwie wszystkie...), robi się je błyskawicznie i bardzo prosto. Wciągają!

Inspirowane przepisem: http://lylis.blox.pl/2010/01/Ciasteczka-ryzowe-efektowne-latwe-pyszne.html


Składniki 
1 opakowanie kleiku ryżowego (ok. 170g)
180g margaryny
pół szklanki cukru (u mnie pół na pół biały z brązowym)
3 jajka
łyżeczka proszku do pieczenia
1 opakowanie cukru waniliowego
konfitura lub dżem
(opcjonalnie 4 łyżki wiórek kokosowych - ja nie dodaję, bo u mnie ich nie lubią)

Przepis
Margarynę wyjmujemy z lodówki. Do dużej miski wsypujemy kleik ryżowy, cukier, cukier waniliowy, proszek do pieczenia (i ewentualnie wiórki). W rękach "rwiemy" margarynę na kawałki i dodajemy do miski. Na koniec wbijamy jajka. Wszystkie składniki wyrabiamy na jednolitą masę.

Płaską blachę do pieczenia wykładamy papierem do pieczenia.
Piekarnik nastawiamy na 180 stopni.

Z masy formujemy kulki wielkości małego orzech włoskiego i układamy na blasze, zostawiając między nimi odstępy (ciasteczka rosną!). Na koniec w każdym z nich robimy palcem dołek.

Blachę wsadzamy do piekarnika na około 15 minut. Ciasteczka mają być jasnozłote - nie brązowe! Wyjmujemy i studzimy. Może się wydawać, że są twarde jak kamyczki, ale jeśli mają dobry kolor to spokojnie, rozmiękną.

Do dołeczków nakładamy ulubionej konfitury.
Smacznego!

wtorek, 26 czerwca 2012

Malinowe królestwo

Nie spodziewajcie się recenzji malinowej płukanki do włosów od Yves Rocher.
Ja nie o tym :)
Tym razem wybitnie niekosmetycznie.
W rubryczce "o mnie" dumnie figuruje moje zainteresowanie gotowaniem. W zasadzie od gotowania wolę pieczenie. A najbardziej ze wszystkiego uwielbiam muffinki. Są banalnie proste, genialnie szybkie i mega smaczne. Można je wziąć w podróż, nie rozpłyną się.
I można z nimi wydziwiać - dodać do nich praktycznie wszystko.

A jako, że sezon na maliny (prosto z działki! :)) to musiałam coś wykombinować/poszukać. Znalazłam. Do dzisiaj ostała się jedna. Z 23 sztuk. O czymś to świadczy :D
Zapomniałam dodać, że nie robiłam ich sama :) pozdrowienia dla M :)

Muffinki malinowe


Przepis z którego korzystałam (zachęcam do samodzielnego wykonania - jedne z lepszych jakie robiłam :))

Przepis nie jest mojego autorstwa, pochodzi ze strony: http://odkuchnii.blox.pl/2011/05/Muffinki-malinowe.html

Składniki:
  • 2,5 szklanki mąki (pszennej)
  • 1/2 kostki margaryny do pieczenia
  • 1 szklanka mleka
  • 2 łyżeczki proszku do pieczenia
  • 1/2 szklanki cukru
  • 2 jajka
  • 5 łyżeczek soku malinowego
  • 3 garści świeżych malin (chyba dałam trochę więcej...)
  • 18-20 malin do ozdobienia
  • * od siebie dorzuciłam 50g posiekanej białej czekolday
Mąkę mieszamy w misce z proszkiem do pieczenia i cukrem. Dodajemy roztopioną w mikrofali margarynę, mleko, jajka. Mieszamy łyżką do uzyskania jednolitej konsystencji. Następnie dodajemy sok malinowy i 3 garści malin i znów mieszamy. Gotowe ciasto nakładamy do foremek na około 3/4 wysokości, dekorujemy malinką i pieczemy 25-30 minut w temperaturze 180 stopni, na grzaniu górnym i dolnym.

Ode mnie:
- może się okazać, że trzeba będzie piec 5-10 minut dłużej niż w przepisie
- mi wyszły 23 muffinki
- mają tendencję do "siadania", po wyjęciu z pieca warto je odwrócić spodem do góry
- moje babeczki piekę od zawsze w pojedynczych silikonowych foremkach (moje są z Pepco - 14,99zł za 12 sztuk), obecnie mam już trzy komplety takich foremek - pierwsze, które mam od prawie dwóch lat wytrzymały już około 50 partii i tylko jedna uległa uszkodzeniu
- są pyszne! nie za słodkie, niezbyt kwaśne - smak malin idealnie tu pasuje :) i pachnie w całej kuchni :)


Podane z lodami straciatella są jeszcze lepsze :)

Zdaję sobie sprawę, że taka babeczka wygląda niepozornie. Ale uwierzcie, im brzydsza muffinka z zewnątrz tym smaczniejsza ;) Stawiam na smak, dekorowanie bitą śmietaną zabija naturalny urok :D

Smacznego!
Aż żałuję, że nie mogę Wam ich jakoś przesłać... :)

Zobacz też

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...